Tytuł brzmi, trochę śmiesznie, bo w końcu facet osiągnął tej zimy w Pucharze Świata drugi najlepszy wynik w całej, prawie 50-letniej już, historii tego cyklu. Nie licząc jego fantastycznych dokonań poza cyklem PŚ.
No ale jest właśnie jedno ale. Może nawet dwa.
To może po kolei.
Przed sezonem mało wyobrażalne dla wszystkich interesujących się skokami narciarskimi wydawało się to, żeby ktoś był w stanie pobić wyśrubowane w kilku kategoriach rekordy Petera Prevca, które osobnik ten ustanowił równe 10 lat temu. Piszę oczywiście o wynikach osiągniętych w ciągu jednego sezonu, bo od rekordów w skali bezwzględnej to mamy, przynajmniej na tę chwilę, innych.
Przypomnę. Zimą 2015/16 Słoweniec stał 22 razy na podium. Z tych 22. pudeł aż 15 to były podia najwyższe. W ciągu jednej zimy Pero wywalczył aż 2303 pucharowe punkty pobijając dotychczasowy, ustanowiony 7 lat wcześniej, rekord Schlierenzauera o równe 220 oczek. Współczynnik wywalczonych w sezonie podiów, czyli stosunek tych podiów do wszystkich startów w sezonie, wyniósł u niego tamtej zimy 0,759 (22/29). Jednym słowem rekordy, nie tylko na pierwszy rzut oka, nie do pobicia.
Tymczasem najpierw początek, a potem duża część właśnie zakończonego sezonu wskazywały, że te niebotyczne rekordy są jednak do ruszenia. Młodszy brat Petera, Domen, skądinąd cudowne dziecko światowych skoków, które jako niespełna 18-latek robiło furorę w sezonie 2016/17, a potem, na kilka dobrych zim zapadło w letarg, wybudziło się z niego na dobre już rok temu. To jednak, co najmłodszy z braci Prevców wyczyniać zaczął od początku tego sezonu, kazało się od pewnego momentu zacząć zastanawiać nie tyle nad tym, czy rekordy Petera zostaną poprawione, tylko o ile Domen je wszystkie pobije.
Przed igrzyskami w Cortinie/Predazzo, na które to, siłą rzeczy, musiano zrobić przerwę w rozgrywkach Pucharu Świata, po rozegraniu 22. konkursów w sezonie, bilans Domena Prevca w skokowej I lidze wynosił: 13 wygranych zawodów (59,1%), 19 podiów (86,4%) i 1814 pkt. (82,5%).
Był więc ten bilans znacznie lepszy od bilansu jego brata z rekordowego sezonu. Peter Prevc po pierwszych 22 zawodach tamtej zimy miał na koncie 11 zwycięstw (czyli „zaledwie” równe 50%), 16 podiów (72,7%) i 1698 (77,2%) punktów.
Te wszystkie współczynniki Domena były też wyraźnie lepsze od współczynników osiągniętych przez Petera na koniec jego rekordowego sezonu. Współczynniki, czy jak kto woli, procent zwycięstw, podiów i punktów starszego z Prevców po całym rekordowym sezonie wynosiły odpowiednio: 51,7%, 75,9% i 79,4%.
W kategorii zwycięstw w sezonie Peter rekordzistą zresztą nie jest. Jest nim Adam Małysz, który w sezonie 2000/01 wygrał 11 z rozegranych 21 zawodów. Ale i on nie miał startu do Dominatorowych 59,1%, bo 11/21 to „zaledwie” 52,4%.
Tak więc Domen był przed igrzyskami, pisząc językiem surferów, na ogromnej fali. Po igrzyskach na jeszcze większej, bo w Predazzo wyrwał złoto na dużej skoczni. Jego morale musiało się podnieść do najwyższych stref stanów wysokich. Skompletował bowiem skokowego Wielkiego Szlema: mistrzostwo świata (zima 2024/25), T4S, mistrzostwo świata w lotach, Kryształowa Kula (przy takiej przewadze miał to pewne jak w banku jeszcze przed przystąpieniem do końcowej części sezonu) i rzeczone mistrzostwo olimpijskie. W ciągu roku! Nykaenen (jedyny, któremu udało się to wcześniej) potrzebował na to ponad trzy razy więcej czasu.
I mimo to, będąc w takiej dyspozycji psychiczno-fizycznej, i mając jeszcze do dyspozycji aż 7 konkursów, Domen nie zdzierżył.
Oczywiście niekompetencja i brak profesjonalizmu pana Pertile oraz jego ludzi mu w tym znacząco pomogła. To ciągłe obniżanie Słoweńcowi w każdym konkursie belki o kilka stopni musiało w końcu przynieść złe skutki. I w paru przypadkach przyniosło. Sam Demon też dał ciała zapominając wypić wody przed finałowym skokiem w Lahti, przez co zdyskwalifikowano go po, wygranym już, konkursie ze względu na za małą, w stosunku do długości nart, wagę.
Summa summarum, Domen, co jest z perspektywy końca lutego rzeczą niepojętą, NIE POBIŁ ANI JEDNEGO Z REKORDÓW BRATA. NIE POBIŁ TEŻ OCZYWIŚCIE REKORDU ADAMA MAŁYSZA. Wyrównał tylko dwa z osiągnięć Petera. Liczbę i procent podiów w jednym sezonie.
Zimą 2015/16 i zimą 2025/26 rozegrano po 29 pucharowych zawodów. Dzięki świetnym skokom w Planicy Domen dobił do Petera i od teraz obaj, a nie tylko ten starszy, liderują tabeli jak chodzi o największą liczbę wyskakanych w sezonie podiów. Mają ich po 22. W przeliczeniu na procenty wychodzi 75,9 wszystkich rozegranych zawodów. W finałowym konkursie sezonu Domena wyprzedził Embacher i to jest powód, dla którego Domen nie dogonił brata w liczbie wygranych w sezonie I-ligowych zawodów. Zakończył zimę z 14. konkursowymi zwycięstwami, czyli z jednym mniej niż 10 lat temu Peter. W tabeli wszech czasów jest pod tym względem drugi, ale chyba marne to pocieszenie w sytuacji, kiedy na 7 konkursów przed końcem sezonu miał tych zwycięstw 13. Jeżeli chodzi o procent zwycięstw w stosunku do liczby rozegranych konkursów, to Domen, który przecież miał ogromne szanse doprowadzić ten rekord do nie wiadomo jakich rozmiarów, nie zmieścił się nawet do czołowej trójki. Ten procent w jego przypadku wynosi 48,3 i jest to „dopiero” czwarty wynik w historii. Po Małyszu (52,4), starszym bracie (51,7) i Nykaenenie z sezonu 1987/88 (równe 50).
W liczbie zdobytych w sezonie łącznie punktów 27-latek ze Słowenii wylądował finalnie na najniższym stopniu podium. Nie tylko nie dogonił brata (na skutek dyskwalifikacji w Lahti i parodii, jaką były zawody w Oslo, brakło mu do Petera sporo, bo 159 oczek), ale przegrał też (i co z tego, że o włos) z Kraftem, który dwa lata temu wyskakał w sumie o 1 punkt więcej.
…
Taaaaaak. No więc na koniec wyszło, że Prevc Prevcovi oka jednak nie wykole. Chociaż, mam wrażenie, obaj o tym akurat marzyli. I pewnie wielu kibiców, ja na przykład, też…



Komentarze
Pokaż komentarze (3)