Mirek jest chłopakiem z sąsiedztwa.
No chłopakiem, to on już nie jest. Miał żonę, ma przyjaciółkę i córkę ze swoją żoną. Mirkowi minie za chwilę pięćdziesiątka. Ciekawy człowiek z niego. Na początku lat dziewięćdziesiątych wywalili go z roboty, odwoływał się, nieskutecznie. Założył firmę i żyje. Nieźle żyje.
Mirek dużo pije. Dużo pije i dużo gra. Na gitarze. No a grać , to on potrafi. Gra, gdy pije, bo ma przypływ weny twórczej. Gra w barze mojego sąsiada Wojtka. Czasami przytaszcza dwie gitary i grają razem z „Edą”. Eda to nieszczęśnik, bo był artystą. Prawdziwym artystą. Operetka w Gliwicach, wiele tourne z Jackiem Lechem, no i to artystyczne zatracenie, które zrujnowało mu życie.
Eda nie dość, że potrafi dobrze grać, to jeszcze potrafi poprawnie śpiewać, głosem zmęczonym, co prawda, ale potrafi. Chyba nawet po włosku potrafi, bo sam słyszałem, jak słynne włoskie arie operowe wykonywał.
Od Mirka co jakiś czas odchodzi przyjaciółka i Mirek wtedy szuka jej po całej Polsce, a jak ją już znajdzie i zwiezie do domu, to zaczyna to całe muzykowanie.
Mirek to nie ma przyjaciół. Takich prawdziwych. On to sobie ich kupuje, sezonowo, jak pije.
Siada w barze, funduje kolejki i gra, a oni go słuchają. W milczeniu słuchają, bo nie wiedzą, czy można się odezwać. Wszak są zasponsorowani i dobry obyczaj wymaga kulturalnej postawy. Mirek z Edą grają dobrze, powiedziałbym, bardzo dobrze.
Mirek ma serce, bo jak nie mają gdzie spać, to i przenocuje w kotłowni.
Powyżej kotłowni to Mirek ma sprzęt muzyczny. Dobry sprzęt, bo kilka „gibsonek” oraz „marschali”. Ma też parę „pudeł”. Stroją niesamowicie, dech zapiera ! Brak mu tylko perkusji, ale są jakieś przyczyny, z powodu których , jej jeszcze niema. Może ta przyjaciółka ? Może… bo kasę to Mirek ma. On jest leworęczny i gryfy w gitarach ma odwrócone. No ale ma kilka (trzy) gitar „gościnnych”, takich dla praworęcznych.
Czy Mirek ma wykształcenie ? Zawodowe, powiedziałbym, specyficznie zawodowe…
No więc przed tygodniem, zaszedłem ci ja, do baru pana Wojtka. Trwał koncert przed kilkuosobową publiką. Chyba co dopiero się zaczęło, bo wszyscy byli na „chodach”.
Mirek zaproponował, żebym z nimi zagrał. Odmówiłem. Nalegał, powiedział do mnie, „wybierz kawałek”. Powiedziałem „do jaj” : „Tequila sunrise…” Gramy, powiedział Mirek, a Eda się uśmiechnął. Wziął do rąk tym razem tamburyno.
No więc zagraliśmy ten kawałek. Wyszło niezle. Mnie się podobało. Dopiłem piwo i wyszedłem.
Mirek pracował w SB chyba od 1986 roku. Negatywnie zweryfikowany, założył firmę detektywistyczną i żyje. Żyje legalnie, dobrze i jest na swój sposób szczęśliwy.
Czy na mnie donosił ? Nie wiem. Chyba jednak takich zadań nie miał.
No to ta "Tequila", ale tym razem w naprawdę mistrzowskim wykonaniu…


Komentarze
Pokaż komentarze (15)