52 obserwujących
252 notki
381k odsłon
  2649   0

Kto nadzorował lot TU154M? cz.2

Cóż, mi to wygląda na brak większego zainteresowania przez kierownictwo MON wylotem Prezydenta do Katynia - ale może to ja źle interpretuję powyższe słowa Ministra Obrony? Zostawmy jednak na razie Pana Ministra Bogdana Klicha - nie raz zapewne jeszcze "powróci" on do "gry" w tej notce lub w jej kolejnych  częściach.

Informacja o samej "katastrofie" dotarła z kolei do dowódcy 36 SPLT od pilotów JAK-40, którzy się z nim skontaktowali, a nie od służby dyżurnej pułku, o czym świadczy poniższy fragment z przytoczonego powyżej artykułu:

"Generał dywizji Zbigniew Galec, dowódca COP, był niepokojony dopiero informacją o kłopotach Tu-154M przy lądowaniu i to on zaakceptował pomysł ppłk. Z., by informacji na temat losów samolotu szukać u płk. Ryszarda Raczyńskiego, szefa 36. SPLT. Ten potwierdził fakt katastrofy. Informację o tragedii otrzymał od pilotów Jaka-40."

Kwestia załogi JAK40, który wylądował na lotnisku Smoleńsk Sieviernyj o godz. 7.15  i miał możliwości ostrzeżenia załogi lecącego w stronę Smoleńska TU154M o pogarszających się warunkach pogodowych oraz o przekłamaniach urządzeń naprowadzających, była już niejednokrotnie poruszana przez wielu różnych komentatorów i publicystów. Informacje na ten temat są sprzeczne, o czym świadczy chociażby następujący fragment z tego tekstu, zamieszczonego w dn.30.03.2011 na stronach tvn.24: 

Załoga JAKa-40 nie informowała tuż po wylądowaniu na lotnisku w Smoleńsku o fatalnych warunkach atmosferycznych. Dane, które piloci przekazali do Warszawy, były uspokajające, a nie alarmujące – wynika z zeznań polskich wojskowych z Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP, kontrolerów i służby meteo warszawskiego Okęcia. Zeznania te są sprzeczne z informacjami Dowództwa Sił Powietrznych. Wojskowa prokuratura bada ten wątek. 

 Na początku marca, po posiedzeniu sejmowej komisji obrony, generał Lech Majewski, dowódca Sił Powietrznych, poinformował opinię publiczną, że to jeden z członków załogi JAKa-40 dzwonił krótko po lądowaniu w Smoleńsku na Okęcie i donosił o fatalnych warunkach pogodowych.Według słów generała, dzięki uzyskanym tą drogą informacjom, wojskowy kontroler warszawskiego lotniska miał przekazać dalej, że manewr odbył się "przy podstawie chmur 60 metrów i widoczności poniżej kilometra", czyli w warunkach dużo gorszych niż minimalne dla tego lotniska.

Ppłk Robert Kupracz, rzecznik Sił Powietrznych, zaznacza, że gen. Majewski, przekazując te informacje, opierał się na materiałach uzyskanych od "komisji Millera". - Uznał też, że w całej sprawie - wobec wielu niejasności - zachodzi konieczność zbadania postępowania załogi samolotu przez wojskową prokuraturę - przypomina rzecznik. Jak ustaliliśmy, dotychczasowe efekty pracy prokuratorów rzucają nowe światło nie tylko na to, w jakich warunkach lądował 10 kwietnia samolot z dziennikarzami, ale także
jak wyglądała korespondencja jego załogi z Warszawą, oraz kiedy i w jakich okolicznościach udało się ją nawiązać.

I jeszcze jeden fragment z tego samego tekstu, stawiający bardzo ważne pytanie:

Kto odpowiada za to, że kluczowych informacji o pogodzie nie można było uzyskać od pilotów (Jaka40- dopisek autora)przez ponad godzinę, mimo że wojskowi meteorolodzy z Warszawy znali ich numery telefonów i – przynajmniej teoretycznie – mogli się z nimi skontaktować w każdej chwili?

No właśnie:

Czy to działanie, a raczej brak działania,  było efektem bałaganu i niekompetencji, czy też może... celowym blokowaniem przepływu istotnych informacji?

Z kolei wg opubikowanych przez MSWiA stenogramów otrzymanych od MAK wynika, że załoga JAK40 pierwszy kontakt z załogą TU154M nawiązała o godz. 8.25 (dwie minuty po nawiązaniu przez Tupolewa kontaktu z wieżą kontroli lotów w Smoleńsk Sieviernyj) i przekazała im następujące informacje (wg tvp info):

No witamy ciebie serdecznie. Wiesz co ogólnie rzecz biorąc, to p...a tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej 50 metrów, grubo”.

Potem drugi pilot zapytał załogę JAK-a, czy już wylądowała. „No, nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. No, natomiast powiem szczerze, że możecie spróbować, jak najbardziej. Dwa APM-y (reflektory systemu lądowania) są, bramkę zrobili, także możecie spróbować, ale... jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy, albo gdzieś” - mówił członek załogi JAK-a.

Załoga Tu-154 o 10.27 ponownie rozmawiała z załogą JAK-a 40. Drugi pilot prezydenckiego samolotu pytał: „Jak grube są chmury”. Usłyszał w odpowiedzi, że około 400-500 metrów. „Z tego co pamiętam na 500 metrach jeszcze byliśmy nad chmurami” - opdowiedział członek załogi JAK-a. Jak dodał, „APM-y są oddalone od progu pasa jakieś 200 metrów”.

Następnie dowódca Tu-154 poprosił drugiego pilota o to, by zapytać kolegów z JAK-a, czy „Rosjanie już przylecieli”. „Ił dwa razy odchodził i chyba gdzieś odlecieli” - mówił jeden z pilotów JAK-a.

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale