Pisząc o niskich zarobkach Polaków spotykamy się z obiegowym twierdzeniem, że Polacy mają niską wydajność pracy i z tego też faktu wynikają nasze niskie zarobki w porównaniu z większością krajów Unii Europejskiej. Warto więc odkłamać pewne mity dotyczące wydajności pracy Polaków oraz wydajności pracy w ogóle.
Oczywiście nie będziemy zastanawiali się nad relacją wysokich zarobków celebrytów, prezesów banków czy też członków rad nadzorczych, bo ich zarobki nie zależą od ich indywidualnej wydajności. Trudno nazwać wydajnością ilość sprzedanych płyt, książek, napisanych artykułów czy też zysków bankowych. Kolejne rankingi potwierdzają, że Polacy są jednym z najbardziej pracowitych narodów na świecie. Statystyczny Polak przepracuje ponad 2000 godzin rocznie. To daje nam wysokie, trzecie miejsce w strukturze krajów należących do OECD (Organizacja Wspólnoty Gospodarczej i Rozwoju) . Średnia dla wszystkich krajów członkowskich wynosi ok. 1600 godzin. Pracujemy dłużej niż nasi sąsiedzi Czesi oraz Słowacy, a pomimo tego nasza średnia zarobków jest niższa niż w tych krajach.
Tłumacząc naszą niską wydajność pracy pisze się o złym prawie (Kodeks Pracy), złych warunkach wykonywania pracy, słabym przygotowaniu zawodowym czy też braku należytej motywacji. To wszystko po części prawda. Główny problem leży jednak gdzie indziej.
Dobrym momentem do szukania przyczyn niskiej wydajności pracy w Polsce jest przykład z początków XX wieku, gdy Ford wprowadził w swojej fabryce samochodów system produkcji taśmowej. To był przełomowy moment w dziejach świata, który można porównać tylko z wynalezieniem koła. Wydajność pracy tych samych pracowników w krótkim czasie wzrosła kilkakrotnie, a przecież nie zmieniło się prawo ani nie poprawiły się pozostałe czynniki wskazane przeze mnie powyżej. To dopiero wzrost wydajności spowodował wzrost zarobków i poprawę warunków pracy. Głównym czynnikiem wzrostu wydajności okazało się w tym przypadku rozwiązanie technologiczne określane dziś mianem innowacyjności. Produkcja taśmowa została od tamtego czasu udoskonalona wielokrotnie i dziś w wiodących fabrykach jest czymś, co oprócz oryginalnych rozwiązań konstrukcyjnych produkowanych dóbr jest wyznacznikiem wysokiej wydajności.
Ten przykład nie daje jednak odpowiedzi na wszystkie pytania. Wróćmy więc na nasze rodzime poletko, by podać kolejny przykład.
Fabryka Fiata w Tychach nie różni się rozwiązaniami produkcyjnymi i technologicznymi w stopniu zasadniczym od fabryki Fiata w Turynie, czy gdzie indziej. Wydajność osiągana przez polskiego pracownika nie różni się też zbytnio od pracownika w innych fabrykach poza Polską. Jedyną istotną różnicą jest różnica w zarobkach pracowników na niekorzyść Polaków. Sprawa ma jednak aspekt o wiele szerszy, bo w wielu firmach na terenie Polski niższa wydajność pracowników nie wynika z ich indywidualnych umiejętności. Ten sam pracownik będzie miał wyższą wydajność pracy tylko w przedsiębiorstwie, które stosuje unikalne – innowacyjne - sposoby produkcji, co przekłada się bezpośrednio na pozycję tego przedsiębiorstwa na rynku.
W Polsce panuje błędne przekonanie, że nasza gospodarka będzie konkurencyjna, gdy będziemy produkowali tanio . Żeby zaś produkować tanio, potrzeba taniej siły roboczej. Tu właśnie tkwi odpowiedź na pytanie – dlaczego Polacy zarabiają mało.
W konkurencji cenowej nigdy nie prześcigniemy Chińczyków czy też Koreańczyków z południa Półwyspu Koreańskiego, a to przecież nie wszystkie kraje, które zalewają światowe rynki tanim produktem – co gorsza dla nas – coraz bardziej zaawansowanym technologicznie. Oni przecież też się uczą.
Przestrzegałbym też przed cudownymi receptami takimi jak wejście do strefy euro. Przykład Słowacji pokazuje, że pomimo już ponad trzyletniego pobytu tego kraju w strefie , nie wzrosły wynagrodzenia Słowaków, a ich PKB też nie jest imponujący. Wejście do strefy euro nie jest więc receptą na wyższe zarobki.
W Polsce nakłady na innowacyjność są dramatycznie niskie. W Unii Europejskiej wyprzedzamy tylko Rumunię i Bułgarię. Do tego rozdział tych skromnych środków pozostawia wiele do życzenia. Sporą część zżerają urzędnicy państwowi. Ilość polskich firm charakteryzujących się nowatorstwem rozwiązań technologicznych jest znikoma i nie mają one istotnego wpływu na kondycję całej gospodarki. Dziś na światowym rynku liczy się tak naprawdę tylko Polska Miedź. To jednak nie jest pocieszeniem, bo sama miedź nie jest produktem przetworzonym – jest surowcem.
Państwo musi radykalnie zmienić podejście do badań naukowych, nowoczesnych rozwiązań technologicznych oraz powinno współfinansować - na zasadzie udziałów - zakup nowych technologii lub też związanego z tym know –how. Wzory można zaczerpnąć u naszych południowych sąsiadów Czechów. Inaczej dalej będziemy zarabiali mało. Koło się zamyka.


Komentarze
Pokaż komentarze (123)