Bylem w "Qpse". Przelecialem sklep migiem: tu krupnioki do kosza, tam kabanosy dziadunia, michalki od "Hanki" i do kasy. Przede mna pól tuzina klientów pamietajacych PRL. Na kasie jest jednoczesnie kawiarenka, ciasto na wage, rózne napoje, stoliki, krzesla.
I tak stoje na koncu kolejki i slucham tego, a moze wiecej cukru i mniej smietanki, a moze ta kawusia albo inna, a ten kawalek ciasta czy inny, a prosze, a dziekuje, a bardzo milo.
Szlag mnie trafia jak w peerelowskiej kolejce, bo sie ciagnie. Kiedy juz jest moja kolej, za mna nikogo, to mówie do ekspedientki: "pani to musi inaczej robic, tu przychodza nostalgicy jak ja, wiec pani powinna jak dawniej: zaczac od glosnego i agresywnego "Czego?!", do tego jakies "co tam grzebie?!" albo "towar macany nalezy do macanta!". Pani lekko zdezorientowana, tlumaczy, ze musi byc grzeczna, bo to i tamto. Dopiero w domciu pomyslalem, ze z racji wieku nie musi wiedziec, o co chodzi.
A chodzi o TO:
Jeden z komentów: "Genialnie zagrała sprzedawce, ordynarne zachowania, chamstwo i ignorowanie klienta :D"


Komentarze
Pokaż komentarze (39)