Pisząc o modnym przed laty sformułowaniem „polska myśl szkoleniowa” warto na przykładzie obecnego selekcjonera naszej kadry pokusić się o analizę drogi do kariery, którą przechodzą w większości polscy trenerzy średniego już pokolenia. Adam Nawałka nie jest wyjątkiem od reguły pomimo tego, że to on akurat odniósł osobisty sukces zostając wspomnianym selekcjonerem.
Po zakończeniu profesjonalnej przygody z piłką (1985) wyjechał jeszcze do USA gdzie zakończył karierę zawodniczą w jednym z polonijnych klubów piłkarskich. Po powrocie z USA został – w wieku prawie 40 lat - trenerem III-cio ligowego Świtu Krzeszowice (1996), co jest stosunkowo późnym wiekiem do rozpoczęcia kariery w roli trenera, zważywszy, że Nawałka dopiero co zaczął studiować na warszawskiej Akademii Trenerskiej PZPN ( otrzymał uprawnienia trenera I klasy). Po zakończeniu prawie, że dwuletniej przygody ze Świtem, został trenerem koordynatorem do spraw młodzieży w krakowskiej Wiśle.
Prawdziwą pracę trenerską rozpoczął w roli przysłowiowego „strażaka” po tym jak Wisła zwolniła trenera Łazarka. To wtedy po raz pierwszy poprowadził Wisłę do czasu objęcia tej funkcji przez Oresta Leńczyka, którego ostatecznie też zwolniono i znów sięgnięto po Nawałkę. Przyszły selekcjoner kadry osiągnął wtedy autentyczny sukces, zdobywając z Wisłą Mistrzostwo Polski (2002). Ciekawostką może być fakt, że Nawałka w tamtym czasie grał „trójką” obrońców, czyli systemem, który od dobrych kilku lat został zastąpiony ustawieniami z czterema obrońcami i takim też ustawieniem grały czołowe kluby europejskie oraz większość zespołów I Ligi (Ekstraklasy).
Na kolejny sezon Nawałka nie został jednak pierwszym trenerem w Wiśle, powracając na stanowisko koordynatora ds. młodzieży. Wkrótce zatrudniło go Zagłębie Lubin, ale po 10 kolejkach wymówiono mu posadę ze względu na słabe wyniki zespołu. Okazało się, że o ile potencjał zawodników w Wiśle pozwalał na granie w ustawieniu z trzema obrońcami z tyłu, to już w Lubinie zabrakło wykonawców dla tej taktyki.
Poza tym uwidoczniły się wady systemu gdy słabiej grał główny rozgrywający Drumlak, trapiony na dodatek kontuzjami.
Kolejne kluby Nawałki to Sandecja Nowy Sącz, gdzie w zasadzie oczekiwał lepszej propozycji oraz Jagiellonia Białystok w której przebywał przez półtora roku bez widocznych sukcesów. Wydawało się, że wielka kariera trenerska nie będzie mu dana, wiec wrócił do Wisły na stanowisko zastępcy prezesa do spraw sportowych.
Tymczasem niespodziewanie w grudniu 2006 otrzymał swoją trzecią szansę w Wiśle. Niestety ale jej nie wykorzystał. Rozwiązano z nim umowę w kwietniu 2007. Nawałka nie potrafił znaleźć recepty na ustawienie zawodników na boisku. Co prawda nie grał już trójką obrońców z tyłu, ale zespół stracił wyrazistość. Trenerowi wydawało się, że Brożek, Penksa i Błaszczykowski sami będą strzelać bramki. W zespole zrobiła się luka w środku pola, bo obaj kluczowi pomocnicy – Sobolewski,Burns - zajmowali się zadaniami defensywnymi, nie wspomagając wspomnianej trójki z przodu, a ci trzej nie byli piłkarzami na miarę Messiego czy Rooneya. Wisła przestała strzelać bramki dysponując potencjalnie składem, którego nie miał w owym czasie żaden zespół w Polsce. W efekcie Krakusi zanotowali 10 remisów 0:0 !
Wydawało się, że to już definitywny koniec trenerskiej kariery Nawałki. Niespodziewanie jednak znalazł się on w sztabie Leo Beenhakkera ( po problemach ze zdrowiem Dziekanowskiego). Tak więc po raz pierwszy zetknął się z zachodnia myślą trenerską. Zobaczył tez jak Bennhakker dobiera zawodników pod koncepcje gry, a nie odwrotnie. Wydaje się, że ta nauka była potrzebna Nawałce.
Po przygodzie z kadrą Nawałka nie mógł liczyć na intratne propozycje ze strony czołowych klubów. Przyjął wiec propozycję GKS-u Katowice (2008). Klub którym targały w owym czasie niewyobrażalne problemy finansowe, organizacyjne i sportowe wydawał się być czymś w sam raz dla desperata niż dla trenera, który miał na swoim koncie – było nie było – Mistrzostwo Polski. Co prawda nie odniósł spektakularnego sukcesu, ale przynajmniej nie zawiódł oczekiwań działaczy katowickiego klubu. W kolejnym roku wpadł w oko działaczom Górnika Zabrze (2010), który to klub walczył o powrót do Ekstraklasy.
Górnik nie dysponował dużymi środkami finansowymi i wydawało się, ze wybór Nawałki był wyborem racjonalnym. Z kolei Nawałka wiedział, ze nie może liczyć na spektakularne transfery i musi oprzeć drużynę na zawodnika młodych lub też chylących się ku końcowi kariery. Władze Górnika nie miały daleko idących wymagań, więc Nawałka mógł spokojnie zając się budową drużyny aspirującej do roli średniaka w Ekstraklasie. W Górniku Nawałka zastosował podobne do „bennhakkerowskiego” ustawienie – 4-1-4-1, co pozwoliło Górnikowi grać popularnym „wysokim” pressingiem. Podobnie ustawił Nawałka zawodników w reprezentacji w dwóch rozegranych meczach.
Trudno jednak o zachwyt, śledząc karierę Nawałki. Górnik Zabrze nie prezentuje takich umiejętności, by walczyć o czołowe lokaty w kraju. Zabrzanie nie posiadają też ustabilizowanego składu. Średnia wieku też nie jest niska. Na dziś zespół jest wyraźnie przeceniany.Nie zbudował więc Nawałka w Zabrzu młodego, perspektywicznego zespołu.
Ostatnimi czasy PZPN zaczął wysyłać młodych trenerów na staże do niezłych, zagranicznych klubów. Może w przyszłości przyniesie to jakiś skutek w wymiarze krajowym. Może drużyny zaczną grać przynajmniej nowocześnie. Oczywiście nie znaczy to, ze automatycznie podniesie się poziom polskiej piłki.
Jak na razie przeciętny trener po przejściach ma ratować polska piłkę. Może właśnie to „po przejściach” jest czynnikiem , który sprawi, ze podejście do gry w kadrze się zmieni ?
Jak na razie Nawałka nie ukręcił bicza z piasku i szczerze wątpię by mu się to udało. Można być słabszym, bo nie wszyscy mogą być mistrzami, ale to, ze się jest słabszym nie musi oznaczać, że nie potrafimy grać w piłkę nożna. Oczekuję więc, że Nawałka przekona mnie, że jednak w te piłkę nożną potrafimy grać.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)