Tak śpiewała w Kabarecie Starszych Panów Barbara Kraftówna i dodajmy od razu, ze coś w tym jest. Dorosłe dzieci też się nudzą - nawet wtedy, gdy nie ma ku temu okazji. Twitterowe przesilenie ostatnich dwóch dni jest dobitnym na to przykładem. Tylu uszczypliwości z jednej strony i tyle histerycznego zachwytu w wykonaniu dziennikarzy, polityków i całej reszty sfery życia publicznego jeszcze nie obserwowaliśmy. Walka „ideolo” rozgorzała w sposób absurdalnie żałosny.
Nie było by to aż tak zajmujące, gdyby w tym nie uczestniczył nasz minister spraw zagranicznych, który tweety wrzucał z częstotliwością karabinu maszynowego, co świadczy niewątpliwie o jego zaawansowanym ADHD, a kolejna „wycieczka” pod adresem prezesa tylko potwierdziła jego kompetencje, a raczej ich brak, na stanowisku, które zajmuje.
W czasie prawie co minionych „obchodów”, co do których panuje co najmniej wieloznaczność ocen, padło wiele wielkich słów, wiele patosu, deklaracji i zarazem zwykłej sztampy. Nie dziwota więc, że generalnie wiało nudą, by tylko momentami coś zaiskrzyło. Publika budziła się w zasadzie sporadycznie i to raczej za sprawą Obamy, który wzniecał bardziej ciekawość poznawczą świata w którym nie żyjemy. Wujek zza Oceanu przyjechał, obiecał i pochwalił, czyli dobrze się przygotował.
Mnie to przypomina wujka mojego kolegi, który przez lata całe posyłał dolary rodzinie w Polsce, aż wreszcie po 30 latach wybrał się do kraju. Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył dom, ogród, samochód w garażu, pralkę automatyczną oraz łazienkę z kranem serwującym zimną i ciepłą wodę. To był dla niego szok poznawczy, gdyż on sobie wyobrażał, że w Polce dalej ludzie mieszkają pod strzechą, a wychodek stoi za stodołą tak samo jak stał ongiś. No i pieniądze się skończyły, a wujek już więcej nie przyjechał.
Zresztą to nie jedyny przypadek fałszywego oglądu Polski zza oceanu – Tadzik pojechał do cioteczki w NY i pracował w pocie czoła na zmywaku w jakimś tam Bronxie. Gdy zbliżał się czas wyjazdu, cioteczka dała mu kopertę mówiąc – „Tadzik, podziel rodzinę po równo”. Starsza Pani była wzruszona, podobnie jak i Tadzik. Późnym wieczorem Tadzik otworzył kopertę i zobaczył trzy banknoty – w sumie 30 dolarów. Żal mu się zrobiło cioteczki.
Oczywiście słowa Obamy były miłe i sympatyczne – jak przy takich okazjach się mówi. Wierzę też, że autentycznie zrobiły na nim wrażenie wieżowce, drogi o których mu opowiedziano i wielki stadion narodowy. Ja w to wierzę, bo zapewne 10 lat temu to on sobie myślał, że u nas dalej funkcjonuje Auschwitz, a ludzie mieszkają w lepiankach. Takie to patrzenie. Podniósł też rangę Jana Pawła II oraz umocnił rolę dziejową Solidarności, nie wiedząc zapewne, ze na „obchodach” jej nie ma. Nie wiedział też zapewne, że w czasie tej wielkiej pompy Polacy normalnie pracują, mierząc się z problemami dnia codziennego.
Jakże żałośnie wypadł prezydent Komorowski powtarzając przy każdej okazji w kółko słowo „Solidarność”. Jakże to było uwłaczające dla ludzi, których traktuje się bez szacunku. Jakże to uwłaczające - wykorzystując słowo „wolność” i przy okazji posługując się ordynarnie stylistyką loga Solidarności.
Polską dziś rządzą uzurpatorzy, złodzieje ludzkich marzeń, gotowi zrobić wszystko, by tylko pozostać u władzy. Obama dał im zastrzyk. Czy jednak Tusk z Komorowskim są w stanie to wykorzystać ?
Buńczuczna wypowiedź Komorowskiego w sprawie przyjęcia w Polsce euro jest dowodem na to, że ta władza nie cofnie się przed niczym, że wykorzysta każdą okazję, by brukselski dyktat wprowadzić jak najszybciej w życie. Wbrew logice i wbrew gospodarce. Jeżeli miarą innowacyjności polskiej gospodarki ma być gra komputerowa, to wracamy pod strzechy, prezydencie Obama. W wieżowcach wbrew pozorom można hodować krowy, a na stadionach paść owce.
W czasie deszczu dzieci się nudzą.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)