Andrzej A. Olszewski Andrzej A. Olszewski
1261
BLOG

Rzeczpospolita, Joanna Lichocka, Ireneusz Krzemiński

Andrzej A. Olszewski Andrzej A. Olszewski Polityka Obserwuj notkę 7

We wczorajszej Rzeczpospolitej ukazał się polemiczny artykuł pana I. Krzemińskiego zatytułowany „Zwierzęca nienawiść oszalałych paranoików” odnoszący się do wcześniejszego artykułu Pani Joanny Lichockiej opisującej wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu z 10 kwietnia br.

Po przeczytaniu artykułu pana Krzemińskiego odniosłem wrażenie, że czytam Gazetę Wyborczą, a nie moją Rzeczpospolitą. Dziwię się redakcji, że publikuje publicystykę tego rodzaju. Już sam tytuł zapowiada treść „pełną miłości i wzajemnego zrozumienia” oraz pojednania, które podobno zdaniem socjologów jest Polakom potrzebne. Najwyraźniej pan Krzemiński jest innego zdania. Język debaty publicznej, który prowokuje szaleńców do popełniania zbrodni politycznych przenika do gazet, które dotychczas były wolne od tego typu oznak wyrażania „szacunku” i „miłości”.

Pan Krzemiński zarzuca totalitarną propagandę stronie, która będąc w opozycji została pozbawiona możliwości prezentacji swoich poglądów w głównych mediach. Wszyscy dziennikarze o prawicowych poglądach zostali wyrzuceni z mediów publicznych, jakakolwiek wypowiedź polityków prawej strony natychmiast komentowana jest negatywnie, gdzie słowa: brutalny atak, agresja słowna, faszyści i dewianci itp. brzmią jak komplementy w porównaniu z wcześniejszymi: dożynaniem watah, wyginięciem jak dinozaury, patroszeniem Jarosława Kaczyńskiego itp. Patrząc na prawdziwą, a nie urojoną polską rzeczywistość to jeśli ktoś uprawia totalitarną propagandę to na pewno nie największa partia opozycyjna, ani nie Pani Lichocka.

Autor tekstu najchętniej skierowałby Panią Lichocką „na badania psychiatryczne” ewentualnie rozważyć może „pozew do sądu”. Tutaj też mamy dowód na prawdziwość krytykowanych przez autora tez z artykułu Pani Lichockiej, że „to już wszystko było”. Kierowanie na badania psychiatryczne było domeną systemu komunistycznego we wszystkich demoludach.

W artykule nie tylko „dostaje się” Dziennikarce Joannie Lichockiej, pan Krzemiński wskazuje, że paranoja ogarnęła „większość spośród tych, którzy zebrali się w rocznicę katastrofy smoleńskiej pod Pałacem Prezydenckim” i „używają języka nacechowanego pogardą i skrajną, zwierzęcą wprost nienawiścią do tych, którzy mają inne zdanie”. Kiedy to się czyta to nasuwa się stare polskie przysłowie „przyganiał kocioł garnkowi”. Język nienawiści i manipulacja to nie jest domena prawej strony. Lewicowo liberalne media specjalizują się w tego typu działaniach codziennie, a ich dziennikarze nawet honorowo nie potrafią przepraszać kiedy tego typu działania stają się powszechną oczywistością, czy też przegrywają procesy sądowe o zniesławienie. Cynizm jest waszą domeną.

Demonstranci z 10 kwietnia wyrażali „paranoiczny totalny bunt” oznaczający „nierealistyczny obraz świata”. Myślę, że żyjemy zupełnie w rożnych światach, tacy jak pan Krzemiński na „zielonej wyspie”, a „paranoiczni demonstranci” w Polsce o rosnącym zadłużeniu publicznym graniczącym z konstytucyjnymi wskaźnikami zadłużenia, z oficjalną „kilkuprocentową” inflacją, gdzie ok. 50% absolwentów nie może znaleźć pracy i zmuszani są do emigracji, z zachwianym poczuciem bezpieczeństwa, bo armia zmieści się na dużym stadionie, z poczuciem braku spełniania podstawowych zadań Państwa w kwestii bezpieczeństwa obywateli.

