Pewien młody myśliwy uzyskał od władz pewnego afrykańskiego kraju pozwolenie na odstrzelenie lwa ludojada. Jako, że zbytnio doświadczony nie był, udał się do znanego w okolicy myśliwego, co to w swoim domu, w wielkim hallu na podłodze miał kilka lwich skór, głowy bawołów wisiały na ścianach, a wypchane gepardy patrzyły na każdego chytrym wzrokiem nie wspominając o co pomniejszych drapieżnikach, które także wypchane rozlokowano po kątach pomieszczenia.
Zapytał więc młody adept sztuki łowieckiej wspomnianego mistrza o wskazówki i dobrą radę. Łowczy zalecił mu, by obok sztucera zabrał ze sobą spory kawałek szyny kolejowej. Zdziwiony młody człowiek zapytał – po co mi ta szyna. Usłyszał odpowiedź – jak nie trafisz w tego lwa i on się rzuci na ciebie, to ty ten sztucer odłóż, weź szynę pod pachy i uciekaj ile sił w nogach, a gdy lew będzie cię doganiał, to odrzuć szynę, a wtedy będziesz uciekał szybciej.
Podobnie jest z naszym budżetem, co to ma być nowelizowany – właśnie odrzucamy tę szynę. Jeżeli ktoś myśli, ze po uchwaleniu tej nowelizacji, a następnie budżetu na rok 2014 coś się radykalnie zmieni i dopadnie nas z dnia na dzień coś na wzór wielkiego krachu na Wall Street, to jest w błędzie. Nic takiego nie nastąpi.
Bezrobotni jak są bezrobotnymi, tak będą. Pracujący dalej będą martwić się, czy ich ktoś nie zwolni z pracy, emeryci tak jak dziś, nie wykupią wszystkich leków, a młodzi dalej będą szukać żłobka lub przedszkola dla swoich pociech. Zmieni się tylko to, że to wszystko uzyska status pewnej trwałości z tendencją do powolnego pogarszania. Bezrobotni będą stali w dłuższych kolejkach po zasiłek, pracujący zauważą, że biurko wczorajszego kumpla jest puste, emeryci nie znajdą towarów na półkach z najtańszym produktem, a młodzi … im wiatr w oczy będzie wiał ze zdwojoną siłą.
Dosypanie kolejnych pożyczonych pieniędzy do budżetu stworzy pozory stabilizacji. To tak, jak na mem-ie, który gdzieś tam w sieci zobaczyłem. Na tle twarzy Rostowskiego widniał napis – „jest hu*owo, ale stabilnie”.
Generalnie nasze podatki pójdą w większej kwocie na spłatę zaciągniętych przez państwo długów wraz z odsetkami zamiast na ochronę zdrowia, czy szkolnictwo . Będzie po prostu mniej do rozdysponowania. Jak już wiemy – podatki przekroczyły znacznie możliwości społeczeństwa, więc przychodzi czas na cięcia.
Osiem z osiemnastu ministerstw zaoszczędzi w sumie ponad 4,5 mld zł - wynika z danych zebranych przez PAP. Liderami cięć są resorty: obrony, rolnictwa i nauki, najmniej obetnie swoje wydatki ministerstwo administracji, co potwierdza przywiązanie premiera do braci urzędniczej, która rozmnożyła się za czasów PO do monstrualnych rozmiarów.
Problem z naszymi finansami jest specyficzny. Mamy zapisany w Konstytucji próg 60 % zadłużenia w stosunku do PKB. To właśnie warunkuje zwiększanie deficytu budżetowego. W zasadzie wszyscy ekonomiści są zgodni, że w kasie państwa zabraknie w tym roku 29 mld zł. Nie kwestionuje tego nawet sam Rostowski. Warto więc napisać, dlaczego nie chce on zwiększyć deficytu do owych 29 miliardów. Wtedy nie trzeba by było ciąć wydatków.
Chodzi jednak o III próg zapisany w Konstytucji. Gdyby Rostowski zwiększył deficyt rezygnując z cięć, prawie na pewno przekroczylibyśmy owe 60 %. To zaś skutkowałoby tym, że kolejny budżet musiałby być uchwalony bez jakiegokolwiek deficytu. To byłby Armagedon.
Szanse na przeżycie młodego łowcy były – jak zapewne się domyślamy – marne. Porada nie była tą z gatunku najszczęśliwszych. Nadzieja w tym, że młokos miał chociaż odrobinę oleju w głowie.
Krach systemu postkomunistycznej gospodarki liberalnej - w dopowiedzeniu - rynkowej, polega na tym, że z wałęsowsowskiego "bierzcie sprawy w swoje ręce" nie pozostało nic poza deklaracjami. Hasło było od początku fałszywe.
Liberalizm w założeniach zakłada, że państwo daje przysłowiową wędkę. Od inwencji obywateli zależy zaś, jaki z tej wędki zrobi się użytek. Tymczasem nie dostaliśmy wędki. Dostaliśmy, tę przytoczoną przeze mnie szynę kolejową.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)