Zebe Zebe
1495
BLOG

Czyżby kres "kreatywności" ?

Zebe Zebe Polityka Obserwuj notkę 37

Trwają rządowe przygotowania do nowelizacji tegorocznego budżetu. Już nawet sam minister Rostowski nie poddaje tego faktu w wątpliwość. Dane na temat gospodarki po pierwszym kwartale tego roku są alarmujące tak w obszarze wpływów do kasy państwa jak i wydatków , które już dziś są zrealizowane w prawie 90 %, a gdzie tam koniec roku.
 
Dodatkowo opublikowane dane na temat zadłużenia kraju są wysoce niepokojące. Od początku roku nasze zadłużenie rośnie w tempie 10 mld złotych miesięcznie. Tak szybkiego wzrostu zadłużenia  Polska nie notowała jeszcze nigdy od momentu odzyskania niepodległości. Do roku 2008 nasze sumaryczne zadłużenie wynosiło ok. 570 mld zł. Po niespełna sześciu latach rządów Platformy Obywatelskiej wzrosło  do prawie 920 mld. Słynny zegar Balcerowicza wskazywał jednak zadłużenie wyższe o 70 mld, co wynikało z faktu nie uwzględnienia kreatywnej  zmiany oblicznia zadłużenia, zastosowanej  przez ministra Rostowskiego - dodajmy - niezgodnej z formułą unijną, tylko po to by ukryć niektóre elementy składające się na zadłużenie kraju. Warto wspomnieć chociażby fundusz drogowy. Nie uległa za to zmianie struktura zadłużenia. Dług liczony w walutach obcych nadal stanowi 30 % całego długu. Istotnie wzrosły jednak odsetki od całego zadłużenia, które dziś wynoszą 45 mld zł w skali roku. To wielkość wprost niewyobrażalna zważywszy, że na ochronę zdrowia wydajemy rocznie z kasy państwa  ok. 80 mld. Przeszło połowa (54,2%) długu  znajdowała się w posiadaniu inwestorów zagranicznych.
 
Tymczasem Rada Polityki Pieniężnej wyszła wreszcie naprzeciw oczekiwaniom Rostowskiego i kilkakrotnie obniżyła stopy procentowe, do poziomu najniższego w historii. Miało to spowodować wzmożenie działalności inwestycyjnej polskich przedsiębiorstw oraz zwiększenie malejącej dramatycznie konsumpcji. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Wbrew regułom nie wzrosła inflacja ( brak wzrostu popytu), inwestycje są w zastoju – co najlepiej widać na przykładzie budowy dróg i autostrad – a same banki nie kwapią się do udzielania kredytów na niski procent, co wcale nie powinno dziwić w obecnej sytuacji ekonomicznej kraju. Dopóki dane z gospodarki będą złe, to i nie ruszy żaden bum kredytowy. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że kolejne, ewentualne  obniżki stóp procentowych nie zmienią w żaden sposób obecnej sytuacji. Doszliśmy po prostu do ściany.  Nawet w eksporcie, pomimo słabego złotego nie zaobserwowaliśmy istotnego wzrostu. Nadal import przewyższa eksport. Nasz największy partner – Niemcy – notują rewelacyjne wyniki w eksporcie, ale nawet to nie przekłada się na nasz bilans handlowy, a wydawałoby się, że rekordowa nadwyżka Niemiec w eksporcie powinna stymulować nasz eksport do tego kraju. Niemcy mają obecnie jednak inne priorytety, a głównym z nich jest podtrzymanie ( ratowanie) strefy euro.
 
Nad czym więc myśli obecnie minister Rostowski w aspekcie nowelizacji budżetu ?
Otóż Ministerstwo Finansów w „trosce” o stabilność finansów Polski  proponuje, aby ustawowo ograniczyć tempo wzrostu wydatków państwa, poprzez zmiany w ustawie o finansach publicznych.  Hasłowo to brzmi nieźle i na zdrowy rozum takie działania należałoby przynajmniej przyjąć z życzliwością.  Tymczasem warto pamiętać, że minister Rostowski jest „mistrzem” kreatywności w dziedzinie statystyki gospodarczej, co w żadnym przypadku nie przekłada się na kondycję gospodarczą kraju.
Podano więc do wiadomości, że nowa reguła „stabilizująca” ma zastąpić obecnie obowiązującą „regułę dyscyplinującą”, zwaną I progiem ostrożnościowym. Obecnie, gdy dług publiczny przekracza 50% PKB ( pierwszy próg ostrożnościowy),  rząd musi  przedstawić budżet, w którym relacja deficytu do dochodów budżetowych nie może być wyższa niż w roku poprzednim.  Tak więc  Ministerstwo Finansów chce zlikwidować tzw. pierwszy próg ostrożnościowy tylko po to, aby rząd mógł znowelizować tegoroczny budżet, zwiększając deficyt i dług publiczny.  Bez tej zmiany w ustawie, byłoby to niemożliwe, gdyż tylko w przypadku wprowadzenia wspomnianej „reguły stabilizującej” zamiast dyscyplinującej, rząd mógłby przeforsować wyższy deficyt i w konsekwencji wyższy dług publiczny. Ostatecznie trudno ocenić ile tak naprawdę brakuje polskiej gospodarce, by przekroczyła próg konstytucyjny 60 %. To już "kwalifikuje"  się paragrafami, które mówią o odpowiedzialności konstytucyjnej. Zresztą stąpanie po cienkim lodzie różnie może ocenić prokuratura w aspekcie utraty władzy przez Tuska, gdy Kaczyński i spółka uzyskaja dostęp do szaf i szuflad rządowych.
 
Tak więc rząd kolejny raz chce „majstrować” przy ustawie, by utrzymać pozory względnej równowagi budżetowej. Piszę  o względnej równowadze w rozumieniu  „statystycznym”, a nie realnym. Rząd pod przewodnictwem Tuska chce nas nadal zadłużać, osłabiając normy ostrożnościowe i ukrywając zadłużenie państwa.  Takie praktyki muszą się źle skończyć. Co zrobi Rostowski, gdy fakty staną  w jawnej niezgodzie z  zapisami ustawowymi ?
Nie da się prowadzić gospodarki sporego kraju w sposób charakterystyczny dla szulerów . Myślę, że prawdziwy kryzys właśnie teraz dociera do Polski.Rostowski od samego początku rządów Platformy robił wszystko, by buchalteria w pozycjach "winien - ma " nie odpowiadała rzeczywistej kondycji gospodarki. Ostatnie próby jej  podrasowania, czy też żałosnego tuningu na papierze,  są chyba jednymi z ostanich  jakie ta ekipa jest jeszcze w stanie wymyślić.Pozostają ewentualnie  "Inwestycje Polskie" - projekt cuchnący na odległość słynnym bankiem zbożowym Nikosia Dyzmy. To jednak osobny temat.
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Polityka