Przypomniał mi się fragment ze Smolenia – „Ty, a ten Reagan to jest świnia. On miał mnie żywić i jak ja wyglądam? A co on, łaskę robi, czy co. Taką gospodarkę rozwalić! I to w szesnaście miesięcy! Asz... Nie będę na niego głosować!”.
Tusk potrzebował 6 lat.
Dwa dni temu premier Polski – mówiąc do dziennikarzy w kontekście zniesienia pierwszego progu ostrożnościowego - powiedział coś w tym stylu. Wynikało z tego, że opozycja parlamentarna głosując przeciw, naraża emerytów na to, ze rząd nie wypłaci im emerytur, a całą resztę jeszcze żyjących w tym kraju Tusk z konieczności obłoży takim podatkiem , że przyjdzie już tylko grzebać po śmietnikach. Dobre sobie. Pomyśleć, że opozycja jednym głosowaniem mogłaby doprowadzić do katastrofy taką potęgę europejską jak Polska budowana z takim trudem i mozołem przez 6 lat pod przewodnictwem najlepszego premiera i najlepszego ministra finansów w Europie.
Rzeczywistość jest jednak nieubłagana i zarazem brutalna dla Donalda Tuska. Właśnie skończył się mit o kraju, co się kryzysowi nie kłania. Jak bańka mydlana prysły wszystkie pijarowskie efekty specjalne, a król okazał się być zwyczajnie nagim.
Rządzący nie są w stanie przedstawić jakiegokolwiek wiarygodnego wytłumaczenia posunięcia związanego z zawieszeniem pierwszego progu ostrożnościowego zapisanego w ustawie budżetowej. Nawet to, że owe zawieszenie ma funkcjonować do końca roku, jest czymś tak żałośnie prymitywnym, że może budzić już tylko politowanie, gdyż cel, jakim jest dalsze zadłużanie obywateli i tak zostanie osiągnięty nie tylko w przypadku nowelizacji budżetu, ale także i przy konstruowaniu budżetu na rok 2014. To wszystko jest sprzeczne z nie tak dawno ratyfikowanym przez Parlament Paktem Fiskalnym, by było jeszcze śmieszniej. Doprowadzono polską gospodarkę i polskie finanse do stanu zawałowego. Sposób procedowania tej ustawy nosi znamiona braku jakiejkolwiek higieny legislacyjnej. Urąga wprost powadze Sejmu.
Warto dziś sobie przypomnieć kulisy odwołania w lutym 2011 Józefa Oleńskiego ze stanowiska prezesa GUS. Pretekstem była kontrola ze strony kancelarii premiera, która wykazała, że część pracowników GUS otrzymywała oprócz wynagrodzeń wynikających z zatrudnienia także dodatkowe dochody z umów zleceń związanych z przeprowadzeniem spisu powszechnego. Dla nikogo nie było tajemnicą, że był to pretekst. Chodziło o „zainstalowanie” na tym stanowisku swojego człowieka, gdyż sytuacja gospodarcza Polski już wtedy zaczęła się dramatycznie pogarszać, o czym nie informowano ani parlamentarzystów, ani opinii publicznej. Kluczem w tej sprawie jest raport GUS-u, przedstawiony już przez nowego prezesa, a dotyczący zadłużenia Polski w stosunku do PKB. Okazało się, że jakimś naprawdę szczęśliwym trafem Polska nie przekroczyła II progu ostrożnościowego ( 55 %) o… 0.18 % ! To wprost cud ! Okazało się też, że jakimś dziwnym trafem minister Rostowski obniżył w grudniu 2010 roku deficyt budżetowy o co najmniej 5 mld zł stosując szereg zabiegów księgowych.
Na piątkowym posiedzeniu Sejmu został także wybrany nowy prezes NIK. Chyba wszyscy się ze mną zgodzą, że ostatnie kontrole tej instytucji były miażdżące dla rządu. Nowym prezesem został Krzysztof Kwiatkowski – wyjątkowo wierny Tuskowi aparatczyk Platformy Obywatelskiej. Nie mam zamiaru nic sugerować. Warto jednak napisać, że to kolejna zmiana na kluczowym stanowisku dotyczącym kontroli władzy. Gdy rzeczywistość coraz bardziej skrzeczy, Donald Tusk jest gotów posunąć się praktycznie do wszystkiego, by ocieplić wizerunek swój i PO .
Za wszystko płacimy jednak my, społeczeństwo. To zarzynanie Polski zaczyna przypominać coś na wzór uboju rytualnego – świadome wykrwawianie.
Po nowelizacji budżetu przyjdzie nam już tylko czekać na reakcję Brukseli oraz przeróżnych agencji ratingowych.
To, że nie będzie miło - pewne.


Komentarze
Pokaż komentarze (83)