Wyobraźcie sobie, że rządzicie cztery lata. Cztery lata kursów między Brukselą i Warszawą. Poklepywanie po plecach, capstrzyki, akademie, kongresy, szczyty gospodarcze, kulturalne i Bóg wie jakie jeszcze. Cztery lata karuzeli stanowisk. Cztery lata wylanego potu, by utrzymać nadzwyczajny poziom poparcia społecznego wbrew rzeczywistości. Cztery lata walki z opozycją…
I tu nagle, jednego dnia można to wszystko przegrać ! Potraficie to sobie wyobrazić ?
„Nie władza korumpuje, lecz strach. Strach przed utratą władzy korumpuje tych, którzy ją dzierżą, a strach przed biczem władzy korumpuje tych, którzy mu się poddają" – tak powiedziała w ubiegłym roku do wielotysięcznego tłumu w Rangunie drobna kobieta, która po 15 latach aresztu domowego, wyszła na wolność. 65-letnia Aung San Suu Kyi.
Edyp i Makbet to główni bohaterowie tragedii dwóch wielkich dramaturgów: Sofoklesa i Williama Szekspira. Tak Makbet jak i Edyp w imię władzy stali się ludźmi , którymi zawładnęło zło. Makbet stał się bezwzględnym mordercą, a Edyp marionetką w rękach bogów, którego do zbrodni doprowadziła próżność.
Tak. Władza deprawuje. Każda władza deprawuje, a szczególnie ta, która jest utrzymywana w sposób bezzasadny zbyt długo.
I chodzi właśnie o tę bezzasadność, którą określam jako niespełnienie. Niespełnienie oczekiwań, a z drugiej strony ta przemożna chęć rządzenia w imię splendoru, pieniędzy, prózności, spełnienia swoich wyobrażeń niekoniecznie zgodnych z wyobrażeniami sporej części społeczeństwa.
Co prawda dziś nie żyjemy w czasach starożytnych, czy też średniowiecznych. Człowiek się jednak nie zmienia w swej naturze.
Od samego początku sprawowania władzy przez PO ( w koalicji z PSL), władza tej partii opierała się na strachu przed utratą władzy. Strach paraliżuje. Strach nie pozwala prawidłowo myśleć. Strach wreszcie zmusza do działań usprawiedliwiających. Winę trzeba zwalić na kogoś innego, a najlepiej to nim właśnie straszyć społeczeństwo. Jak wszyscy wiemy, padło na PIS i tak to dalej trwa.
W takiej to rzeczywistości Platforma Obywatelska zastosowała metodę starą jak świat, której na imię szantaż. Platforma od czterech lat szantażuje społeczeństwo w przekazie skierowanym do obywateli.
U podłoża tych działań tkwi obawa przed stratą, zmianą ,odrzuceniem, utratą władzy i kontroli. Lęki te zakorzenione są w doświadczanym od czterech lat niepokoju i poczuciu niesprawdzenia się w rządzeniu krajem. Przykładem na to są histeryczne reakcje polityków partii rządzącej ( dziś nastrój ów udzielił się także PSL-owi) na jakąkolwiek krytykę ich działań.
Straszenie PIS-em można by opisać w jednym zdaniu:
„ Szafot był ze słomy, topór z chlebowego ciasta, ale kunszt kata nie miał sobie równych i skazany umarł ze strachu”.
Platforma Obywatelska chce uchodzić w oczach społeczeństwa jako partia „cierpiętników”, która sprawując władzę cierpi za nas i dla naszego dobra. To oni za nas i dla nas znoszą kryzys, budują autostrady i sparują prezydencję, przy okazji walcząc z opozycją. Rzecz jasna w naszym interesie.
Taka postawa może wzbudzać w pewnych okolicznościach sympatię i deklarację zaufania, ale tak naprawdę taka taktyka jest skromniejszą wersją tyranii.
Sprawdzoną w poprzedniej kampanii wyborczej jest strategia pozwów sądowych w trybie wyborczym.”To my, słabi i skrzywdzeni, musimy szukać oparcia w sądach, bo inaczej na kłamstwa nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć”. Oczywiście argumentów merytorycznych może by i się coś tam znalazło, ale po co się wysilać, a nuż tamci maja coś racji. Przecież to my cierpimy za miliony. Niech sąd rozstrzygnie.
Wydaje się jednak, że po dwóch pozwach PO i PSL-u przeciw PIS-owi ( wygranych), ta strategia nie odnosi już zamierzonego skutku. Kiedyś to było huczne, a dziś, gdy PIS to olał, efekt staje się znikomy. Ludziom spowszedniało, a wątpliwości z każdym kolejnym procesem będą narastać. Ile wlał, tyle wylał jednym słowem.
Bo wychodzi na to, że by zasiadać w RPP, to o mało nie potrzeba by święceń kapłańskich.
„Boję się tylko Boga, na pewno nie boję się rozmowy z nikim, a tym bardziej prawdy” – powiedziała Zyta Gilowska.
I na tym poprzestańmy.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)