Matix we wpisie "Moralne dance macabre..." pisze o krzyku(w domyśle rozpaczy) chorwackiego kardynała Bozanić'a, który powiedział.
To, co mnie szczególnie niepokoi w Europie, to swoisty dyktat mniejszości, prezentującej się jako antykościelna czy nawet antyreligijna"...] Z jednej strony widać w ludziach przywiązanie do wiary - to oni stanowią większość w Europie; z drugiej natomiast - gdy przychodzi do konkretnych decyzji, głosowań referendów - mamy do czynienia z niepokojąca dominacją mniejszości, która odrzuca już nie tylko wartości chrześcijańskie, ale nawet prawa natury - myślę tu o legalizacji związków osób tej samej płci".
Traktuję powyższą wypowiedź, jako wyraz pewnego zaślepienia, gdyż jak już pisałem pod wpisem Matixa, to nie tylko owa "antykościelna" i "antyreligijna" mniejszość głosuje za sprzecznymi z wiarą katolicką rozwiązaniami, wszak mniejszość - niejako z definicji, ma mniejszą siłę przebicia niż "przywiązani do wiary" - więc jak te rozwiązania przechodzą w europejskich krajach? Moim zdaniem, pozostaje smutna konstatacja, że katolicka większość - w dużej części - niczym nie różni od "postępowej" mniejszości. Ułomności ludzkiej natury dotykają jej w równym stopniu.
Twierdzenie, że katolicy znajdują się pod dyktatem "postępowców", jest również nieuprawnione, gdyż deklarujący się jako katolicy grzeszą(wg norm Religi Katolickiej i KK) z równym zapałem, co ateiści i innowiercy, a i swoje prawo do grzechu cenią sobie równie mocno co "postępowy" margines. Między "statystycznym katolikiem" - członkiem większości, a wierzącym katolikiem jest widoczna duża różnica - jakościowa i ilościowa zarazem. Tylko czy to wina mniejszości, czy obdarzonych wolną wolą "statystycznych katolików"?
Krzyk rozpaczy jest bardzo na miejscu, ale nie wobec "laicyzacji społeczeństwa", lecz spłycania się wiary.
Podpisano: Ateista nie-wojujący, lecz obserwujący.




Komentarze
Pokaż komentarze (40)