Profesor Rońda podczas telewizyjnej rozmowy z profesorem Artymowiczem, którą prowadził redaktor Kraśko wiosną tego roku, powiedział że wie z dokumentów rosyjskich, iż załoga naszego tupolewa nie zeszła poniżej 100 metrów. Podczas niedawnej rozmowy w telewizji Trwam profesor Rońda przyznał się, że wówczas blefował. Wywołało to medialną burzę, nawet jakiś uniwersytet przedsięwziął działania w kierunku potępienia Profesora, a profesor Kleiber czasowo - niestety -zrezygnował z zamiaru zorganizowania konferencji naukowej w sprawie przyczyn katastrofy.
Nikt jednak nie próbuje sprawdzić, czy intuicyjnie, w pokerowy sposób podane stwierdzenie profesora Rońdy jest czy nie jest prawdziwe czyli czy z oficjalnych dokumentów rosyjskich wynika czy nie wynika, że nasi piloci nie sprowadzili samolotu poniżej granicznych 100 metrów.
Niestety zgiełk medialny wokół poszukiwań przyczyn katastrofy, filtrowany dodatkowo przez interesy partii sejmowych, niektórym z wypowiadających się o katastrofie przeszkadza korzystać z rozsądku.
Profesor Rońda, jeżeli nieświadomie, to na skutek genialnego olśnienia, powiedział prawdę. Z opublikowanych rosyjskich dokumentów jednoznacznie wynika, że załoga polskiego samolotu i jej dowódca nie zamierzali przed zobaczeniem świateł pasa zejść poniżej 100 metrów, którą to wysokość, jako kontrolną, narzucił dowódcy tupolewa dyspozytor smoleńskiego lotniska. Polecił on dowódcy naszego tupolewa dokonanie zejścia kontrolnego do wysokości 100 metrów nad lotniskiem, aby z tej wysokości sprawdzić, czy z odległości 1000 metrów będą mogli zobaczyć światła dwóch reflektorów ustawionych po obu brzegach progu pasa wycelowanych w stronę spodziewanego pojawienia się samolotu. Nawet mało przychylny naszej załodze MAK, w przeciwieństwie na przykład do profesora Sadurskiego, uznał decyzję zejścia do wysokości 100 metrów za właściwą w tamtej sytuacji. Bez stwierdzenia tej widoczności pilot zejść do lądowania nie miał prawa.
Z opublikowanej przez MAK transkrypcji dźwięków zarejestrowanych przez czarną skrzynkę samolotu przed katastrofą w kokpicie załogi tupolewa oraz z badania tych dźwięków przez krakowskich specjalistów jednoznacznie wynika, że nikt z załogi woli wylądowania bez sprawdzenia warunku widzialności nie wyartykułował. Transkrypcja dokumentuje wykonywanie przez załogę samolotu uzgodnionego z dyspozytorem smoleńskiego lotniska rozkazu dowódcy samolotu zejścia tylko do wysokości 100 metrów. Gdyby z odległości 1000 metrów od progu nie zobaczyli świateł reflektorów oznaczających próg pasa mieli odejść na drugi krąg. Niestety samolot spadł zanim doleciał na odległość 1000 metrów od progu pasa.
Profesor Rońda miał rację. Dokumenty opublikowane przez Rosjan stwierdzają, że pilot nie podjął nigdy decyzji aby obniżyć lot poniżej wysokości 100 metrów.
Powie ktoś, że przecież samolot znalazł się niżej niż nakazana przez jego dowódcę wysokość. Niestety. Samolot, o ile poprawnie nie wyląduje, to zwykle spada poniżej 100 metrów - aż do poziomu gruntu. Zazwyczaj dzieje się to bez woli załogi.
Gdyby ktoś mnie spytał dlaczego nasz tupolew spadł, to najpierw zbadałbym wszystkie opublikowane przez raporty MAK i komisję Millera dane a nie opowiadałbym jak profesor Sadurski w programie red. Pospieszalskiego że samolot antycypując pojawienie się mgły, której nie przewidywali rosyjscy meteorolodzy nie powinien był wystartować z Warszawy. Pierwszy niezapowiedziany przez meteorologów obłok mgły ograniczający widoczność do 4 kilometrów pojawił się nad lotniskiem Smoleńsk Północny około godziny 9 rano. Później przelotne obłoki mgły pojawiały się i znikały. W momencie katastrofy taki obłok był 1-3 kilometry na wschód od progu pasa ale akurat na lotnisku nikt mgły w tym momencie nie obserwował i tupolew gdyby wcześniej nie spadł, prawdopodobnie by wylądował.
