Zebe Zebe
579
BLOG

Jedynie słuszne brednie

Zebe Zebe Polityka Obserwuj notkę 21

 

Nie spodziewałem się. Zawsze wydawało mi się, że nic nie jest mnie już w stanie zaskoczyć. Nawet przyrodzenie Hoffmana, słaba gra naszych reprezentacji narodowych w dowolnych dziedzinach sportu, upadek polskiej oświaty i kultury, ludzie pokroju matki małej Madzi, premier pochylający się z troską  nad maluchami, które dostały się do żłobka,  ani żaden kolejny stopień hipokryzji naszych polityków. Po prostu Polska taka jest, bo taką  nam zafundował Donald Tusk i wielu, wielu poprzednich premierów przy udziale niedouczonych posłów, wszelkiej maści chytrusków i ekspertów z Koziej Wólki.
 
A jednak coś mnie przez te ostatnie cztery dni zaskoczyło. Otóż zaskoczyła mnie ilość bredni, którą zaserwowano nam przy okazji warszawskich protestów, które wylały się ze szpalt gazet, portali internetowych, głośników radiowych i szklanych ekranów.
Pozostawię na boku osobę Jarosława Kaczyńskiego nad którym już nie tyle, ze się doktoryzowano, ale wprost habilitowano. Jeżeli ktoś myśli, że to  są ostateczne granice tego, co można jeszcze z Kaczyńskim powyprawiać, to zapewne jest w błędzie. Mnie akurat to nie zdziwi. Przecież był już i Leninem i Hitlerem. Może więc  spokojnie zostać Kaligulą lub jakimś ludożercą z Gabonu. W odwodzie mamy jeszcze pedofila lub masowego mordercę w rodzaju Breivika.
 
Te wszystkie „jedynie słuszne brednie” ogniskują się wokół pewnego mitu, z którego  próbuje się zrobić cos na  wzór dogmatu. Chce się nam wmówić, że istnieją  jakieś mityczne drzwi za którymi nie ma nic. Po prostu za tymi drzwiami świat się kończy.
Wszystko to sprowadza się do tego, że „na nic nie ma pieniędzy”, więc z definicji jakiekolwiek postulaty związkowców, czy też opozycji - czytaj  Kaczyńskego – są  zwykłą demagogią  i czystym niczym diament populizmem. To zaś sprowadza się do tego, że powinniśmy uznać, iż rząd Donalda Tuska robi wszystko to, co jest możliwe do zrobienia. Jakakolwiek odchyłka od tego co nam się proponuje jest po prostu czymś, „na co nie ma pieniędzy”, więc jest niewykonalne. Pomija się jednak niejako mimochodem to, że już dziś „nie ma na nic pieniędzy”. Pieniędzy być nie może, bo rząd prowadzi politykę coraz większego zadłużania państwa – czytaj – zadłużania społeczeństwa. Tu więc dochodzimy do sedna sprawy.
 
Musimy odrzucić dogmat, że za tymi wspomnianymi, zamkniętymi drzwiami  nie ma już nic. Dopiero wtedy będziemy w stanie zauważyć, że dotychczasowy, przyjęty przez „nas” model gospodarczy jest błędny. Okazuje się bowiem, że przyjęty model gospodarczy, bazujący na wolności ( gospodarczej) stał się, czy może od samego początku, kierował się fałszywymi wartościami.
Minęły dwie dekady wspomnianej wolności, która stopniowo zastępowała solidarność społeczną, marginalizowała rolę  państwa,  pogłębiła patologię  polskiego  wymiaru  sprawiedliwości, wreszcie  doprowadziła  do tego, ze 30 % polskiego PKB jest transferowane poza granice kraju. Z czego wiec podnosić płacę minimalną  i obniżać ceny leków , wypłacać becikowe?
Jednym słowem wraz z kryzysem,  objawiły się toksyczne skutki uboczne tak prowadzonej polityki gospodarczej.
 
To od ponad dwóch dekad próbuje nam się wpajać te „jedynie słuszne brednie”, które dziś  nie są już w stanie się same obronić - kto widział w sobote wieczorem  J.K.  Bieleckiego w Polsacie, wie o czym piszę. Potrzeba wiec  wzmóc oficjalną  propagandę  do granic absurdu. Dziś potrzebna nam jest zmiana „mentalności” gospodarczej. Potrzebny jest zupełnie nowy model gospodarczy oparty w zdecydowanej części na interwencji państwa, tak w kwestii podatków jak i przedsiębiorczości. Czy to jest możliwe ?
To nie tylko jest możliwe, ale i bezwzględnie konieczne. Wystarczy przyjrzeć się temu, jak gospodarka niemiecka dźwigała się z kolan po II wojnie światowej. Wystarczy zobaczyć, jaki w tym był udział społeczeństwa i jaka była rola państwa niemieckiego.
 
Nie twierdzę, że mamy w Polsce bezkrytycznie kopiować inne rozwiązania. Wystarczy, ze będziemy uczyć się na błędach.
Jestem przekonany, że Jarosław Kaczyński o tym doskonale wie, mówiąc o społecznej gospodarce rynkowej. Otwórzmy więc te zamknięte drzwi . Nic gorszego nas nie spotka.
 
Na koniec mały przykład, gdzie można i trzeba szukać pieniędzy:
 
Gdyby sądzić po podatkach, jakie płacą w Polsce Apple i Google, można by pomyśleć, że spółki córki tych amerykańskich koncernów prowadzą u nas garażowy biznes. Według Krajowego Rejestru Sądowego (KRS), roczne przychody firm w Polsce wynoszą zaledwie 13,8 mln (Apple Polska, dane za 2012) i 139 mln złotych (Google Polska, dane za 2011), a zapłacone podatki odpowiednio 1,1 mln i 3,6 mln złotych. Rzeczywiste przychody obu firm ze sprzedaży w Polsce oscylują wokół 1 mld złotych. Gdyby Google i Apple płaciły podatek dochodowy od wszystkich osiąganych na polskim rynku zysków, kwoty te byłyby kilkanaście razy wyższe niż te wykazane w KRS.
 
 
P.S.
 
Na koniec Was zaskoczę. Nic nie mam nic ( prawie)  przeciwko Hausnerowi lub Kołodce. To jednak inne spojrzenie.Od Rybińskiego trzymałbym sie z daleka, a o takich "gwiazdach" jak dowcipny Gwiazdowski nawet nie chce mi sie pisać.
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka