Lodowcowe Pole
Nie czyńcie Prawdy groźną i złowrogą, Ani jej strójcie w hełmy i pancerze, Niech nie przeraża jej postać nikogo
73 obserwujących
474 notki
1155k odsłon
2106 odsłon

Mały różowy bohater...

Pomalowany na różowo "Spitfire" PR. Zdjęcie: World War Photos
Pomalowany na różowo "Spitfire" PR. Zdjęcie: World War Photos
Wykop Skomentuj45

Wyobraźcie sobie, że siedzicie w ciasnej kabince małego myśliwca, lecącego na dużej wysokości. Jesteście zupełnie sami, a wasz samolot nie posiada ani jednej lufy karabinu, aby w razie ataku się bronić. Temperatura na zewnątrz wynosi minus 50 stopni Celsiusza, samolot nie posiada ogrzewania, a jedyne ciepło, jakie dostaje się do wnętrza, to ciepło przegrody oddzielającej silnik od kabiny. Samolot dodatkowo pomalowany jest na mało poważny kolor jasnego różu. Żaden porządny wojskowy kamuflaż, tylko „majtkowy” róż. Od kołpaka śmigła, do lampki pozycyjnej na ogonie, wszystko jednolicie pomalowane na ten straszny róż, nieprzystający do maszyny groźnej Royal Air Force. Nawet dumne kokardy rozpoznawcze RAF namalowane są przyblakłymi kolorami…

Tym samolotem jest słynny groźny „Spitfire”! Jak można taką maszynę pomalować na różowo? Jak można pozbawić ją wszystkich karabinów, przedniej pancernej szyby i wysłać nad silnie bronioną przez artylerię i myśliwce okupowaną Europę?


image

Różowy rozpoznawczy "Spitfire" z inaczej niż w standardowym malowaniu umieszczonymi kokardami RAF.

A jednak to działo się naprawdę i mało osób wie, że osławiony w walkach myśliwskich „Spitfire” potrafił, pomalowany na różowy kolor, odwiedzać terytorium okupowanej Polski, a nawet z Anglii docierać nad Korsykę!

Po cholerę latać nieuzbrojonym samolotem na takie dystanse, przekraczające 2000 mil?

Powodem było wykonanie zdjęć. Czasem jednego zdjęcia, które zmieniało potem losy wojny. Nasze różowe samoloty były wyposażone w zestaw dwóch kamer, które wykonywały zdjęcia pionowe i jedną kamerę wykonującą zdjęcia ukośne.

image

Montowanie kamery do zdjęć pionowych w kadłubie różowego "Spitfire". W otwartej pokrywie luku widoczne okrągłe okienko dla kamery do zdjęć ukośnych. W bocznych drzwiach maszyny widoczny łom, do wyważania osłony kabiny, jeśli ta zaklinowałaby się w sytuacji awaryjnej. Taki łom był standardowym wyposażeniem każdego "Spitfire" od czasów bitwy o Anglię. Pilot ma na sobie kamizelkę ratunkową do utrzymania się na wodzie


Brytyjska Royal Air Force wobec znakomitych osiągów niemieckich maszyn, na początku wojny nie mogła liczyć na wykorzystanie maszyn takich, jakie wcześniej przeznaczono do rozpoznania lotniczego. „Lysander” był bardzo wolny i wrażliwy na ogień artylerii przeciwlotniczej i myśliwców. Podobnie dwusilnikowy Bristol „Blenheim” nie był zdolny do penetracji terytorium zajmowanego przez III Rzeszę. Nie było jeszcze do dyspozycji pięknego drewnianego, dwusilnikowego „Mosquito”, potrafiącego od września 1941 roku niemal bezkarnie latać nad całą Europą, dzięki swojej dużej prędkości.

W tej sytuacji na początku konfliktu zdecydowano się na rozwiązanie, które było jedynie improwizacją, ale sprawdziło się tak dobrze, że stosowano je przez całą wojnę z ogromnym powodzeniem. Tym rozwiązaniem było przystosowanie myśliwskiego „Spitfire” do roli samolotu rozpoznania fotograficznego.

Z samolotu wymontowano całe uzbrojenie. Zamontowano dodatkowe zbiorniki paliwa i powiększono zbiornik oleju dla silnika. Lotnicze silniki zużywają podczas pracy sporo oleju i ich wielogodzinna praca wymaga stałego uzupełniania go w zamkniętym obiegu silnik-chłodnica olejowa. Wymontowano też pancerną szybę chroniącą pilota z przodu. Na początku piloci latali jedynie w bardzo grubych kombinezonach pozwalających wytrzymać niskie temperatury panujące na dużych wysokościach, lecz to po kilkugodzinnym locie i tak było trudne do zniesienia przez pilotów, marznących niemiłosiernie. Zatem w późniejszych wersjach kabiny wyposażono w gniazdka pozwalające podłączyć elektrycznie ogrzewane kombinezony.

Samolot lecąc tysiące kilometrów, przebywał też w różnych masach powietrza, różniących się wilgotnością, temperaturą i ciśnieniem. Powodowało to, że czasem pilot nie miał świadomości, że za ogonem jego samolotu buduję się piękna smuga kondensacyjna, zdradzająca jego położenie i kurs. Postanowiono, zatem wyposażyć maszyny w lusterka, umieszczone na ramie kabiny, które umożliwiały obserwację tylnej sfery. Kiedy pilot zauważył, że za jego ogonem zaczyna się budować smuga, musiał zmienić wysokość lotu tak, aby ona zanikła. O wiele chętniej piloci nabierali wysokości niż ją obniżali, a to z tego powodu, że myśliwce przechwytujące musiały wtedy również pokonać strefę tworzenia kondensacyjnych smug, zdradzając swoją obecność.

No i wreszcie, samoloty wykonujące te misje, postanowiono pomalować na bardzo blady różowy kolor. Odpowiadało to wymogom zmieszonej widzialności maszyn. Otóż samoloty tak pomalowane, operowały wyłącznie w dzień, kiedy występowało warstwowe zachmurzenie. Samolot leciał tuż pod podstawą chmur, a rozproszone w chmurach światło doskonale ukrywało go na ich tle. Również dolne powierzchnie płatów i kadłuba na tle chmur z ziemi były trudno dostrzegalne. W razie, kiedy pilot zauważył zbliżające się myśliwce przechwytujące, dawał nura w warstwę chmur nawet bardzo płytko, lecąc tak, że on sam mógł widzieć zarysy ziemi, pozostając jednocześnie nie do wykrycia przez myśliwce i obronę przeciwlotniczą.

Wykop Skomentuj45
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura