W zwiazku z tym co dzieje się na rynkach finasowych oraz na ulicach angielskich miast, postanowiłem uzupełnić swój tekst z maja tego roku.
Jest oczywistym dla mnie, że to, co dzieje sie dzis w Anglii ma swoje przyczyny również w kryzysie, który opanował swiat.
Erozja postaw, neoliberalne podejscie do panstwa, powszechne zezwolenie na demontaż tradycyjnej rodziny, odwrócenie zasad liberalizmu klasycznego, opartego na wartosciach cywilizacji europejskiej, globalizacja powiększajaca przepaść pomiędzy kontynentami i wreszcie niekontrolowany rozrost instytucji finansowych w tak zwanym sektorze usług, to główne przyczyny dzisiejszych niepokojów tak na parkietach jak i na ulicach.
Tak lansowane społeczeństwa konsumpcyjne, wyzbyte zasad, tolerujace bezkrytycznie wielokulturowość, wspieraną bezzasadnie finansowo, oduczające odpowiedzialnosci za siebie, a posrednio za panstwo, stały się wrzodem cywilizacji europejskiej.
Rynki finansowe, czyli o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi.
Zastrzegam, że ten tekst to duże uproszczenie. Moim zamiarem jest jednak, w sposób przystępny przybliżyć czytelnikom fenomen owych „Rynków Finansowych” -tworu, który odpowiada zdecydowanie za sprokurowanie obecnego, ogólnoświatowego kryzysu finansowo-gospodarczego.
Przyjrzyjmy się więc „rynkom finansowym”, uznawanym jako opodatkowana sfera usług , nazwana potocznie „sektorem finansowym”.
System finansowy (rynek) pełni rolę usługową dla gospodarki. Przynajmniej powinien. Wartość dodana, rozwój, nie bierze się z operacji finansowych – jest przez te operacje co najwyżej ułatwiana. Tylko tyle i aż tyle. Jest więc segmentem „Sektora Usług”.
Sektor finansowy nic nie produkuje, chociaż sprzedaje produkty finansowe, które w istocie są długiem.
Tak, piszę o toksycznym sektorze usług, którego fundamentalnym składnikiem jest dziś sektor finansowy.
Przez dwie ostatnie dekady system finansowy najzwyczajniej w świecie przerósł gospodarkę globalną. Wartość transakcji zawieranych na rynku kapitałowym setki razy przekracza globalny PKB.
Usługi wytwarzane przez korporacje finansowe stanowiły coraz większą i większą część gospodarki. W końcu bańka prysła.
W roku 2007 - 40 % PKB ( w Polsce 21 %) w Stanach Zjednoczonych wypracowały firmy z sektora „rynków finansowych”. Dodając do tego pozostałą część sfery usług, wychodzi na to, że sektor usług dał USA co najmniej 50 % udziału w PKB.
To jednak jest patologia. Rynki finansowe nie mogą odgrywać roli decydującej w gospodarce. Nie mogą też być głównym elementem strategii jakiegokolwiek państwa, a tym bardziej światowej potęgi, jaką jest USA.
Odzwierciedleniem przerostu sektora finansowego była pozycja jaką spółki z tego sektora zaczęły zajmować w szerokim indeksie amerykańskiego rynku akcyjnego . Udział sektora finansowego zwiększył się trzykrotnie w latach 1990-2006, od 7.5% do 22.3%.
Czyli co najmniej, co piąta firma w USA niczego nie produkowała. Krach musiał nastąpić. Zwalono na banki i łatwe kredyty. Nie do końca tak jednak było.
Temat rynków finansowych jest niewygodny. Umaczani są wszyscy ze świecznika. Tak w USA, jak i w Europie.
W Polsce, podobnie jak w innych państwach regionu Europy Środkowej i Wschodniej, inwestorzy zagraniczni kontrolują krajowe systemy finansowe i bankowe.
Według stanu na koniec 2008 r. w Polsce są to 42 banki komercyjne oraz 18 oddziałów instytucji kredytowych, które razem stanowią około 72,3 proc. aktywów systemu bankowego (z czego inwestorzy z obszaru UE kontrolują około 65 proc.). Zachowanie tych grup finansowych ma kluczowe znaczenie dla stabilności, jak i dalszego rozwoju polskiego systemu bankowego. Dodatkowo, mając na uwadze, że banki pochodzące z 5 państw UE (Włochy, Holandia, Niemcy, Belgia, Irlandia) oraz USA kontrolują ponad 50 proc. aktywów polskiego sektora bankowego, oznacza, że kluczowe znaczenie ma sytuacja finansowa nie tylko tych banków, ale i gospodarek oraz zachowanie regulatorów ( giełdy) na rynku dla nich macierzystym.
Polski Rząd stracił więc tak de facto kontrolę nad rynkami finansowymi. Stracił w dużym stopniu sterowność finansową Państwa. Trudno tu winić do końca rząd PO-PSL, ale obowiązkiem jest wytknąć tej koalicji skandaliczny brak reakcji i działań na rzecz zmiany stanu rzeczy.
Na koniec warto jednak odnotować fakt, że jesteśmy krajem zbyt biednym, by budzić zainteresowanie wszelkiej maści imigrantów. Jesteśmy też za biedni, żeby młodym ludziom po szkole fundować zasiłki w wysokości 2000 tys. zł "na rekę" miesięcznie.
I ja nie wiem, czy to dobrze, czy też źle. Wiem za to, że o ile w Anglii, Niemczech czy też we Francji jest z czego "ciąć", to w Polsce nie ma tak naprawdę komu cokolwiek odbierać.
Neoliberałom do rozmyślań.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)