Do oratorskich popisów posła Niesiołowskiego wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić i mało kto jeszcze zwraca na niego uwagę. Tym razem jednak naczelny entomolog kraju przeszedł samego siebie i nazwał protestujących przeciwko ACTA młodych ludzi idiotami, którzy niczego nie rozumieją. A potem dodał, ze „demonstrują [oni] przeciwko czemuś, czego nie ma, walczą z bytem nieistniejącym, z wymyślonym niebezpieczeństwem”. Przyznam, że słowa te mnie nieco zaskoczyły. Jak to nieistniejącym? To co o trzeciej nad ranem podpisywała pani ambasador w Tokio? Pustą kartkę? A może autografy rozdawała swoim fanom, których w Japonii ma – jak powszechnie wiadomo – na kopy? Cóż, wychodzi na to, że ja faktycznie niczego nie rozumiem...
Ale zostawmy pana posła i jego wyżyny erudycji dla nas, szaraczków, nieosiągalne i zajmijmy się czymś przyjemniejszym. Na przykład pierwszym głosem polskiej lewicy, Joanną Senyszyn, która została wiceprzewodniczącą stałem Podkomisji Praw Człowieka w Parlamencie Europejskim. Jest dla nas, drodzy czytelnicy (dla czytelniczek też, choć w mniejszym stopniu) nadzieja. Co tam ACTA i groźba inwigilacji, co tam prawa do „własności intelektualnej”, hakerzy, anonimowi i protesty! Pornole (ku radości Bronka Matoła – ktokolwiek to jest) będzie można dalej spokojnie ściągać i oglądać. Oczywiście wyłącznie w ramach seksedukacji i tylko te, w których wszyscy aktorzy reprezentują jedną, dowolnie wybraną płeć. Poseł Węgrzyn się ucieszy...
Tymczasem głos na temat podpisanego porozumienia zabierają coraz to nowi posłowie opozycji. Mariusz Błaszczak na przykład określił działania rządu mianem absurdu. Nihil novi, kto ma oczy sam widzi, że jedyną sensowną rzeczą jaka jeszcze wychodzi ekipie Donalda Tuska jest haratanie w gałę. Jednak żeby móc gadać o absurdzie trzeba samemu być wolnym od tej przywary. Ktoś, kto w jednym parlamencie głosuje za przyjęciem porozumienia po to, by za chwilę w drugim protestować przeciwko niemu też pod kopułą równego tynku nie ma. Na korzyść pana Mariusza działa jedynie to, że sam tę głupotę zauważył. Pytanie tylko, czy sam, czy z pomocą publicystów i blogerów, którzy już od jakiegoś czasu o tym trąbią...
Ale dość kpin, one przez grubą skórę włodarzy i tak się nie przebiją. ACTA podpisane, ale to jeszcze nic nie znaczy. Żeby porozumienie weszło w życie musi je jeszcze ratyfikować parlament a to wcale nie jest takie pewne. W dużej mierze na stanowisko parlamentu możemy wpłynąć my, zwyczajni ludzie. Co prawda premier i ministrowie nie przejęli się społecznym sprzeciwem, jednak ze zwykłymi posłami sprawa jest prostsza. Większość z nich nie potrafi niczego poza podnoszeniem ręki i naciskaniem przycisku podczas głosowania i nie chcieliby stracić wygodnego, parlamentarnego fotela. Protestujmy, piszmy listy, zapychajmy ich skrzynki mailowe. Sama platforma, nawet przy zarządzonej dyscyplinie partyjnej, umowy ratyfikować nie zdoła a reszta klubów wcale nie jest tak entuzjastycznie nastawiona do tejże umowy. Nasza w tym głowa by przekonać parlamentarzystów do głosowania zgodnie z naszą wolą a nie widzimisię premiera. Jedyne co musimy to trwać w uporze i się nie zniechęcać. To w końcu myśmy dali paniom i panom posłom zatrudnienie, my jesteśmy ich szefami i my decydujemy co oni mają robić. Co prawda do następnych wyborów jeszcze niemal cztery lata, ale... Uszy do góry! Wszystko się przecież może zdarzyć!



Komentarze
Pokaż komentarze (1)