Pewna firma wypuściła na rynek bardzo smaczne ciasteczka. Początkowo sprzedawały się świetnie, ale popyt na nie zaczął stosunkowo szybko spadać. Przeprowadzono wiec ankietę, w której pytano konsumentów o to jakie są ich preferencje smakowe oraz jak wzbogacić smak ciasteczek. Otrzymano sporo wskazówek, do których się zastosowano. Sprzedaż jednak dalej spadała. Przyjrzano się jeszcze raz uzyskanym danym i zauważono, że niechętnie kupowali je kierowcy oraz matki małych dzieci. Jak się okazało, przyczyna była trywialna. Ciasteczka zbytnio się kruszyły, więc nie nadawały się do konsumpcji w trakcie jazdy samochodem, a mamy małych dzieci nie miały zamiaru trzy razy dziennie odkurzać dywanów.
Sukces japońskiej elektroniki opierał się na tym, że Japończycy jako pierwsi zaczęli produkować urządzenia „idiotoodporne”. Każdy z nas zetknął się z pralką, której sercem jest programator. Programatorem można było kręcić tylko w jedna stronę, gdyż nie stosowanie się do tej wskazówki groziło awarią pralki. Dziś nawet małe dziecko może powciskać wszystkie przyciski i kręcić gałką programatora niczym kierownicą. Urządzenie co najwyżej nie podejmie pracy. Tak więc każdy produkt musi z założenia zakładać, że będzie on niejako rozwiązaniem problemu konsumenta i nakierowany nie tylko na zysk. Kiedy najlepsze przedsiębiorstwa są wypierane z rynku przez konkurencję, prawie zawsze wchodzą w ich miejsce firmy produkujące gorsze wyroby. Gorsze, ale bardziej innowacyjne. Na tym Japonia – synonim tandety lat sześćdziesiątych - zbudowała swoją siłę.
Jeszcze nie tak dawno temu wydawało się, że zachętą do prowadzenia podstawowych działań społecznych, takich jak edukacja, ochrona zdrowia, opieka nad osobami starszymi, transport zbiorowy, badania naukowe, infrastruktura mogą być urzeczywistniane nie tylko z chęci zysku. Taka była filozofia rządzenia. Dziś po 23 latach transformacji nie dostrzegamy, że trwonimy w ten sposób nasze dziedzictwo – wiarę w podstawowe wartości moralne, jakimi są równość, sprawiedliwość, solidarność – i wprowadzamy w ich miejsce wyłącznie pojęcie wolności.
Gospodarkę społeczną wyparła neoliberalna polityka przypominająca spektakl pod tytułem „konkurs na najpiękniejszą stronę internetową”, coraz mniej jest tych, którzy rozumieją, że są to dwa różne modele społeczeństwa, ponieważ większa wolność oznacza zawsze mniejszą równość, większa wolność pogłębia różnice między jednostkami. Tworzy grunt pod sytuacje konfliktowe, a te rodzą same z siebie kryzysy.
W tym neoliberalnym świecie bożkiem stał się mityczny „wzrost”.
Powstał niejako dogmat „większego wzrostu”. Wszystko jest skupione wokół wskaźnika wzrostu, który musi rosnąć do nieskończoności, bo ta doktryna tak zakłada. Czy jednak ten mityczny, bezwarunkowy wzrost jest receptą na sukces ?
Gdzieś po drodze zapomniany o tym wszystkim co napisałem powyżej – równość, sprawiedliwość i solidarność - cały społeczny potencjał zepchnięto na margines.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)