Zebe Zebe
865
BLOG

Warszawska ściema Jana Urbana

Zebe Zebe Rozmaitości Obserwuj notkę 25

 

Na temat taktyki w piłce nożnej  ukazało się ostatnimi czasy kilka pozycji. W Polsce jak do teraz jednymi  z głównych książek w tym temacie są  książki Jerzego Talagi . W wielu aspektach są one uniwersalne, tym niemniej wraz z upływem czasu nie można pozostać tylko przy lekturze tych książek. Oprócz  biuletynów FIFA i UEFA istnieje obszerna literatura, którą  nazwałbym badawczą oraz  popularno-naukową. PZPN ze swej strony poleca obszerny wykaz lektur tak obowiązkowych, co uzupełniających. Ten wykaz lektur stanowi kanon polskiej myśli szkoleniowej. Nie dotyka on jednak istoty zmian zachodzących w piłce nożnej. Sporo z tych lektur trąci dziś myszką, a pomimo to nadal widnieją  na wykazie.
 
Każda zmiana przepisów, każda zmiana ich interpretacji pociąga za sobą korekty w systemach taktycznych stosowanych przez trenerów piłkarskich. Podam jeden z przykładów – jeszcze nie tak dawno sędziowie tolerowali łapanie przeciwników  za koszulki – tak więc ten element stał się automatycznie elementem taktycznym. Firmy produkujące ubiory piłkarskie zaczęły reklamować swoje wyroby hasłem – „ w naszej koszulce nikt cię nie złapie”. Dopiero gdy FIFA wydała wytyczne sędziom, karząc surowo za ten proceder, natychmiast znalazło to odbicie w taktyce.
 
Trudno napisać, że nasi trenerzy są niedouczeni, gdyż zdają  stosowne egzaminy oparte o zasady stosowane w jednakowym stopniu w Polsce jak i poza nią. Jak się jednak okazuje, to tylko warunek konieczny, by być trenerem. By być dobrym trenerem, trzeba mieć coś więcej. Ktoś powie, ze polscy trenerzy mają związane ręce, gdyż jakość piłkarzy, którymi dysponują jest mierna. To wygodny pretekst, by łagodnie ich  rozliczyć z wyników – a raczej ich braku -  osiąganych na arenie międzynarodowej. To, że takie obiegowe opinie funkcjonują, nie znaczy wcale, że są one prawdziwe.
 
Przyjrzyjmy się Janowi  Urbanowi, który w spokoju od dłuższego już  czasu buduje  drużynę Legii Warszawa. Podaje ten przykład z powodu ostatniego meczu jego drużyny z Lazio Rzym. Obiegowa opinia mówi, że Włosi są mistrzami taktyki, ale w przypadku Lazio trener nie jest Włochem, co znaczy, że tym bardziej  posiada odpowiednie kwalifikacje i predyspozycje, by taki klub prowadzić.
 
Trudno napisać, jakim systemem zagrała Legia w tym meczu. Łatwiej zaś powiedzieć, jakim systemem chciała zagrać. To była typowa gra na jednego napastnika, przy wykorzystaniu bocznych pomocników mających za zadanie „zasilać” podaniami Dwalishwili. Łącznikiem w środku – jak zawsze – był Radovic. Całe ustawienie jak dla mnie, wysoce asekuranckie, sprawiające wrażenie typowego ustawienia Legii w każdym meczu ligowym. Goście zgrali inaczej – zagrali trzema napastnikami oraz zagęszczeniem środkowej strefy boiska.
To może zabrzmi jak paradoks, ale paradoksem nie jest – Lazio miało w liczbach bezwzględnych nieznacznie większą  ilość niecelnych podań niż Legia.
 
