Rząd dziś, po godz. 17-tej zajął się sytuacją gospodarczą kraju. Ponoć omawiano założenia budżetu na rok przyszły, ale tak naprawdę, to myślę, że temat posiedzenia był zgoła inny.
Otóż wychodzi na to, że w ostatnich dniach Polska przekroczyła zapisany w Konstytucji próg zadłużenia kraju, który wynosi 55% PKB. Trzy tygodnie temu minister Rostkowski musiał przyznać, że jesteśmy w okolicach 53 %. Dziś jednak sytuacja wygląda już zdecydowanie gorzej. Wszystko za sprawą kursu polskiej waluty, która pikuje lotem koszącym w dół.
Złoty stał się w przeciągu dwóch tygodni najsłabszą walutą w UE. By być precyzyjnym – złoty zanotował największy spadek swojej wartości wobec wszystkich innych walut europejskich z euro na czele.
Od czerwca tego roku do dziś złoty osłabił się już o 24,6 proc. w stosunku do dolara i o 14,9 proc. wobec euro.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni osłabienie złotego w stosunku do euro wynosiło ok. 10 % i było zdecydowanie najwyższe w UE. Dla porównania – korona czeska i forint osłabiały się w tempie ok. 3 %.
W piątek media podały euforycznie, że Bank Centralny (NBP) dokonał interwencji na rynku walut i złoty zaczął odrabiać straty. Pomimo interwencji złoty nadal utrzymuje się w relacji do euro na poz. 4.30 – 4.50.
Warto przypomnieć, że w czerwcu minister Rostowski na wspólnej konferencji z prezesem NBP Belką zadeklarował obronę złotego. Rostowski przeznaczył na ten cel nawet kwotę ok. 8 mld złotych, co jest kwotą naprawdę śmieszną, gdy porówna się ją ze średnią (dzienną) kwotą obrotów na warszawskiej giełdzie, która wynosi ok. 70 mld złotych.
Sytuacja finansów państwa przypomina dziś klasycznego pata.
Dlaczego ?
Zróbmy mała symulację potrzeb i życzeń ( rządu). Oczywiście zakładamy, że budżet na rok 2011 zostanie zrealizowany w stu procentach (utopia, ale niech będzie).
Aby nie przekroczyć konstytucyjnego progu 55 % należy do końca roku ukształtować złotego na poziomie max. 4.10 - 4.20 za euro. By to zrobić, należy dokonywać systematycznych interwencji na rynku walut, czyli skupować „złotówki” powyżej popytu na nie. To podniesie ich wartość. Żeby jednak skupować, to trzeba mieć za co. Dodrukować się nie da, bo inflacja i tak już jest na poziome ponad 4 % ( w budżecie założono, że na koniec roku wyniesie max. 3.5 %). Trzeba więc pożyczyć ( można z MFW, bo tam mamy otwartą linię kredytową), ale robiąc to, powiększymy automatycznie nasz dług.
Ile pożyczyć ?
Nie wiem. Myślę jednak, że bez kilkudziesięciu mld euro się nie obędzie patrząc na „spekulantów” giełdowych, jak ich określają zgodnie Tusk, Rostowski i Belka. Tu nasuwa mi się mimowolnie skojarzenie z niejakimi „kibolami”, co uparli się i na mecze przestali chodzić, wpędzając samorządy w spore frustracje. Z braku wpływów, a stadiony opłacać trzeba.
Tak więc trzeba by taką pożyczkę przeksięgować na rok przyszły. Jeżeli jednak wybory przegra PO, to co wtedy ?
Od 2007 r. polski deficyt budżetowy wzrósł niemal 4-krotnie, do 7,9 proc. PKB w 2010 r. – to najwyższy poziom od 1996 r.
Polska coraz mocniej odczuwa ciężar europejskiego kryzysu ponieważ zagraniczni wierzyciele, którzy obawiają się strat na obligacjach zadłużonych krajów UE, trzymają w swoich rękach 66 proc. aktywów polskich banków. Włoski UniCredit i niemiecki Commerzbank kontrolują drugi i trzeci największy bank w Polsce – Pekao i BRE Bank.
Tak więc rząd ma już chociażby z definicji ograniczone możliwości do wpływania na sektor bankowy. Warto też podkreślić, że owymi ‘spekulantami” giełdowymi są w większości właśnie banki z kapitałem zagranicznym, które w pierwszej kolejności reagują na sytuację na rynkach finansowych spoza Polski i na tej podstawie tworzą strategie biznesową w Polsce.
Mógłbym jeszcze o CDS-ach, ale dziś sobie darujmy, by nie zaciemniać notki.
Kończąc, napiszę, że czeka nas ciekawa jesień. Wszyscy na świecie wiedzą, że Polska musi obronić złotego. To zła wiadomość dla nas.
Myślę, że najważniejszym zadaniem przed nami, wyborcami jest odsunięcie od władzy za wszelką, możliwą demokratycznie cenę , Platformy Obywatelskiej. Gdy już nam się to uda, to żądajmy od nowo wybranych na początku rzeczy fundamentalnej.
Żądajmy audytu Polski.
Rezerwy Narodowego Banku Polskiego, środki w Banku Gospodarstwa Krajowego i linia kredytowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego pozwalają na obronę kursu złotego przez około 100 dni - pisze money.pl
Wystarczy do końca roku. Co jednak dalej z naszym zadłużeniem ? Co w roku 2012...


Komentarze
Pokaż komentarze (14)