Jest kilka miejsc w Krakowie, które po prostu uwielbiam. Dla klimatu, dla ludzi, dla... wspomnień, o mniej lub bardziej zabawnych zdarzeniach, jakie się tam odbyły. Jednym z nich jest knajpka na przeciwko Collegium Novum - Stary Port.
Za każdym razem, gdy tu wpadam przypomina mi się dzień dwa lata temu, gdy... sami urządziliśmy sobie w Polsce Irlandię w dzień Św. Patryka. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że podobną imprezę chcą nam zafundować w całym kraju. Choć, obawiam się, że wciąż tak wesoło jak nam wtedy, w Polsce za 4 lata nie będzie. Zobaczymy.
Siedzę właśnie w Starym Porcie, czekając nad znajomych i przypominam sobie imprezy, spotkania lub zwykłe popijawy jakie się tu odbyły przez ostatnie lata. Gdy śpiewałem tu sławetne "Hiszpańskie dziewczyny" i irlandzkie "The Wild Rover", bądź kalałem również swoim marnym głosem piosenki Kaczmarskiego, gdy po Kaczmarski Underground spotkałem się tu z ekipą forum kaczmarski.art.pl. Parę lat wychodzenia "na jedno piwo" - często zakończone rankiem.
Jednak wracając do dnia "gdy każdy jest Irlandczykiem", jak to rzekł jeden z moich ulubieńców w genialnych "Świętych z Bostonu", to znalazłem fajną pamiątkę wśród zdjęć z tej imprezy. Zanim ją zaprezentuję, dodam gwoli wyjaśnienia, że za sprawa przyjaciela mieliśmy ze sobą wojskowy zestaw do kamuflażu. Jak łatwo się domyślić, szybko zielona kredka poszła w ruch, a na roześmianych ryjach wykwitły piękne zielone koniczyny. Jednak w okolicach północy, zaczęły się nieco rozmywać. Stanęliśmy przed wyborem. Opcja minimum, łazienka i zmyć, lub opcja maksimum - dokończyć dzieła upodobniania się do skądinąd sympatycznego ogra Shreka. (No, na pewno sympatycznego w porównaniu do skundlonego gatunku salonowych trolli ;)
Oto cośmy wtedy wybrali...

Uwaga: Tak, jestem połączony z netem poprzez obecnego tu HotSpota. Tak, używam linuxa. Tak, skonfigurowanie sobie WiFi i połączenie się z netem zajęło mi 15min, podczas gdy pod Windowsem nie poradziłem sobie z tym przez 1,5h.




Komentarze
Pokaż komentarze (15)