MAK brak informacji w nagraniach z czarnej skrzynki o podjęciu decyzji pilota o lądowaniu „za wszelką cenę” tłumaczy tym, że słaby mentalnie dowódca tupolewa podczas wykonywania czwartego zakrętu przed wejściem na ostatnią prostą załamał się psychicznie i podjął decyzję wylądowania bez sprawdzenia narzuconego warunku niezbędnej widoczności. MAK zasugerował niedwuznacznie, że pilot wystraszył się rzekomo znajdującego się w kokpicie generała znajdującego się pod wpływem alkoholu i nikogo o tym nie informując postanowił "na siłę" wylądować. MAK jednak nie wyjaśnia dlaczego nasz pilot postanowił wylądować o kilometr przed progiem pasa. Podkreślam, że MAK decyzję zejścia do wysokości 100 metrów uznał za prawidłową.
Komisja Millera w swoim raporcie zasugerowała natomiast, że katastrofę spowodowało to, że piloci istotnie nie chcieli zejść poniżej zadanej wysokości ale osiągnąwszy ją nie potrafili posłużyć się przyciskiem „uchod” dla odejścia na drugi krąg. Komisja Millera nie zauważa, że gdyby lot odbywał się „po kursie i ścieżce” decyzję o użyciu „uchod” załoga powinna podjąć dopiero w pobliżu odległości 1000 metrów od progu, a w tej odległości samolot już ścinał smoleńskie drzewa. Według komisji Millera przycisk ten powinien być użyty znacznie przed kontrolną odległością 1000 od progu co uważam za niesłuszne. Możliwą przyczynę upadku samolotu z wysokości 100 metrów wykazałem w tekstach opublikowanych dwa lata temu w Najwyższym Czasie oraz w blogu na Salonie24. Jak dotychczas nie wykryto żadnego faktu sprzecznego ze sformułowaną wtedy przeze mnie tezą, że samolot spadł w wyniku przepadnięcia. Nieznane mi podczas pisania tamtego tekstu a opublikowane w załączniku do raportu Komisji Millera informacje jakie podali amerykańscy specjaliści badający zachowane raporty FMS/TAWS są z moją hipotezą zgodne (a niezgodne z raportami komisji powołanych przez Putina i Tuska), co w nauce zwykle uważane jest za mocne potwierdzenie mojej teorii.
Dodam jeszcze, że to nie profesor Rońda zachował się w kontekście rozpowszechniania informacji nieetycznie ale właśnie jego adwersarz - profesor Artymowicz. On to wcześniej rozpuścił nieprawdziwą plotkę, jakoby dowódca Tupolewa powiedział do załogi JAKa, że "pokaże jak lądują debeściaki". Zasugerował w ten sposób, że istnieje „brakujące ogniwo” dla teorii prowadzącej do obciążenia winą za katastrofę naszego pilota.
W czwartek obejrzałem wieczorny program telewizyjny red. Pospieszalskiego. Profesor Sadurski w tym programie pokazał na sobie egzemplifikację jak bardzo fanatyzm potrafi zaćmić w wykształconej osobie krytyczne podejście do ocenianych zdarzeń. Nie będę oceniać każdego zdania powiedzianego przez profesora Sadurskiego. Zwrócę tylko uwagę na jedną z zaćm przez Niego publicznie zaprezentowanych. Stwierdził on, mianowicie, że prezydencki samolot nie powinien wystartować z Warszawy ze względu na mgłę w Smoleńsku.
Mgła jest czymś ulotnym raz jest, raz jej nie ma, jeden punkt może być otoczony mgłą a jemu bliski może być od mgły wolny. Nikt istnienia smoleńskiej mgły nie przewidywał, zwłaszcza, że miała ona postać niewielkich obłoków pojawiających się i znikających.

Smoleńska poranna mgła 10-IV-10
Uważam ocenianie hipotez badania przyczyn smoleńskiej katastrofy na podstawie badania opinii publicznej za objaw masowej paranoi. Prokuratura rosyjska od trzech lat przygotowuje oskarżenie dla procesu przed rosyjskim sądem o spowodowanie na terenie Rosji katastrofy ze skutkiem śmiertelnym 96 osób i znacznymi stratami materialnymi. Podstawowym materiałem eksperckim, jaki ma prokuratura rosyjska jest raport MAK. Czytając go nietrudno zauważyć, że na jego podstawie za spowodowanie katastrofy rosyjska prokuratura prawdopodobnie oskarży państwo polskie. A państwo polskie zamiast solidnie przygotować się do profesjonalnej obrony przed niezawisłym rosyjskim sądem zajmuje się d**erelami.
Na zakończenie poproszę Witka, żeby zechciał podać link do swojego tekstu wyjaśniającego przypuszczalną motywację ekonomiczną kierownictwa MAK podczas tworzenia raportu o katastrofie Tu-154M/101
Witek podaje przyczyny, dla których MAK, generał Anodina i prezydent Putin są materialnie zainteresowani w przyjęciu przez rosyjski niezawisły sąd tezy, że katastrofy nie spowodowało uszkodzenie osprzętu niedawno w Samarze remontowanego samolotu ale "błąd pilota".
Tutaj jest wspomniana wyżej notka Witka
Polecam:
http://witas1972.salon24.pl/485257,tu-154-aviakora-jego-owner-deripaska-putin-s-friend-i-anodina


Komentarze
Pokaż komentarze (88)