12.12.12 piękna data. Ostatnia taka data w XXI wieku. Zachęca do wspomnienia jednego z polskich "ostatnich dni wolności".
31 lat temu była bardzo mroźna sobota. Wieczorem ze swoją Mamą (Hanią z Blogu Longina) wybraliśmy się na operę w Teatrze Wielkim. Miałem abonament dwuosobowy do Opery na każdą drugą sobotę miesiąca.
Nie skorzystałem wtedy ze swego malucha, bo benzyna była racjonowana na kartki w mikro ilościach, było to 10 czy 20 litrów paliwa na miesiąc.
Po operze, po wyjściu na Plac Teatralny ogarnęła nas mroźna, ale piękna, wyżowa pogoda zachęcajaca do spaceru. Doszliśmy do Krakowskiego Przedmieścia ale cicha i spokojna noc nie skłaniała do przerwania spaceru.
Minęliśmy Uniwersytet, potem kawiarnię Nowy Świat, dalej Nowym Światem do Placu Trzech Krzyży skąd już nie daleko było do Placu Na Rozdrożu. Jeszcze ucięliśmy sobie dłuższą rozmowę, bo do ostatnich autobusów na Grochów i na Stegny było jeszcze trochę czasu. Wspomniałem Mamie jak niedawno przedtem widziałem autokar chyba z ludźmi z Komisji Krajowej Solidarności parkujący przed widocznym stąd niedaleko głównym wejściem do Urzędu Rady Ministrów.
Nagle od strony Belwederu wjechała armada kikludziesięciu transporterów opancerzonych SKOT uzbrojonych w działka.

Żeby nie to, że takie kolumny kilka już razy przejechały Warszawę wzdłuż i w poprzek pewnie bym się wystraszył. Ale spojrzałem na Mamę i oznajmiłem ze znawstwem: „Demonstracja siły - jeszcze jedna". Mama, co nie takie środki walki z bliska kiedyś oglądała, też nie wpadła w panikę.
Mama wsiadła wreszcie w swój autobus a ja powędrowałem na przeciwległy róg i zabrałem się autobusem do domu. Kolumna transporterów znikła w Koszykowej.
Wkrótce się dowiedziałem, że pojechali zdobyć Region Mazowsze w szkole przy Mokotowskiej wchodząc tam w pełnym uzbrojeniu razem z drzwiami i oknami. Chłopaków i dziewczyny na okrągło tam pracujące wyłapali jak ślepe kociaki. Też myślały że to tylko akcja na postrach.
Mój 11-letni syn raniutko w niedzielę pobiegł na zaplanowaną zbiórkę harcerską. Kiedy trochę później dla młodszego czterolatka włączyliśmy teleranek dowiedzieliśmy się tego co wszyscy.
Przed obiadem wrócił syn cały, ale przemarznięty w mundurku harcerskim. Z rogatywki wydobył ukryte tam starannie zlożone "OBWIESZCZENIE o wprowadzeniu stanu wojennego ze względu na bezpieczeństwo państwa". Jako harcerz wiedział jak kiedyś starsi koledzy zrywali okupacyjne plakaty BEKANNTMACHUNG / Obwieszczenie. A w Szarych Szeregach, w batalionie Zośka, był brat jego babci - Staś, co poległ w Powstaniu, kiedy w dziennym ataku ze Starego Miasta jako dowódca drużyny próbował zdobyć uzbrojony jak twierdza Dworzec Gdanski. Przyniósł też mój harcerz ukrytych kilka biuletynów Solidarności ocalonych przed zniszczeniem.
Uderzył mnie wtedy zapach farby drukarskiej plakatu. Mam ten plakat właśnie przed sobą. Wiele razy bywałem w rosyjskich księgarniach. Książki rosyjskie miały specyficzny zapach. Tak samo pachniał tamten plakat. Tam go wydrukowali. Podpisał obwieszczenie Przewodniczący Rady Państwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej - bez imienia i nazwiska.
Telefony nie działały. Przyjechał wkrótce do nas przejęty teść z poradami jak mamy się zachować. Oczywiście nie dałem się pouczać, przeważyła ciekawość i wybrałem się autobusem do znajomych w Falenicy.
Koło jakiejś zapory zatrzymało autobus wojsko. Kiku żołnierzy skontrolowało wszystkim dowody osobiste. Po wylegitymowaniu nas ich dowódca wychodząc od strony kierowcy odwrócił się i powiedział „przepraszam”.
W Falenicy zastałem Janusza w słuchawkach od aparatury radiowej łapiącego wieści z Wolnej Europy - ale więści stamtąd brakło. Kiedy wróciłem do domu przed oknami defilował kolejny rząd Skotów jadących z Piaseczna do Śródmieścia.
Być może dokończę jutro...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)