Panie Premierze, chyba nie będzie Pan miał nic przeciwko temu,że będę w tekście używał zdrobniałej formy Pana imienia, gdyż to co napiszę poniżej powinno mnie przynajmniej w części usprawiedliwić.
W odległych już czasach, gdy PIS wygrywał wybory, wielu znajomych pytało mnie: co to za Marcinkiewicz, słyszałeś, skąd się wziął... odpowiadałem, że to fajny gościu - publikuje w prasie prawicowej, nie ma go w GW, robi za eksperta w PIS-ie.W debatach w TV Kaziu zwracałeś na Siebie uwagę umiejąc prezentować poglądy tak różne od ówczas obowiązujących. Wygraliśmy wybory,zostałeś w krótkim czasie idolem większości społeczeństwa oraz mediów.Liczyliśmy na koalicję z PO i na przełom w Polsce.Byłem dumny.Nawet Twoją nielojalność w stosunku do PIS po skrytych rozmowach z Tuskiem byłem w stanie Ci wybaczyć.Przyszedł wreszcie czas odejścia z funkcji premiera...ale i wtedy zachowałeś się z klasą - odniosłem wrażenie, że dobro Kraju po nieudanej koalicji z PO jest dla Ciebie bezwzględnym priorytetem.Partia Cię nie opuściła - dostałeś szansę w wyborach na Prezydenta Stolicy.Cóż jeszcze można było zrobić.Dalej myślałem,że będziesz naszą lokomotywą, mimo porażki.
Stało się jednak inaczej. Każda Twoja kolejna wypowiedz była coraz bardziej dwuznaczna.Rozpocząłeś swoją prywatną wojnę z PIS nie patrząc na resztę.Każdego z nas, którzy byli z Tobą nawet w trudnych chwilach, zacząłeś lekceważyć. W końcu doszło do tego, że zacząłeś Kaziu konfabulować, co przyznała nawet prokuratura. Przykre to.
Dziś , kiedy Twoje życie prywatne zostało przestawione na inne tory, jesteś już tylko żałosny.Wczoraj zobaczyłem Cię w TVN 24 i nie wiedziałem, czy już jesteś Nowakiem, czy Palikotem. Stałeś się Cieniasem.
Nomen omen, moje motto na tym blogu brzmi : "Nikt Cię nie uszanuje, jeżeli sam siebie nie szanujesz"


Komentarze
Pokaż komentarze (3)