Bardzo ciekawe zjawisko socjologiczne obserwujemy ostatnimi dniami. I pomyśleć, że wszystko to za sprawą partyzantki uprawianej przez Jarosława Kaczyńskiego.
Wszyscy chcą złapać Jarosława, a on się wymyka. Tu dwa zdania, tam dwa zdania, tu niejako podziękowanie dla Rosjan w sieci, a on nieuchwytny.
Nie wychodzi na strzał, unika salonów i mediów. Jak partyzant jakiś, a może Robin Hood z lasów pod Warszawą.
Rzuci coś zza węgła i znika. Dezorientacja całkowita. Ani to dział nie można wytoczyć, czy też jakiegoś nalotu dywanowego wykonać, a on jest. Po prostu jest, jak partyzant w lesie (partyzancie nasz kochany, to nie do ciebie !).
Najgorzej to walczy się z legendą, jak wieść gminna niesie. Im bardziej nieuchwytny, tym bardziej wzbudza zaciekawienie i sympatię wśród Rodaków.
Tylko Władzy jakoś „nie pasi…”
No i poplecznikom. Chyba listy gończe trzeba będzie rozesłać i nagrodę wyznaczyć, za zlokalizowanie i przed mikrofony doprowadzenie.
Szkoda, że Jarek czarnej skrzynki nie nosi, bo analizę nieobecności można by zrobić, zapewne w kilka dni, a nie kwartałów. Miałyby media używanie, a Rząd ?
A rząd plakaty będzie rozwieszał w lokalach gastronomicznych, sklepach, na straganach:
Wanted dead or alive
Tylko, że Komorowskiego tak mają reklamować…
Zaiste genialny pomysł rodem z Nowakowa. Ciekawe co właściciele na to, jak obroty o te trzydzieści parę procent spadną. Na dziś.
Partyzancie Kaczyński, nie czas jeszcze na wyjście z lasu !


Komentarze
Pokaż komentarze (12)