W dalszej części teksu autor odbiera prawo do krytyki „legalnie wybranych władz demokratycznego państwa” nazywając ją „nienawiścią”. Od kiedy to opozycja nie ma prawa krytykować rządu? Kiedy śp. Lech Kaczyński był „legalnie wybraną władzą” nie było słychać dzisiejszych obrońców premiera Tuska, czy prezydenta Komorowskiego kiedy padały słowa „jaki prezydent taki zamach”. Czy to był dopuszczalny język debaty publicznej i właściwe traktowanie Prezydenta?

Kolejne akapity świadczą o doskonałej wiedzy autora dotyczące katastrofy smoleńskiej, z którymi trudno polemizować, gdyż autor nie ujawnia źródła pochodzenia tej wiedzy, ale zaskakujące jest to, że odmawia poszukiwania przyczyn katastrofy. Dokładnie cytując „... jakiejś prawdy, do której koniecznie trzeba dojść”. Tutaj może jest klucz do zrozumienia przyczyny tego języka „spokoju” . Prawda dla rządzących i ich zwolenników może być bolesna i tu nie chodzi o bezpośrednią przyczynę katastrofy, ale o fakty dotyczące przygotowania lotu i związanej z nimi odpowiedzialności.

W kolejnych akapitach mamy pochwały poprzedniego systemu. „Komunizm był przynajmniej spójnym projektem przebudowy społeczeństwa, utopijną wizją społeczną.” Stalin by się uśmiał jakby to przeczytał, a paru komuchów poczuło się rozgrzeszonych, chcieli dobrze, ale niestety byli utopistami. Nie chcę zastanawiać się, co może się otwierać „Żołnierzom Wyklętym” w grobach.

Na temat wizji Polski „Jarosława Kaczyńskiego, Joanny Lichockiej i demonstrantów spod Pałacu Prezydenckiego” brak jest nawet próby rzeczowej argumentacji poza stwierdzeniem „niespójna i kompletnie absurdalna” i jeszcze coś o dojściu do władzy „wbrew decyzją większości obywateli”.Autor ma to nieszczęście, że ta wizja została przedstawiona na konferencji „Polska Wielki Projekt”, ale rozumiem, że tej wizji nie zna, bo obecnie żadna telewizja nie jest zainteresowana dialogiem na temat prawdziwych problemów naszego kraju. Ale prawdę mówiąc od autora tej klasy powinno się wymagać więcej zainteresowania.

Następnie mamy informację, że opozycja reprezentuje skrajną ideologiczną orientację, a takim skrajnościom wydaje się, że „posiadają absolutną prawdę, a w jej imię mają prawo atakować i likwidować każdego przeciwnika i myślącego inaczej”. Znowu przeinaczenie, opozycja nie jest wyznawcą żadnej skrajnej ideologii, myślenie w kategoriach racji stanu jest czymś bardzo oczywistym, przynajmniej dla tych, którzy byli 10.04 na Krakowskim Przedmieściu, a jeśli chodzi o „likwidację przeciwnika”, tą dosłowną, nie urodziła się w ich głowach, tylko zupełnie z innej strony politycznego dyskursu.

Kolejne wersy są zupełnie niezrozumiałe, bo dlaczegoż by budowa „lepszego państwa” byłaby czymś złym. Większość Polaków chciałaby żyć w lepszy państwie, bogatszym, dbającym o bezpieczeństwo obywateli, pozbawionym korupcji i rządzonym przez ludzi myślącym o przyszłości, a nie tylko o „tu i teraz”.

Polska dziś zdaniem autora to „Kraj mlekiem i miodem płynący”, „zielona wyspa” to, też jakbym gdzieś słyszał, chyba w latach 70-tych.

Na koniec smaczki: „urojenia szaleńców”, „uznania paranoików za pełnosprawnych uczestników debaty publicznej, a ich opinii za pełnoprawny opis rzeczywistości”. Wcześniej autor twierdził, że to ci z Krakowskiego Przedmieścia uznają się za wykluczonych, ale przypadkiem, czy pan Krzemiński nie odmawia im prawa zabierania głosu o sprawach Kraju i robi to używając języka niegodnego publicznych wystąpień?

Jeśli Rzeczpospolita chce, aby jej czytelnicy nie zagłosowali portfelami powinna się kilka razy zastanowić, czy warto tego typu polemiki umieszczać na swoich łamach.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka