Na salonie24 ukazał się dzisiaj artykuł redaktora Łukasza Warzechy pt. - „Przebudzenie”, czyli piękne ćwiczenie w jałowości. Zastanawiałem się, czy jako osoba zaangażowana w powstanie filmu Przebudzenie powinienem zabrać polemiczny głos. Uznałem, że w dużej mierze uwagi Pana redaktora są skierowane również do mnie, gdyż moja (subiektywna) ocena, jako widza filmu, jest zupełnie inna. Mam nadzieję na zrozumienie, iż fakt subiektywności nie odbiera mi prawa do krótkiej polemiki.
Istnienie tzw. drugiego obiegu nie jest wolnym wyborem ludzi go tworzącego, a koniecznością. Wynika ono z zamknięcia się „oficjalnych” środków przekazu na przedstawianie innych niż pro-rządowe opinie i stanowiska. Myślę, że Redaktor wie więcej na ten temat niż ja i dalsze rozwijanie tego wątku nie ma sensu.
Stwierdzenie, że na Krakowskim Przedmieściu tworzy się jakaś wyizolowana wspólnota, niektórzy nazywają ją sektą, stanowi wielkie uproszczenie i nie oddaje prawdziwych postaw i motywacji osób biorących udział w comiesięcznych marszach (ale o tym za chwilę).
Jednym z zarzutów wobec twórców filmu jest stwierdzenie, że nie odpowiada na pytanie „dlaczego niektórzy zwykli ludzie, na co dzień mający dobrą pracę, żyjący wygodnie, wykształceni – słowem: całkiem normalni – co miesiąc przychodzą na marsz, upamiętniający katastrofę.”
Moim zdaniem ten zarzut jest mocno chybiony. Odpowiedź na to pytanie wybrzmiewa w filmie wielokrotnie.
Po pierwsze, na wszystkich osobach biorących udział w filmie katastrofa smoleńska wywarła ogromne wrażenie, uzmysłowiła im, że rząd polski nie poradził sobie w godzinie tragicznej próby i wobec tej katastrofy stanął zupełnie z boku, pozwolił na przejęcie inicjatywy politycznej, prawnej i dochodzeniowej stronie rosyjskiej. „Zapominając” zupełnie o konieczności reprezentowania polskiej racji stanu, która w tamtym momencie kazała zabezpieczyć dowody w śledztwie i takie jego poprowadzenie, aby wyjaśnić przyczyny katastrofy bez pozostawienia jakichkolwiek wątpliwości.
Po drugie, uczestnicy filmu mówią o manipulacjach i grze mediów z Prezydentem Lechem Kaczyńskim przed katastrofą i zauważalną, po katastrofie, kilkudniową zmianą obrazu medialnego oraz szybkim powrotem do „starej narracji”.
Po trzecie, działania władz, wymusiły powstanie drugiego obiegu i zepchnęły znaczną część społeczeństwa do wyrażania swoich poglądów właśnie na ulicy, chociażby w Marszach Pamięci.
Uważny widz nie będzie miał problemu z identyfikacją powyższych stwierdzeń i powiązania ich z motywacjami uczestników Marszów Pamięci.
Głównym zarzutem jest stwierdzenie, że film nie jest skierowany do ludzi, którzy mają krytyczny stosunek do uczestników marszów, a w związku z tym cały ten obraz nie ma sensu, gdyż „służy tylko umacnianiu i uszczelnianiu” wspomnianej już na wstępie wspólnoty.
Kim są ludzie, którzy nazywani są wspólnotą, czy też jak nazywają ją przeciwnicy - sektą? Myślę, że odpowiedź jest prosta, to są Polacy, którzy podkreślają narodowe wartości zamykające się w znaczeniu słów „Bóg, Honor i Ojczyzna”.
Czy warto kierować swoje wysiłki w stronę ludzi, którzy nie podzielają powyższych wartości? Czy warto przekonywać zatwardziałego aborcjonistę, że zabijanie nienarodzonych dzieci jest zbrodnią? Polemika ludzi o różnych światopoglądach i wyznawanych wartościach jest z góry skazana na, zarzucaną filmowi, jałowość.
Czy Joanna Lichocka oraz pozostali twórcy filmu powinni obracać swoje działania w niwecz, prowadzić jałowe dysputy, czy też polemizować, uświadamiać ludzi wsłuchanych w głosy redaktorów/ek TVN, TVP i czytelników GW, Wprost itp.?
A ci niezdecydowani, którzy już są nieobecni na Krakowskim Przedmieściu? Ten film jest również o nich i dla nich. Ma przypomnieć im te chwile narodowego uniesienia, które wywołały w niektórych strach przed „budzeniem się demonów polskiego patriotyzmu”.
Na koniec chciałbym krótko napisać czym dla mnie jest ten film.
Obraz ten pokazuje rzeczywistość, której nie zobaczy widz oglądający Wiadomości i Fakty.
Myśli zawartych w tym filmie nie przeczyta czytelnik GW.
To jest obraz pokazujący Polaków dla których republikańskie, konserwatywne, niepodległościowe i narodowe wartości są ważne, i na nich chcą budować przyszłość wolnej Polski. Polaków odrzucających dzisiejsze elity władzy i mediów „głównego nurtu”.


Komentarze
Pokaż komentarze (54)