Dariusz Joński z SLD domaga się odejścia Joanny Muchy ze stanowiska ministra sportu. Ów polityk (?) w rozmowie na antenie Superstacji stwierdził, że zamiast kierowaniem resortu, Mucha powinna zająć się ciążą.
No i ja napiszę, że jeżeli rzeczona Mucha jest w ciąży – czego ponoć nie udowodniono – to powinna przynajmniej sprawę wyjaśnić.
Bo ten Joński – dla mnie osoba kompletnie bezhonorowo-beznadziejna - w swojej głupocie polegającej nas braku elementarnego wykształcenia, by pełnić nawet funkcję ciecia w prowincjonalnym miasteczku, w podmiejskiej kamienicy, zajmuje stanowisko rzecznika Klubu Parlamentarnego SLD.
Co prawda - ich cyrk i ich małpy – ale nie tak do końca.
Ten parias sejmowy mówi:
„Jeśli słyszę tu na korytarzach, że to dla niej premier wydłuża urlop macierzyński o pół roku, to jestem w stanie w to uwierzyć, bo Platforma podejmuje tylko i wyłącznie takie decyzje, aby dbać o swoich ludzi.”
… to jestem dodatkowo „podburzony”.
I tu już nie chodzi o samego Jońskiego. Chodzi o coś więcej.
Chodzi mianowicie o to, że ten Joński mógłby być „spoko” posłem Palikota. SLD to najwidoczniej nie przeszkadza tak samo, jak nie przeszkadza im flirt Kalisza i Kwaśniewskiego z Palikotem, bo SLD Leszka Millera powoli staje się tym, czym powinna być już kilkanaście lat temu, czyli politycznym marginalnym skansenem.
Nowa Lewica tworzy się więc w bólach, ale w neoliberalnym kokonie.
To czego jeszcze nie zrozumiał Miller do spółki z młodym Jońskim, to to, że dzisiejsza, nowoczesna Lewica, rządzi Europą . Spełniło się poniekąd marzenie Eurokomunistów z lat siedemdziesiątych, czego dowodem jest umieszczenie na plakacie promującym Unię Europejską symbolu „sierpa i młota”. Przy okazji czekam na interwencję ministra Sikorskiego. Trudno jednak spodziewać się czegoś „odważnego” z jego strony, gdy w jego wypowiedziach nie słychać już słów o „niemieckich obozach koncentracyjnych”. Lepiej dla Niemców brzmi sformułowanie o „nazistowskich obozach koncentracyjnych”. Wszak naziści to tylko częściowo Niemcy. Tak samo jak „polskie obozy” były tylko częściowo niemieckie.
O to pytać posła Jońskiego nie warto. Za głupi.
Wrócę jednak do tej Pani Minister Muchy, co to sama chciała , by do niej mówić „ministra”.
Nie chcę już pisać, że dla mnie sformułowanie „Pani Mister Mucha” brzmi jakoś tam dostojnie, czyli z pełnym szacunkiem dla stanowiska, to owe „ministra” przypomina mi klapkę na muchy, bo to i „mucha” i „klapka”, kończ ą się na „a”, czyli to takie ciut groteskowe, tak samo jak politpoprawność w szczytowej karykaturze.
Panie rzeczniku Joński – ma Pan rację pośrednio w jednym – każdy człowiek, który „łapie „ się za politykę, powinien mieć sprawy rodzinne uporządkowane, bo to kwestia nie tylko etyki, ale i uczciwości przede wszystkim.
Za chwilę wybory prezydenckie w USA. Nie do pomyślenia, by nawet „lewacki” Obama pozwolił sobie na dyskredytowanie Rodziny. Nawet Clinton z Hilary dotrwali w zgodzie do końca jego kadencji. To dlatego USA są państwem, którego potęgi nie jest w stanie obalić zjednoczony front islamski. Przykre, że my, tak doświadczeni dziejowo, przechodzimy do porządku dziennego nad faktem perypetii rodzinnych polityków.
Czy dla Europy i jej moralnej jedności Pani Minister Mucha ma być kalką poczynań kolejnych prezydentów i premierów Francji, Niemiec i Włoch ?
Czego ci ludzie nas, Europejczyków nauczą ?
Jeżeli więc Pani Minister Mucha jest w ciąży, to niech się zajmie tym stanem „błogosławionym” oraz pozostałymi swoimi dziećmi. Jeżeli zaś nie jest, to też nie powód, by pełniła funkcję „ministry”. Wszak już jest celebrytką.
Z dwojga „złego” może wyjść coś, co dla jej dzieci nie będzie traumą, a to już będzie coś.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)