26 obserwujących
910 notek
1507k odsłon
  2315   16

Powrót „dzieci z Michałowa”, czyli "sukces" Janiny Ochojskiej

Ponad miesiąc trwa krwawa wojna na Ukrainie, która jest jakby zwieńczeniem wcześniejszych działań duetu Łukaszenka-Putin na polskiej granicy, dlatego wydawało się, że wszyscy zrozumieli już bezsens ataków na polskich pograniczników wobec cynicznej gry obu satrapów. Gdy sądziliśmy, że opozycyjne zaślepienie, wręcz zaprzaństwo, już się nie powtórzy, nagle i  niespodziewanie europosłanka Platformy Janina Ochojska znów pokazała nam, jak bardzo się myliliśmy.  Trudno wytłumaczyć inaczej ten nagły zwrot, niż jako objaw głębokiej, czyniącej spustoszenie w psychice, choroby.


W momencie, gdy cały świat jest pod wrażeniem, nie mającej światowego odpowiednika, postawy Polaków, którzy pod swoje dachy i bez potrzeby tworzenia okrytych złą sławą ośrodków dla uchodźców przyjęli w miesiąc dwa i pół miliona uciekających przed wojną kobiet i dzieci z Ukrainy niemiecka gazeta „Sueddeutsche Zeitung” postanowiła to wrażenie obrzucić łajnem. Dziennikarka "S.Z." Viktoria Grossman postanowiła wrócić do sławnych „dzieci z Michałowa”, czyli ataku na polskich pograniczników,  którzy nie chcą grać w orkiestrze Łukaszenki. Zastanowić się można teraz, czy ten niedawny atak Ochojskiej był spontanicznym zrywem, czy raczej zorganizowaną akcją mającą stanowić pretekst dla niemieckiego paszkwilanta.


Viktoria Grossman twierdzi, że „Polska dzieli uchodźców na wrogów i przyjaciół” sugerując, że jednakowo powinniśmy traktować matki z dziećmi uciekające przed bombami na polskie przejścia graniczne i byczków zwożonych z Azji i Afryki przez białoruskie służby, którzy w sposób brutalny atakują granicę na całej długości rzucając w pograniczników kamieniami i gdzie nieliczne kobiety i dzieci stanowią raczej marginalny element dodatkowej gry moralnej, dla agentury i pożytecznych idiotów. Do samej Unii Grossman ma pretensje, ponieważ „swoim gadaniem o hybrydowym ataku ze strony białoruskiego dyktatora” Bruksela „dała prawicowemu rządowi w Warszawie dogodny pretekst do twardego traktowania tych uchodźców”. Co gorsza, ta narracja zaczyna przebijać się do zagranicznych mediów.


Na polskiej granicy umierają ludzie, którzy są uciekinierami – (umierają) z wyczerpania, zimna, głodu, pragnienia — pisze dziennikarka „Sueddeutsche Zeitung”. Liczą na lepsze życie w Europie, a zamiast tego spotyka ich często brutalność polskich służb granicznych - dodaje. Co jest już tradycją w niemieckich mediach, Grossman nazywa rząd PiS „narodowo-populistycznym”. Według niej jest to „dobry moment dla wszystkich partnerów z UE, aby przypomnieć, że moralne zobowiązanie do pomocy dotyczy wszystkich ludzi w potrzebie”. Zapewne chodzi o przypomnienie niedobrej władzy w Warszawie. A przecież jest o wiele prostsze rozwiązanie, podczas, gdy Polska robi wszystko, aby sama sprostać i przyjąć wszystkich potrzebujących z Ukrainy, niemieckie media i ich dziennikarze mogą spróbować wpłynąć na swoje władze, które nie są przecież obarczone pomaganiem wojennym uchodźcom, aby te podstawiły autokary przy polsko-białoruskiej granicy i zabrały wszystkich chętnych do siebie. Gwarantuje, że tak szlachetnej akcji nie sprzeciwi się nawet taki groźny satrapa, jak Kaczyński. 

Lubię to! Skomentuj33 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka