Zebe Zebe
513
BLOG

To Ramzes umarł. Kryzys żyje Premierze

Zebe Zebe Polityka Obserwuj notkę 2

 

Ogłoszona niespełna tydzień temu przez PDT  „dobra nowina” o tym, ze właśnie skończył się kryzys jakoś dziwnie nikogo nie wprawiła w euforię lub dobry nastrój. Wprost przeciwnie. Donald Tusk zdołał już nas wszystkich przyzwyczaić do tego, ze każda taka entuzjastyczna  informacja, która pada z jego ust lub alternatywnie z ust wicepremiera Rostowskiego,  powinna budzić u nas autentyczne przerażenie.
 
No bo jak ktoś, kto  z uporem maniaka przez pięć  lat mówił, że kryzysu w Polsce nie ma, może wiedzieć co to w ogóle ten kryzys jest. To tak jak w tej przypowieści z „Laskowika” – „było dwóch braci, Ramzes i Kryzys. Ramzes dawno temu umarł, a Kryzys wciąż żyje”. Jak więc Tusk miał dostrzec symptomy kryzysu, skoro  on permanentnie w Polsce przesiaduje od  czasu, gdy PDT zaczął rządzić. Powinien się więc Premier dokształcić i pojechać na urlop do Grecji, a nie na narty w Alpach zgodnie z powiedzeniem, że podróże kształcą.
 
Dowiedziałby się wtedy, że kryzys to nic innego jak rozciągnięte w czasie pogarszanie się warunków życia obywateli we wszystkich dziedzinach życia, które ich dotyczą, a spowodowane  jest to  głównie tym, że państwo założyło sobie, że ściągnie z obywateli nierealną daninę fiskalną, którą społeczeństwo miało temu państwu przekazać po to, by żyło się lepiej – wszystkim. No bo państwo już sobie zaciągnęło długi w naszym imieniu i te długi państwo musi spłacić. Jeżeli te długi zaciągnęło u nas w kraju, to może nas olać, a my możemy mu po prostu „naskoczyć” – patrz przykład OFE. Gorzej, gdy państwo zaciągnęło długi za granicą, bo te, niestety, musi już spłacić, a spłacić może tylko z pieniędzy, które uzyska od nas. Koło się zamyka, a samym  środku tego koła mamy coś, co nazywamy kryzysem. Tyle w kwestii „pouczenia” dla naszego premiera.
 
Aby pozyskać środki na pokrycie bieżących wydatków rząd   podniósł  podatki i opłaty. Nie dało to jednak spodziewanego efektu. W wyniku  pogłębiającego się deficytu rząd decyduje się uderzyć w fundusze emerytalne. Po przeprowadzeniu odpowiedniej kampanii PR’owej dochodzi do nacjonalizacji środków emerytalnych. Rząd bierze  na siebie obowiązek wypłaty emerytur, co wcale nie znaczy, że będzie honorował dotychczasowe zasady.
Przecież Tusk udowodnił już niejednokrotnie, że ustawy można zmieniać w dowolnym momencie .  Tak więc przejęcie wypłaty świadczeń emerytalnych nie jest żadną   gwarancją na przyszłość.
To jednak nie koniec „możliwości”  rządu. Rząd może opodatkować wszystkie lub niektóre  aktywa finansowe, może wprowadzić  podatek katastralny, może pobudzić sztucznie inflację. Może w końcu zdewaluować złotego. To ostatnie rozwiązanie można porównać z wybuchem bomby atomowej, a ulice zapełniłyby się w tym wariancie nie tylko obywatelami, ale i zapewne  czołgami.
 
I pomyśleć…
To wszystko dla naszego dobra, by  żyło się lepiej !
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka