Udusić człowieka można na wiele sposobów. Ten pierwszy, nasuwający się na myśl, to zaciśnięcie dłoni wokół szyi delikwenta w połączeniu z naciskaniem kciukami na przełyk. Ten sposób zabijania ma jednak tę niedogodność, że sprawca musi patrzeć swojej ofierze w oczy, co zapewne nie jest rozwiązaniem zbyt komfortowym. Lepiej więc udusić delikwenta poprzez zadzierzgnięcie. Wtedy stoi się z tyłu i zaciąga sznur lub inną pończochę wokół wspomnianej szyi. To rozwiązanie o wiele bardziej „przyjemne” dla sprawcy. Odczucia ofiary w gruncie rzeczy nie mają żadnego znaczenia.
Rozmawiałem z pewnym działaczem Platformy Obywatelskiej z którym kiedyś wspólnie działaliśmy w strukturach tej partii. Pytałem oczywiście o wybory w Platformie. Mój znajomy jest przekonany, że Jarosław Gowin nie przekroczy w tych wyborach progu dwucyfrowego. Nie po to działacze i ich protegowani rozsiedli się wygodnie w fotelach, a na dodatek pozapinali pasy, by teraz bawić się w zamianę miejsc, jak nie ma ku temu najmniejszego powodu. Prawda etapu, chciałoby się powiedzieć. Dla tych ludzi Tusk jest gwarantem ich zdobyczy. Gowin zaś co najwyżej dziwolągiem z jakiejś odległej planety. I nie chodzi bynajmniej o to, czy on jest liberałem czy też konserwatystą. To nie ma kompletnie żadnego znaczenia. „Samozwańczy Premier z Krakowa” jest dla nich kompletnie niezrozumiały, bo po cóż coś zmieniać, jak ogólnie jest dobrze. Zawsze można się pożalić, a partia coś tam poradzi. Gowin zaś członkom PO i ich rodzinom nie obiecuje niczego, ani nie gwarantuje niczego i w tym tkwi jego problem.
Jeżeli okaże się, że kontrkandydat Tuska zbierze faktycznie mniej niż 10 % głosów, to nawet nie będzie miał możliwości decydowania o tym w jaki sposób Tusk go udusi. Osobiście obstawiam, że premier udusi go w białych rękawiczkach patrząc mu prosto w oczy. Nie ma co dywagować, taka też będzie wola większości.
Ukatrupienie Gowina nie może odbyć się tak ot sobie. Nie po to Tusk ogłaszał demokratyczne wybory, by potem pastwić się nad przegranym w kazamatach swojej Kancelarii . To przecież będzie musiał być kolejny sukces demokracji wewnątrzpartyjnej, a zarazem czytelna przestroga dla wszystkich członków tej Politycznej Organizacji bez wyjątku. Tak kończą zdrajcy – chciałoby się napisać.
Sam Gowin zapewne myśli, że w najgorszym przypadku stanie się kimś na wzór ukrzyżowanego Chrystusa Platformy Obywatelskiej w towarzystwie dwóch nawróconych łotrów. Nic z tych rzeczy – właśnie trwa wstępne ukamieniowanie grzesznika, co zapewne nosi znamiona partyjnego mordu rytualnego. Koniec zaś będzie prozaicznie prosty i banalny o czym napisałem na samym wstępie.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)