Dr Migalski od pewnego czasu stosuje metodę na "wrzutkę', którą swego czasu stosował "Cień Azraela".
Podpalił lont, wrzucił bombę przez okno do pokoju i czekał za węgłem na wybuch.
Po wybuchu zabawia się z "konikiem", wywalając jęzor na dolną wargę, opierając się plecami o ścianę i kątem oka obserwowując jak rozwija się "akcja ratunkowa" po odpaleniu owej.
Doktor odczekuje kilka dni i niczym słynny "Zodiak" pisze kolejny tekst na blogu( Zodiak pisał do policji).
Zodiaka nigdy nie złapano, Azrael się praktycznie wyniósł.
Diagnoza ?
... do postawienia. Jak na razie to Migalski się onanizuje. To etap pierwszy.
Może jak przemówi, to znormalnieje.
Przestrzegam jednak przed typem zodiakalnym. Kto nie widział, to polecam film "Zodiak" *
*
Film psychologiczny o niszczącej sile obsesji, która wyrastając z jednej tragedii, potrafi przerwać bądź zepsuć wiele żyć. Realistyczny kryminał wbrew schematom – dochodzenie ciągnie się latami, ze strony detektywów nie pada żaden strzał, za to ilość wykonanych telefonów i przerzuconych papierków wykańcza ich psychicznie. Mroczny thriller – psychopata działa według klucza, bawi się z gliniarzami w kotka i myszkę, by w finale zwyciężyć (porównanie z „Siedem” jak najbardziej na miejscu). Wreszcie, najlepszy od czasu „Wszystkich ludzi prezydenta” hołd dla dziennikarstwa śledczego – młody karykaturzysta w pojedynkę dokonuje tego, czego sztab policjantów – przez bezduszne procedury, wzajemne animozje, zwyczajne lekceważenie – nie potrafił dokonać w dekadę. Jasne, jest to wszystko naznaczone i zapewne udramatyzowane subiektywnym punktem widzenia Graysmitha. Pewnie, wymaga to cierpliwości i śmiało mogłoby być o jakieś pół godziny krótsze. Ale zawsze może być lepiej, a niezmiernie rzadko dostajemy film ocierający się o arcydzieło kina popularnego. Tym samym, w czasach, kiedy różne Shyamalany i Manny zawodzą, Fincher pozostaje jednym z naprawdę nielicznych wybitnych reżyserów bez wpadki na koncie.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)