Pierwszego sierpnia sąd kasacyjny podtrzymał w mocy zarzuty w stosunku do Silvio Berlusconiego i utrzymał w mocy ( złagodzony) wyrok , który zakłada, że były premier Włoch musi rok czasu „poświęcić” na prace społeczne. Nie rozstrzygnięto sprawy dotyczącej pełnienia przez Berlusconiego funkcji publicznych. W najgorszym razie może on dostać zakaz na okres dwóch lat, co i tak pozwoli mu startować w wyborach parlamentarnych w roku 2015.
Wyrok jest pokłosiem dziesięcioletnich usiłowań udowodnienia Berlusconiemu unikania płacenia podatków, a dotyczył „zawyżania praw do emisji filmów” należącej do jego koncernu stacji Mediaset. Cała sprawa budzi jednak wiele kontrowersji, bo Berlusconi jest w polityce od 20 lat i od tego czasu nie uczestniczył bezpośrednio w działaniach podległej koncernowi firmy, tak więc chociażby z tego powodu posadzenie go na ławie oskarżonych było co najmniej kontrowersyjne. W całej sprawie chodzi o kwotę niezapłaconych podatków w wysokości kilkunastu milionów euro. Zważywszy jednak na to, że Berlusconi i jego firmy rocznie wpłacają do kasy państwa ponad 10 mld euro i są największym włoskim płatnikiem podatków, kwota której sprawa dotyczy jest marginalna, a zarzut postawiony Berlusconiemu co najmniej kuriozalny. Były premier nigdy nie płacił podatków poza Włochami i nigdy nie lokował swoich firm w „rajach podatkowych”. Zdaniem zdecydowanej większości komentatorów i prawników, wyrok jest jaskrawym naruszeniem prawa. Odwołanie – które zapewne nastąpi – do trybunału w Strasburgu, prawie na pewno poskutkuje przyznaniem racji Berlusconiemu, a wtedy…
Tajemnicą poliszynela jest, że włoskie sądy, a w szczególności sąd w Mediolanie, zdominowany jest przez sędziów nie kryjących się z sympatiami w stosunku do włoskiej Lewicy. Zresztą sporo tych sędziów obejmowało swoje stanowiska przy wyraźnym poparciu tejże. Stąd też pojawiły się zarzuty – nie tylko ze strony Berlusconiego – że wyrok jest aktem politycznej zemsty. Berlusconi już zapowiedział „przyjrzenie” się włoskiej prokuraturze oraz sądownictwu. To będzie niejako jego cel numer jeden w najbliższych latach.
W czerwcu tego roku Silvio Berlusconi został skazany przez sąd w Mediolanie na siedem lat więzienia i dożywotnio pozbawiony praw do pełnienia funkcji publicznych za korzystanie z usług nieletniej prostytutki i nadużycie stanowiska. Wyrok nie jest jednak prawomocny. I w tej sprawie, jak i w opisanej powyżej, doszło do kuriozalnego orzeczenia. Żaden z bezpośrednich świadków (w tym sama Ruby) słynnych „bunga bunga” nie obwinił Berlusconiego o przypisywane mu czyny.
Co więcej – niektórzy świadkowie mówili wprost o naciskach jakie na nich wywierała prokuratura. Sąd hurtowo odrzucał zeznania świadków obrony lub też nie dopuszczał do składania przez nich zeznań. Sam wyrok jest w swojej treści swoistym kuriozum.
Włosi są podzieleni. Sprawa „bunga bunga” nie wyrządziła medialnie Berlusconiemu wielkiej szkody. Co zaś do wyroku w sprawie „Mediaset”, grozi Włochom kolejny kryzys rządowy. Warto pamiętać, że koncern Berlusconiego jest istotnym elementem włoskiej gospodarki. Lewica zdecydowała się na otwarte starcie ze znienawidzonym rywalem. Pozornie wygrała dwie bitwy. Berlusconi jest jednak mądrzejszy w obliczu ostatnich wydarzeń i bogatszy o doświadczenia.
Piłka jest nadal w grze.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)