Już to kiedyś pisałem, ale nadarzyła się dobra okazja by te anegdotę przypomnieć. Otóż zapytano swego czasu jednego z właścicieli klubu piłkarskiego, czy inwestując w taki sport jak piłka nożna , można zostać milionerem. Ależ tak – odparł pytany – pod warunkiem, ze się wcześniej było miliarderem.
W polskich warunkach każdy dowcip tego typu się sprawdza. Trzeba mieć sporo „kasy” i mocne nerwy, by w tym biznesie przetrwać. Każdy mecz, to na bank jakieś kary. A to za transparent nie taki, a to znów za jakąś racę na boisku, a to za jakieś przyśpiewki kibicowskie.
To tylko niektóre „okoliczności” za które może ukarać PZPN lub UEFA. W odwodzie mamy jeszcze straż pożarną, policję i administrację lokalną, której emanacją jest ktoś taki jak wojewoda.
No i ten wojewoda sprawdza się w każdych okolicznościach. Nawet w takich, gdzie prawo nie ma nic do gadania.
„Pany” z Poznania pozwoliły sobie na chamski żart. Nie będę tematu rozwijał, bo wszyscy zainteresowani już się wypowiedzieli za, a nawet przeciw, chociaż w zasadzie „przeciw”. PZPN i UEFA stosowne zapisały w swoich regulaminach i przepisach, a co za tym idzie, klubik z Poznania zostanie potraktowany odpowiednio. Prawdopodobnie włodarzy Lecha czeka harakiri i niewykluczone, że nastąpi wykluczenie „Kolejorza” na jakiś czas z rozgrywek międzynarodowych. To da się zrozumieć.
Nie da się jednak zrozumieć decyzji wojewody poznańskiego o zamknięciu części trybun stadionu. Polskie prawo nie zostało w żadnym wypadku złamane. Co najwyżej cała ta sytuacja podchodzi pod kodeks Boziewicza. Wojewoda stosując klasyczną odpowiedzialność zbiorową za coś co nie podlega pod paragrafy kodeksu karnego, które także owego wojewodę obowiązują, robi sobie zwyczajnie żarty z prawa.
Idąc jego tokiem rozumowania, to po tym jak niedawno red. Miecugow dostał na pewnym przystanku z liścia, to od natychmiast powinno się wspomniany przystanek zamknąć na cztery spusty.
Podobnie we Wrocławiu – tam powinno się zamknąć aule uniwersytecką po tym jak prezydent Dutkiewicz nie dopilnował na niej porządku w trakcie wynurzeń Zygmunta Baumana.
Można jednak pójść dalej – na przykład przed koncertem w filharmonii spisać dane z dowodów osobistych i skontrolować torebki pań i kieszenie panów na okoliczność posiadania materiałów pirotechnicznych. Wszak na takim koncercie emocje też mogą sięgać zenitu.
A najlepiej to już wpuszczać tylko swoich jak to zrobiono w Chorzowie podczas niedawnego eventu Platformy Obywatelskiej. Tam to żadnego hasła nie wywiesili, a mogli.
Co prawda przewodniczący Tusk grzmiał z mównicy, ale to także podpadało tylko pod Boziewicza.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)