Zebe Zebe
35
BLOG

Partia Oszukiwanych

Zebe Zebe Polityka Obserwuj notkę 5

 

Różnie to w życiu bywa. Po wygranych wyborach w 2006 przez PIS zapytał mnie prominentny działacz tej partii ( wtedy już w randze ministra w rządzie Marcinkiewicza), czy nie rozważyłbym propozycji członkostwa w radzie nadzorczej jednej ze spółek skarbu państwa. Nie ukrywam, że to dobry mój znajomy z czasów studenckich. Propozycja zaskoczyła mnie o tyle, że nie brałem dotychczas żadnego udziału w życiu partyjnym jakiejkolwiek partii politycznej. Owszem, mój znajomy wiedział o  mojej sympatii do Kaczyńskich, Olszewskiego i niechęci do „czerwonych”. Na tematy polityczne rozmawialiśmy rzadko. Byłem zszokowany. Owszem, posiadam kwalifikacje, ale nigdy nie byłem pracownikiem central, ministerstw, zjednoczeń. Zawsze byłem człowiekiem „produkcyjnym”. Chyba ceniono mnie za moją wiedzę i doświadczenie. Byłem praktykiem, któremu niezle wychodziło. W sferze technicznej nie można popełniać błędów. Chodzi o zdrowie i życie ludzi. Presja niewspółmierna do wielu innych zawodów.
Odmówiłem. Odmówiłem, bo wystraszyłem się sam siebie. Pomyślałem, że nie mam przygotowania, pomyślałem, że nie wiem z kim miałbym współpracować. Byłbym jak z kosmosu. Nawet nie powiedziałem żonie.
Zbliżały się wybory samorządowe. Mój przełożony w pracy był człowiekiem aktywnym w każdym tego słowa znaczeniu. Ja zajmowałem wysokie stanowisko, a on był tym drugim, drugim po szefie firmy, czyli jego zastępcą.
Łączyło nas dużo. Wspólne zainteresowania sportowe, życie towarzyskie. Byłem prezesem lokalnego klubu sportowego, a on był „szarą eminencją”. Był sympatykiem, który nam pomagał. Nie, nic tu o korupcji. Tego nie było. Za małe progi. Mieliśmy satysfakcję i okazje do pójścia na piwo. Byliśmy rozpoznawalni nie tylko zawodowo, ale i społecznie.
Mój mecenas działał w PO. Dał mi propozycję. Wstąp do nas – będziesz „czwórką „ na naszej liście w wyborach. Rozkręcimy sport w mieście. Zrobimy razem drugą ligę. Oj długie to były, niekiedy nocne rozmowy.
Zgodziłem się. Wstąpiłem do PO.
Zacząłem rozpoznanie. Kumple fajni. Tematy jak wszędzie różne. Głównie „rozstrzelane”. Poznawałem kolejne osoby. Osoby nie tylko z naszego koła, ale i z katowickiej centrali.
Jakoś jednak im dalej czas płynął uświadamiałem sobie, że to nie miejsce dla mnie. Biznesmeni lokalni, popijawy, gierki pomiędzy „kolegami”…
Dopiero wtedy naszła mnie refleksja: jak to jest ? Tu nie ma zwykłych ludzi. Tu tylko ludzie z kasą, ludzie na „stanowiskach” z przyszłością, ambitni młodzi po studiach z ich szemranymi „firmikami”, no i ludzie nie wiadomo skąd. Wpadają, gadają po imieniu, umawiają się, mówią o jakichś tam interesach, dzwonią na okrągło. Giełda jakaś, czy co ?
Mój mecenas pewnego dnia mówi: wiesz, zarząd, Katowice, rozumiesz… spadasz na 8 miejsce na liście. Pytam: Kto wskoczył? Podaje nazwiska. Nie znam.
Pytam: „oni” są u nas?. Nie, kazali dać na listę. Odszedłem.
 
W  Platformie Obywatelskiej funkcjonuje pewna prawidłowość.
Masz kasę, masz pozycję, masz nazwisko. Reszta się nie liczy. Jeżeli znajdzie się lepszy, który spełnia kryteria, który może dać PO coś więcej , to jesteś out. Kryterium podstawowe brzmi: ile masz kasy? Na próżno szukać w tej partii ludzi ideowych i bezinteresownych. Oni tam po prostu nie pasują. To nie partia dla naiwnych.
Jeżeli to masz, to my, czyli Donald Tusk, damy Ci „twarz”, damy ci szansę na lepsze życie.
Tak więc PO to partia ludzi oszukiwanych. Partia ludzi, którzy nie znają tej „garkuchni”, a dalej wierzą.
Wierzą tak samo, jak wierzyli Bezpiecznej Kasie Oszczędności Grobelnego. Wierzą partii bez programu, ideałów i odpowiedzialności.
 
To niestety zemści się kiedyś na nas wszystkich.
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka