AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
833
BLOG

Odłóżmy ten rząd ad ACTA

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 4

 

Po dyskusji i analizie dokumentu ACTA stwierdzamy, że ta umowa w niczym nie zmieni - zgodnie z opiniami prawników - polskiego prawa, także tego dotyczącego internautów i funkcjonowania internetu”- powiedział Michał Boni po spotkaniu z premierem. Przyznam, że nic nie rozumiem. Przez parę lat negocjowano w pocie czoła, zabezpieczano się przed przeciekami do mediów, lobbowano i – mówiąc wprost – wydano kupę szmalu na coś, co nie ma żadnego sensu bo już dawno istnieje. Przykro mi ale muszę powiedzieć dosadnie: ktoś tu jest idiotą. Jeszcze nie wiem kto, ale ktoś na pewno. I nie ma specjalnego znaczenie czy to, co powiedział minister Boni jest prawdą czy nie. Jeżeli jest – to miano idioty należy się temu, kto tę całą robotę wykonał. Jeżeli zaś to zwyczajne łgarstwo mające uspokoić nastroje społeczne i dać odetchnąć rządowym serwerom – to idiotą jest ten kto myśli, że ciemny lud to przełknie.

Przyjmijmy jednak wielkodusznie, że pan minister od cyfryzacji powiedział prawdę (każdemu może się zdarzyć) i nasze rodzime prawo już dawno jest dostosowane do treści umowy. Po co w takim przypadku ta cała tajemnica? Przecież wystarczyło powiedzieć, że prawo mamy takie to a takie i bez problemu możemy podpisać coś co nas do niczego nie zobowiąże. Od tak, żeby ładnie wyglądało, że jesteśmy w grupie państw i to w dodatku jesteśmy prekursorem. Być prekursorem każdy chce i nikt nie miałby specjalnych pretensji, to jedno słówko załatwiłoby cały problem. A tak? Była tajemnica to były też ciemne sprawki. Idę o zakład, że za parę dni/tygodni/miesięcy nasi umiłowani rządzący wyskoczą z jakąś ustawą, którą trzeba przyjąć by dostosować nasze rodzime prawo do ACTA. Nie pierwszy to wszak i nie ostatni taki cyrk, powinniśmy już dawno być przyzwyczajeni. Mnie w tym wszystkim interesuje tylko jedna kwestia: kto, od kogo i ile wziął w łapę. Tudzież kto komu co obiecał. Skrzywienie takie posiadam i nie potrafię ufnie podchodzić do czynów, nawet zacnych, przedstawicieli władzy.

A co do protestów: powiedziałbym co one dadzą, ale czytać ten tekst mogą damy i mi nie wypada. Każdy sam się domyśli, dla ułatwienia mogę powiedzieć, że podczas roztopów jakie ostatnio obserwujemy za oknem łatwo w to coś wdepnąć i nieopatrznie przynieść do domu. Jeżeli chcemy by rządzący faktycznie liczyli się z naszym zdaniem musimy protestować wtedy, kiedy jest na to faktyczny czas: w dniu wyborów. Jeżeli jednego, drugiego czy trzeciego geniusza złotoustego wyślemy na zieloną trawkę to czwarty się zastanowi czy warto podskakiwać. A piąty nie będzie się nawet zastanawiał tylko działał tak, jak życzą sobie tego wyborcy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka