Andrzej S. Tarnowski Andrzej S. Tarnowski
230
BLOG

Probierz zawalił nam Euro. I co dalej?

Andrzej S. Tarnowski Andrzej S. Tarnowski Sport Obserwuj notkę 19
Jak łatwo wydedukować po samym tytule niniejszy artykuł stanowi polemikę z tezami zawartymi w felietonie redakcji Salonu24 pt. „Przy tym stanie polskiej piłki Euro jest sukcesem. Probierz powinien zostać”. Uważam bowiem, że po prostu nie potrafił on w pełni wykorzystać potencjału naszej kadry. Ale tu nie tylko o to chodzi...

Michał Probierz objął stanowisko selekcjonera dorosłej reprezentacji Polski w piłce nożnej pod koniec września 2023 roku. Tak więc pełni tę prestiżową funkcję już blisko rok. W międzyczasie reprezentacja pod jego kierownictwem wygrała mecze barażowe do europejskiego czempionatu ze słabiutką Estonią i patologicznie nieskuteczną Walią. Toteż ciężko ów awans traktować jako wielki sukces Probierza, albowiem jego głównym zadaniem było przygotować nasz zespół do owego turnieju — zwłaszcza pod względem stylu gry, jak i doboru najlepszych piłkarzy. I kompletnie oblał ten egzamin! — jak wydatnie pokazały przegrane taktycznie mecze z Holandią oraz Austrią (bo ten jutrzejszy z Francją nie ma już większego znaczenia).

Zresztą, gdy się rozgrywa wcześniej tylko dwa mecze towarzyskie z drużynami grającymi zupełnie inaczej niż nasi grupowi rywale, to raczej ciężko o dobrą selekcję. Mnie zwłaszcza oburzył „bój” z „kosiarzami” z Ukrainy, którzy grali z reprezentacją Polski w bardzo brutalny sposób, którego nienawistność nijak pasuje do meczu towarzyskiego. A faule naszych „braci” przyczyniły się do wyeliminowania z turniejowej „26-tki” Arkadiusza Milika, który zacnie sprawdza się jako dżoker w Juventusie, no i do poobijania innych naszych topowych graczy, na czele z Lewandowskim, Zielińskim oraz Urbańskim.

Swoją drogą, ciężko stwierdzić czy Probierz miał wpływ na dobór naszych sparingpartnerów. Jedno natomiast jest pewne, że nie zabrał na Euro wszystkich najlepszych polskich piłkarzy. Na czele z obrońcą Aston Villi — Matty Cash'em, będącym gwiazdorem Premiership, który jest wyceniony na 35 milionów dolarów i poważnie interesuje się nim sam AC Milan. Probierz zignorował również fakt tego, iż w styczniu polski paszport uzyskał Santiago Hezze — defensywny pomocnik reprezentujący na pewno dużo wyższy poziom umiejętności od niejakiego Tarasa Romańczuka, który tak naprawdę zaczął profesjonalnie grać w piłkę nożną dopiero w wieku 22 lat, kiedy przeniósł się do Polski. Poza tym na Euro powinni pojechać również przebojowy Kamil Grabara, tegoroczny Mistrz Grecji — Tomasz Kędziora oraz bardzo dobrze spisujący się w Serie A i Eredivisie — Karol Linetty i Kacper Kozłowski. Oni to właśnie powinni zastąpić coraz mniej perspektywicznego Wojtka Szczęsnego, drugoligowca Bednarka, „Bułgara” Piotrowskiego czy 36-letniego „Grosika”. 

Pojawia się tu oczywiście bardzo ważne pytanie, czy Probierz powinien na Euro wziąć kontuzjowanego Lewandowskiego? Odpowiedź jest jednoznaczna: NIE! Zważywszy choćby na to, że to nie jest piłkarz, który dobrze się czuje, gdy siedzi na ławce rezerwowej — co w wymowny sposób okazywał, psując automatycznie atmosferę w drużynie. A piszę to jako wielki fan najlepszego napastnika FC Barcelony. Probierz jako selekcjoner powinien jednak mieć trenerskiego „nosa” i przeczuć instynktownie, że tak się stanie. Ale ugiął się pod presją opinii publicznej i zabrał na tak ważny turniej nie w pełni zdrowego zawodnika. A przecież Buksa, Piątek i Świderski pokazali, że są w dobrej formie, wykazując się ponadprzeciętną skutecznością. Za „Lewego” mógł natomiast zostać powołany Adrian Benedyczak z Parmy. Napastnik nie dość, że bramkostrzelny, to ciągle perspektywiczny i obdarzony bardzo dobrymi warunkami fizycznymi.

