
Jeszcze trzy dni temu, zaraz po wyborach, na łamach „Die Zeit” mogliśmy przeczytać, "Niemiecka prasa przerażona wygraną PiS w wyborach: W Polsce ma miejsce atak na demokrację. To kraj Kaczyńskiego".
A już następnego dnia nastąpiło łagodzenie nastrojów i dowiedzieliśmy się, że - "Ani dyskusja na temat Polski i Węgier, ani temat procedury z art. 7 wobec obu krajów nie znajdzie się na czerwcowym posiedzeniu Rady Unii Europejskiej ds. Ogólnych. - Nie było zainteresowania, żeby podjąć ten temat" - powiedział Polskiej Agencji Prasowej jeden z unijnych dyplomatów. Temat procedury art.7 wobec Polski nagle przestał być "sexy".
Minęło zaledwie kilkadziesiąt godzin i czytamy w "Der Spiegel": "Prawo i Sprawiedliwość odniosło sukces w wyborach do PE dzięki „finezyjnemu podejściu” do Europy różniącemu się od „prostackiej polityki sprzeciwu” Wildersa, czy Salviniego. Zwycięstwo należy do Jarosława Kaczyńskiego, to właśnie on ustalił europejską politykę swojej partii – europejską, ale bez uciążliwych problemów UE” – zaznacza Puhl, dziennikarz tego największego i najbardziej wpływowego niemieckiego tygodnika opinii.
Piszę drugi cud, bo prawie w tym samym czasie, ktoś przestawił w Polsce wajchę o 180 stopni w zachowaniach i opiniach opozycji i środowiskach jej sprzyjających. W Gazecie Wyborczej Jarosław Kaczyński z Kaczora dyktatora stał się nagle dobrym wujkiem Jarkiem. Jacek Żakowski na wyścigi z Dominiką Wielowieyską gratulują Kaczyńskiemu sukcesu i wysyłają do niego po naukę, jak wygrywać, liderów opozycji. Monika Olejnik zupełnie odmieniona, nawet Tomasz Lis łagodzi nastroje. Krystyna Janda wyszła przed szereg i natychmiast została przywołana do porządku i skarcona przez swoich.
Jednocześnie z upływem czasu wydłuża się lista "oszukanych" tęczową waginą w Gdańsku, a działaczka KODu składa publiczną samokrytykę, oskarżając swoje własne środowisko. W pierwszym odruchu i w swej naiwności uwierzyłem w szczerość tej odmiany, ale w miarę narastania tej nagłej i niespodziewanej "epidemii" przybywa wątpiących. Trudno nie zauważyć koincydencji zmiany postaw w kraju i za granicą. Aż się ciśnie w tym momencie na usta pytanie, gdzie jest w takim razie ośrodek decyzyjny wpływający tak drastycznie na zachowania? Czy to opozycja ma taki wpływ na zagranicę, czy może wręcz odwrotnie? Czy damy się uśpić przed wyborami jesiennymi?


Komentarze
Pokaż komentarze (39)