W zasadzie nie powinno być tematu – długi trzeba spłacać, bo inaczej dobiorą nam się do skóry. Czy jednak państwo jest w tej samej sytuacji co normalny obywatel i czy państwo spłaca swoje długi ?
Nie jest tajemnicą, że corocznie spłacamy przynajmniej odsetki od długu, który państwo zaciągnęło za naszą zgodą. Nie ma co się rzucać. Wybierając tak, a nie inaczej, godzimy się na taką, a nie inną politykę. Jednak jako świadomi obywatele powinniśmy też wyciągać wnioski z tego, jak „wybrańcy” narodu gospodarują naszymi pieniędzmi, a nader wszystko powinniśmy się bacznie przyglądać, jakie długi zaciągają .
Nie będę nawiązywał do czekającego nas „harakiri” budżetowego, ale na kanwie tego wydarzenia postanowiłem zastanowić się , skąd minister Rostowski weźmie brakujące ( oficjalnie) 16 mld złotych. Nie jest zapewne dla nikogo tajemnicą, że je pożyczy. Teraz dopiero należy zastanowić się, od kogo pożyczy. Pożyczać można na rynku wewnętrznym oraz za granicą. Różnica polega na tym, że zagraniczne długi trzeba bezwzględnie spłacać, a krajowe, już niekoniecznie. Najlepiej zaś „pożyczać” od podatników, czyli społeczeństwa.
Długi zagraniczne trzeba spłacać chociażby z tego powodu, że zależy nam na dobrej reputacji Europie i w świecie. Gdybyśmy przestali spłacać, to kapitał zagraniczny powiedziałby nam „arivederci”, a nasze obligacje rządowe, a w zasadzie ich oprocentowanie, podskoczyłoby do poziomu dwucyfrowego, co podważyłoby sens ich dalszej emisji. Bankrut przecież niczego nie jest w stanie spłacić , chyba, że masowo wyprzeda wszystko i to w zasadzie za bezcen. To dlatego spłacamy bez szemrania dług zagraniczny wraz z odsetkami, które w skali roku wynoszą 43 mld złotych, czyli tylko o 8 mld mniej niż ma wynosić nasz deficyt po nowelizacji ustawy budżetowej. Całkowite zadłużenie Polski przekroczy więc – wg oficjalnych danych – ponad 900 mld złotych.
Zostawmy więc zagranicę i przyjrzyjmy się temu, co w kraju. Zadłużenie krajowe stanowi ok. 47 % całego zadłużenia - 168 mld zł przypada na sektor bankowy, a 240 mld zł na sektor nie związany z bankowością, m.in. OFE. Pozostała część zadłużenia, czyli ponad 460 mld zł, należy do inwestorów zagranicznych., których, jak już napisałem, nie da się tak łatwo „oskubać” i zbagatelizować. Polskich wierzycieli można potraktować bezkarnie na wiele sposobów – można chociażby zabrać nam pieniądze z OFE. Można sztucznie nakręcić inflację, która wtedy działa jak dodatkowy podatek. Można wreszcie uruchomić szeroko pojęte działania administracyjne. Można przecież stworzyć „przyjazne państwo” które skutecznie zajmie się wierzycielami, zresztą nie tylko nimi. Klasyczny przykład takiej „troski” państwa to budowa dróg i autostrad. Okazało się, że w wielu przypadkach doszło do sytuacji, że to wykonawcy zaczęli „sponsorować” państwo. Część z nich upadła, a państwo do dziś wynajduje preteksty, by nie zapłacić należnych im pieniędzy.
Trochę odbiegłem od głównego tematu. Nie szkodzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (68)