40 lat temu Orzeł wylądował. Tak nazywał się statek kosmiczny, którym Neil Armstrong i Buzz Aldrin nadzorowani z księzycowej orbity przez krążacego w statku Apollo 11 Michała Colinsa dotarli do powierzchni Księżyca.
Nasuwa się do tego lotu, w ślad za bywalczynią Salonu o niku maia14, komentującej salonową notkę o locie mjra Hermaszewskiego, określenie lot propagandowy. Armstronga pierwsze słowa miały być (były nieco inne), że jest to mały krok Człowieka ale wielki krok Ludzkości. Czyżby?
Pierwsza część określenia tego kroku była najzupełniej prawdziwa. Krok był mały. A jego wpływ na Ludzkość? Po czterdziestu latach można podsumować, że prawie żaden. Oczywiście wpływ wielki miał ten krok na niektóre Jednostki. Umotywował wielu. Nie tylko Amerykanów. Ale Ludzkość? Co ją to obchodzi? Widać to było już w kolejnym locie na Księżyc statku Apollo 12, który Ludzkość, a właściwie Ludzkość amerykańską niemal nie zainterwował. Lot Apollo 13 to potwierdził. Dopiero spektakularna katastrofa, jaką przeżyli (na szczęście) astronauci w statku Apollo 13 przyciągnęła znów uwagę. Wkrótce zainteresowanie Ludzkości lotami Apollo zanikło zupełnie, nieco wzrosło po odwołaniu ostatniego lotu Apollo na Księzyc i użyciu jego kapsuły załogowej do wspólnego z Sowietami eksperymentu Sojuz-Apollo. Jeszcze za odkrywczy można uznać ponad roczny lot w orbitalnej nieważkości samotnego doktora Polakowa na stacji kosmicznej Mir. A potem? Tylko katastrofy nieszczęśnie zaprojektowanych amerykańskich wahadłowców przyciągały na krótko uwagę tej wspomnianej przez Armstonga Ludzkości...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)