Media (oraz Migalski na s24) donoszą, że Zarząd RAŚ skreślił z listy swoich członków wojewodę śląskiego Zygmunta Łukaszczyka. Według działaczy RAŚ, Łukaszczyk (PO) zapisał się do stowarzyszenia 10 lat temu na festynie przedwyborczym. Co prawda RAŚ jeszcze nie odnalazł deklaracji członkowskiej wojewody, ale zapewnia, że wpis do rejestru członków bez jej wypełnienia nie byłby możliwy. Przytacza świadków, według których Łukaszczyk złożył taką deklarację.
Dziwne jest to, że wojewoda śląski dementuje, że był, a RAŚ wykreśla. Dziwne chociażby dlatego, że RAŚ jest koalicjantem PO w Sejmiku Śląskim i takie , delikatnie mówiąc, małpie ruchy, dla normalnego oglądacza sceny politycznej na Śląsku, a co dopiero w reszcie Kraju, są po prostu groteską.
Mało kto pamięta, że RAŚ skierował w grudniu ubiegłego roku do warszawskiego sądu pozew przeciwko przewodniczącemu Sojuszu Lewicy Demokratycznej Grzegorzowi Napieralskiemu. Lider SLD miał zarzucić tej organizacji, że "dąży do oderwania Śląska od Polski". Rzecznik SLD komentował wówczas zapowiedź pozwu RAŚ jako "zupełnie bezzasadną próbę zwrócenia uwagi na siebie”.
Rzecznik Kalita podparł się nawet autorytetem Jerzego Buzka (PO).
„Przewodniczący Napieralski, podobnie jak przewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Jerzy Buzek ( przed wyborami samorządowymi – przypis mój), zwracał uwagę na zagrożenie i niebezpieczeństwo, jakie wynika z sojuszu Platformy Obywatelskiej z Ruchem Autonomii Śląska. Wzmacnianie tego ruchu może być również wzmacnianiem tendencji autonomicznych".
"Wszyscy, nawet średnio zorientowani w polityce wiedzą, do czego takie ruchy prowadzą, czym się to kończy i my (SLD – przypis mój) przestrzegamy, że w perspektywie 5-10 lat od zawarcia tej koalicji możemy mieć do czynienia z problemami, które wcześniej w Polsce były niespotykane”.
Tymczasem 16.07.2011 odbył się w Katowicach V Marsz Ruchu Autonomii Śląska. Sam RAŚ twierdzi, że było 2.5 tys. uczestników. Zapewne z obserwującymi. Marsz zamknął się w ilości około 2 tys. Uczestników. Jak na aglomerację śląską, to klęska.
Nie będę opisywał, co mówił uczestnik tego marszu Kazimierz Kutz. To sobie znajdziecie w sieci. Nie zwykłem komentować śląskich „Rasiowców”, którym we łbie się poprzewracało z przyczyn nie do końca mi znanych. Gdybym jednak był jakoś tam złośliwy, to napisałbym, że mózgi zlasowała im głupota. Ta sama głupota, która dotyka na co dzień tak wielu Polaków, a ich jak dotknęła, tak trzyma. I tak zapewne będzie do końca ich świata.
Gośćmi specjalnymi sobotniego Marszu Autonomii byli między innymi Camilo Nogueira z Galicji, Erwin Verbeekeen i Guenther Dauwen z Flandrii.
„W tej Europie jest miejsce dla narodów bez państwa” - twierdzi pochodzący z Galicji - wspólnoty autonomicznej Hiszpanii - Camilo Nogueira, który jest eurodeputowanym, reprezentującym Wolny Sojusz Europejski. – „Przyjechałem tu, by wesprzeć Ruch Autonomii Śląska i mam nadzieję, że Ślązacy odzyskają autonomię w warunkach pokojowych.”
No popatrzcie Szanowni Państwo. Toż to lewak z nacjonalistą w jednym. Wzorcowa krzyżówka.
Pozdrowienia dla Ruchu Autonomii Śląska - od Wolnego Sojuszu Flamandzkiego - przekazał również Erwin Verbeekeen. – „My także dążyliśmy do autonomii, bo w państwie belgijskim byliśmy ignorowani. Nawet jeden z kościelnych dostojników powiedział kiedyś, że bycie Flamandem to grzech. Teraz jednak to się zmieniło, w ostatnich wyborach parlamentarnych mieliśmy 30-procentowe poparcie. Uważam, że przyszłość to różnorodność” - dodał.
To „Państwo Belgijskie”, było nie było, to sobie rządu nie potrafi skonstruować o d paru lat mając takich „działaczy - obywateli” jak owy Veerbeeken. Gdyby siedziba UE była w jakimkolwiek innym kraju, to dawno by już tam kit z okien ogryzano.
W marszu udział wzięli także Ślązacy z Niemiec oraz Guenther Dauwen - dyrektor biura Wolnego Sojuszu Europejskiego .
Warszawo! Oddaj Śląskowi autonomię! – wzywał Guenther Dauwen .
Na katowickim rynku marsz usiłowała zakłócić kilkuosobowa grupa reprezentująca Ligę Obrony Suwerenności, wykrzykując: "Ludzie, Niemcy idą".
Przed marszem Gorzelik spotkał się z młodzieżówką PiS, która wręczyła mu m.in. zegar. – „Chcieli w ten sposób pokazać, że Górny Śląsk nie jest tym zepsutym zegarkiem. Jednak każdy symbol jest wieloznaczny. W mojej interpretacji oznacza że autonomia jest ideą na czasie" - powiedział szef RAŚ.
Pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (69)