Ale ok, Probierz zważywszy na swoje „widzimisię” i zaistniałe okoliczności wybrał na Euro takie, a nie inne grono 26-ciu graczy. No i jak mecz z Holandią pokazał i oni mieli szanse wyjść przynajmniej z grupy na tym turnieju. Jednakże obiektywnie trzeba przyznać, że „pomarańczowi” nie byli w optymalnej formie na tym meczu i mimo wszystko mieli dużo więcej szans bramkowych od naszych Orłów. Swoją drogą, pewnie zakończyłby się remisem, gdybyśmy mieli lepszego defensywnego pomocnika i obrońcę, dzięki czemu gra byłaby mniej nerwowa pod sam koniec. Natomiast pojedynek z Austrią w bijący po oczach sposób pokazał nieudolność trenerską Probierza, albowiem gdy „nie przeszkadzał” nasi w pierwszej połowie grali z Austrią jak równy z równym. Natomiast po jego „mesjańskich” zmianach w ciągu 12 minut straciliśmy dwie kolejne bramki i automatycznie szanse na wyjście z grupy, stając się tym pierwszą drużyną, która odpadła na tym turnieju. Wstyd i hańba! - tak to wszystko można podsumować.

Przypadek Probierza pokazuje więc, że z reguły rodzimi trenerzy nie radzą sobie w roli selekcjonera na wielkich turniejach piłkarskich. A tak było w przypadku Jerzego Engela, Pawła Janasa, Franciszka Smudy czy Czesława Michniewicza. Choć ten ostatni przynajmniej wyszedł z grupy mimo preferowania antyfutbolu. W XXI wieku zresztą jedynym Polakiem, który osiągnął sukces z biało-czerwonymi jest Adam Nawałka. Ale wiadomo, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Inna sprawa, iż podczas Euro 2016 pod względem czysto piłkarskim myślał dużo bardziej nowocześnie od Probierza. No i w odróżnieniu od niego umiał się też ubrać podczas tego turnieju i zachowywać z klasą, a nie jak „autokratyczny atencjusz”.

Dlatego też jak doświadczenie pokazuje, że ciężko będzie znaleźć Polaka, który ma na tyle dobry warsztat trenerski, aby osiągnąć z naszą reprezentacją sukces na imprezie pokroju Euro czy Mundialu. Zresztą ostatnimi czasy z naszych „kołczów” tylko Maciej Skorża osiągnął sukces międzynarodowy. Aczkolwiek w żaden sposób nie można porównywać trymfu w Azjatyckiej Lidze Mistrzów z jej odpowiednikami z Europy czy Ameryki Południowej. Zatem nasuwa się wniosek, że jedynym rozsądnym wyjściem będzie zatrudnienie trenera zagranicznego. Ale nie typu „dziadka” Fernando Santosa, który przez 230 dni prowadzenia reprezentacji Polski zarobił 5,3 miliona złotych. Tylko perspektywicznego trenera „głodnego” sukcesów najlepiej z Hiszpanii. A na miejscu Kuleszy zacząłbym od rozmów z Xavim, który jako były trener Barcelony bardzo dobrze zna potencjał piłkarski Roberta Lewandowskiego. I ma na pewno u niego większy mir niż nasz „elegant”. ;)

Odnosząc się natomiast do ogólnego stanu rodzimej piłki nożnej, to polemizowałbym ze stwierdzeniem, iż nie mamy kompletnie systemu szkolenia młodzieży. O tym najlepiej świadczy, że w naszym kraju szkoli się „na potęgi” świetnych bramkarzy, którzy po wyjeździe za granicę bardzo szybko decydują o sile znanych klubów francuskich, włoskich, niemieckich, duńskich czy angielskich. Owszem gorzej jest zaś z graczami z pola, choć wysokie pozycje na juniorskim Euro w ostatnich latach świadczą, że i tu jest duży potencjał. Niedziwne więc, że najlepsi polscy nastolatkowie grają w takich drużynach jak Juventus Turyn, Manchester United, Liverpool FC, AC Milan czy Benfica Lizbona. A to, że nasza Ekstraklasa jest coraz bardziej kosmopolityczna, to rzeczywiście jest problem, bo faktycznie gra w niej zbyt dużo przeciętnych obcokrajowców (ot takie uroki „prawa Bosmana”). Chciałbym jednak zauważyć, że coraz częściej najlepsi nasi zawodnicy wyjeżdżają na Zachód jeszcze „za dzieciaka” i tak naprawdę tam uczą się piłkarskiego fachu.

Summa summarum, aktualnie mamy o wiele lepszych piłkarzy niż selekcjonera. A klasowy trener z zagranicy dużo lepiej poukłada jedenastkę „od tych naszych” złożoną choćby z takich graczy jak: Bułka (Grabara) - Cash, Salamon, Kiwior, Zalewski - Hezze, Urbański, Zieliński, Szymański - Buksa (Świderski), Lewandowski (Milik).

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj19 Obserwuj notkę

Twórca artykułów i biografii: https://linktr.ee/andrzejtarnowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Sport