Wynikało to z tego, że goście wymienili prawie dwa razy więcej podań niż Legia. Z tego aż 70 % na połowie warszawskiego klubu. Co ciekawe – goście zanotowali trzy razy więcej skutecznych odbiorów piłki  niż Legioniści. Odbiory piłki dotyczyły tak samo sytuacji w obronie jak i w ataku. W tym ostatnim przypadku po stracie piłki nie wracali oni na swoje pole karne, a podchodzili do naszych piłkarzy uniemożliwiając im skuteczne  podanie do bliższego zawodnika lub  uniemożliwiając tym sposobem wykonanie „dłuższej” piłki do przodu ( do Radovica lub Dwalishwili).
Receptą na taką grę jest dynamiczna zmiana pozycji przez zawodników Legii lub przytrzymanie piłki przez pomocników, co jednak w tym meczu nie zaistniało.
Drużyna włoska grała pressingiem na całej powierzchni boiska, za wyjątkiem  ostatnich 25 metrów od własnej  bramki. Faule zdarzały się im w tej strefie tylko z powodu nieudanego odbioru piłki.
Z taką wiedzą schodzili  do szatni piłkarze Legii. Myślę też, że i Urban dostrzegł to co widziałem ja i tysiące tych, co ten mecz oglądali.
Cóż więc mógł i powinien zrobić  trener Legionistów -  mając  świadomość, że gra z lepszym zespołem – wychodząc na druga połowę meczu ?
 
Powinien wg mnie zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze zalecić piłkarzom większą  rotację  na boisku, co doprowadziłoby do rozluźnienia strefy środkowej i stworzyło możliwość do wejścia do środka pola bocznych pomocników. Po drugie zaś wymóc na piłkarzach większą  skuteczność w odbiorze piłek, co po części wynika z punktu pierwszego. Na boisku nie stało się jednak  nic z tych rzeczy. Takie działania nie są  działaniami typowo piłkarskimi, zależnymi  wyłącznie od umiejętności czysto piłkarskich.
 
I tu dochodzimy do sedna problemu. Urban posiada zawodników, których wydolność fizyczna ( nie mylic z kondycją) jest zdecydowanie niższa od przeciwników. Na dodatek ci zawodnicy są zbyt powolni, by zaskoczyć czymkolwiek przeciwnika – to stąd taka mała ilość odbiorów u Legionistów. Zmiany, które Urban wprowadził po przerwie nie miały charakteru zmiany taktycznej. To były zmiany wynikłe z braku sił zawodników. Zwalanie zaś całej winy na jakiegoś Ojameę jest śmieszne.
 
Przejdę do sedna tego tekstu. Posiadanie słabszych piłkarsko zawodników nie tłumaczy żadnego trenera w sytuacji, gdy ci zawodnicy nie są przygotowani do gry w aspekcie cech motorycznych, bo wtedy oni nie zrealizują żadnej taktyki. Po prostu oni tej taktyki nie wybiegają. To co jest możliwe na krajowych boiskach jest już jednak nie do przeskoczenia poza krajem. Nie sądzę też, że Legia nie ma dobrych zawodników. Jest tam  pewien potencjał, z którym Warszawiacy powinni dziś  jeszcze walczyć o awans z tej grupy. Nie jednak z takim trenerem, który wpuszcza na boisko półprodukty piłkarskie, za których to  przygotowanie do gry jest odpowiedzialny.
 
Tydzień temu zbeształ swoich zawodników po meczu w Szczecinie za to, że prowadząc  3:1 chcieli strzelać dalsze bramki, a wczoraj powiedział znów znamienne zdanie, które  jako trenera  go dyskwalifikuje, konstatując, że jego piłkarze „oddychali” rękami. Przyznał tym samym, że nie są przygotowani do gry.
 
Prezesie Legii Warszawa – niech Pan da odpocząć trenerowi Urbanowi, bo on jest niemniej zmęczony niż jego zawodnicy.
 
Legia: 12. Dušan Kuciak - 19. Bartosz Bereszyński, 25. Jakub Rzeźniczak, 3. Tomasz Jodłowiec, 14. Jakub Wawrzyniak - 32. Miroslav Radović, 21. Ivica Vrdoljak, 37. Dominik Furman (64, 15. Iñaki Astiz), 23. Hélio Pinto (46, 7. Henrik Ojamaa), 17. Tomasz Brzyski - 13. Wladimer Dwaliszwili (75, 27. Patryk Mikita).
 
SS Lazio: 1. Etrit Berisha - 39. Luis Cavanda, 2. Michaël Ciani, 27. Lorik Cana, 26. Ștefan Radu - 15. Álvaro González (81, 19. Senad Lulić), 5. Lucas Biglia, 8. Hernanes - 7. Felipe Ânderson (77, 99. Sergio Floccari), 34. Brayan Perea, 14. Keïta Baldé (73, 23. Ogenyi Onazi).
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Rozmaitości