Witam siedząc boso przy kompie!
Marzec obfituje u mnie w przygody. Niemal każdy dzień marca wiązał się z doniosłymi wydarzeniami w mojej spółdzielni mieszkaniowej - MSM Energetyka. Bolszewickie władze spółdzielni mieszkaniowej dostały mocno po nosie od jej zwyczajnych członków. Godne to szerszego omówienia, ale teraz, dla odmiany, opiszę przygodę plenerową.
Jadąc rowerem ścieżką po wschodniej stronie Alei Sobieskiego i dojeżdżając do ulicy Idzikowskiego zauważyłem chmurki mgly przeciskające się przez szpary zachodniej jezdni. Raz już widziałem w tym rejonie jak z powodu uszkodzenia rury ciepłowniczej zapadł się asfalt tak głęboko, że w zapadlinę wpadł samochód poniżej swojego dachu.
Będąc może pod wrażeniem refleksji o chaosie pod ostatnią notką Arkadiusza Jadczyka jadąc sąsiednią jezdnią patrzyłem jak zauroczony w to zjawisko. Chmura wyciekającej mgły rosła, jechać dalej nawet po mojej stronie jezdnie się już nie dało, objechać mgły też nie było można. Nagle mgła zrobiła się tak gęsta, że poziomo widać było na 2-3 metry. Stałem sam na wysepce przed jezdnią ulicy Idzikowskiego. Jezdnią płynęła ciepła woda ok. 40C. Nagle ryszyła rzeka wody zalewając wysepkę powyżej moich sportowych butów. Poczułem parzenie w stopy. Parzyło tak, że nie zważając na zmoczenie butów uciekłem w poprzek strumienia wrzątku.
Po kilkunastu minutach poczułem ostre pieczenie stóp. Bez sprawdzania pojechalem do swojej przychodni. Lekarz stwierdził poparzenia I i II stopnia. Przebito mi bomble, posypano, popryskano, opatrzono i kazano chodzić boso.
Siedzę więc boso przy kompie.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)