Zanosi się na to, ze saga z Robertem Lewandowskim w temacie jego transferu będzie niczym w porównaniu z "wojną w rodzinie", którą zaserwowały nam styropianowe autorytety. Okazuje się, że narcyzów w obozie „o takie Polskie” jest więcej. Poza Wałęsą ujawniła się Krzywonos i Borowczak.
Kołodziej co prawda coś tam powiedział, ale nie kandyduje jak na razie do rangi wodza. Ujawnił się za to etosowiec z innej półki – muzyk Hołdys, co to przez 20 lat niczego sensownego nie stworzył żyjąc z tantiemów i bon motów wypowiadanych w telewizjach śniadaniowych lub pisanych na marginesach tygodników nazywanych szumnie „tygodnikami opinii”.
Tylko "Borsuk" zaszył się w norze, bo gadatliwy to on nigdy nie był, a to już ewidentnie skreśla go z listy wodzów. Tak więc „sorry Winnetou”.
A ja sobie ostatnio ściągnąłem z sieci za parę złotych dwa filmy sowieckie. Samotny Biały Żagiel, w którym dwójka dzieciaków ratuje komunistę i Świat się śmieje, czyli pastuch ośmiesza burżujów przy udziale dziewki z kuchni. Swoją drogą Lubow Orłowa piosenką „Serce” przeszła do historii nie jako wódz, ale jako świetna artystka. Nawet sowieci jej w tym nie przeszkodzili.
Tak mi się to teraz kojarzy – ten wypasiony marynarz z Odessy ratowany przez te dzieci i ta farsa w której krowy z kozami i świnie z baranami zasiadają przy burżuazyjnym, wypasionym stole demolując wszystko dookoła.
Zaprawdę świat się śmieje.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)