Na blogu europosla Wojciechowskiego przeczytalem ze zdumieniem, ze cale dnie spedza w samochodzie i w samolocie jednoczesnie. Znaczy, raz pisze, ze jezdzi 5 godzin dziennie te ponad 100 tysiecy km rocznie, a drugi raz pisze, ze lata miliony kilometrow.
Wyjasnienie tej zagadki znalazlem dzisiaj.
"europosłowie do Brukseli przylatują w poniedziałek późnym wieczorem. Żadnej pracy tego dnia raczej już nie wykonują. Ale zahaczają o siedzibę PE, by podpisać listę obecności. Dieta się należy. Rano we wtorek także podpisują listę, po czym wsiadają w samolot do Warszawy. W środę wieczorem znów do Brukseli, by zdążyć podpisać listę. W czwartek rano - znów podpisują listę i do domu, do Warszawy. W piątek meldują się w polskim Sejmie lub Senacie, bo tak się składa, że posiedzenia komisji europejskich są właśnie w piątki. I znów dieta się należy. Taki proceder oznacza 1,5 tys. diet...
Można też inaczej. Żeby zaoszczędzić sobie spędzania życia w samochodzie, europosłowie robią tak: kupują bilety w tanich liniach lotniczych - wszak plan prac PE jest szczegółowo rozpisany - ze swojego miasta do np. Kolonii. Tam na posła czeka już w samochodzie jego brukselski asystent. Podróż się gwałtownie skraca, a grosz "za jazdę samochodem" wpada do kieszeni.
Ponieważ jednak Polacy kuglowali, z ich powodu - choć oficjalnie nikt tego w Brukseli nie potwierdzi - wprowadzono pewien trik - rachunek musi być z miejscowości oddalonej co najmniej 60 km od miejsca, w którym rozpoczęło się podróż, i co najmniej 60 km od Brukseli. Rozpoczęcie trasy w Modlinie (wystarczy odjechać kawałek) z lądowaniem w Kolonii akurat spełnia te kryteria."
Te i inne sztuczki tutaj:
wyborcza.pl/politykaekstra/1,136520,15400382.html
Wychodzi na to, ze panowie Kurski, Cymanski, Ziobro, Wojciechowski i inni zajmuja sie Brukseli glownie tym kuglowaniem. Produkowaniem fikcyjnych kosztow, podpisywaniem list obecnosci bez obecnosci, rozliczaja kursy jezykowe w ktorych nie bierze sie udzialu, biura, ktorych nie ma, pracownicy, ktorych tez nie ma. A do tego lewe rachunki, jako ze bez szczegolowej kontroli, to na batoniki ze stacji benzynowych.
Wiele dziwnych zjawisk wokol europoslow sie wyjasnilo.
Przy okazji sprawdzilem stara rzecz. Od 2009 europoslowie nie moga zatrudniac czlonkow rodziny. Jednak europoslanka Lidia Joanna Geringer der Odenberg (de domo Ulatowska) nadal zatrudnia Zofie Ulatowska-Rybaj. Mimo czterech roznych nazwisk sa to siostry.
Rece opadaja...
10555




Komentarze
Pokaż komentarze (31)