Żegnamy Krzysztofa Kolbergera....
Poznałem Go osobiście. Wspaniały artysta i człowiek... Chociaż myślę, że dziś każde słowo będzie zbyt banalne. Zbyt proste. I tylko żal po STRACIE jest taki rzeczywisty.
Uczyliśmy się od niego niebywałej wręcz skromności. Nigdy nie chciał być celebrytą. Czy wyobrażacie sobie Pana Krzysztofa wywijającego hołubce w tańcu z gwiazdeczkami? Czy można było dostrzec go w obsadzie serialu Miłość w sercu jak na dłoni?
Nigdy nie zapomnę Kolbergera jako Konrada w ,,Dziadach". To dzięki temu spektaklowi poznałem Go. I dzięki wujowi, śp. Tadeuszowi Karpiszowi (o którym sam Konwicki napisał ,,Ostatni Cyganer Warszawy”). Wuj był krytykiem teatralnym i zabrał mnie na próbę generalną ,,Dziadów”. Miałem naście lat, a Kolberger, gdy wuj mnie przedstawił, zupełnie poważnie spytał ,,Jak ci się podobał Konrad w moim wykonaniu?” Ależ podobał mi się cholernie bardzo. I tak bardzo Mu chciałem o tym powiedzieć, ale głos z wrażenia ugrzązł w gardle. Dopiero w Klubie SPATiF-u późnym wieczorem rozwiązał mi się język, a Kolberger, o dziwo, słuchał tych wynurzeń młodego licealisty z charakterystyczną dla siebie życzliwą uwagą.
Pamiętam też telewizyjną wersję dramatu Szekspira Romeo i Julia. Tak romantycznego i żarliwie pokazującego miłość do Julii Romea wcześniej i później chyba nie zagrał nikt ... Był wyjątkowo ,,born to play” wielkie romantyczne role.
Od takich, jak Krzysztof Kolberger moje pokolenie uczyło się piękna języka ojczystego, szacunku do wartości naczelnych i kultury osobistej. Uczyło się odwagi bycia patriotą i romantykiem napisał jeden z internautów. Przeczytałem gdzieś te słowa w Internecie i pomyślałem, że ten anonimowy internauta dobrze znał Kolbergera. Bo taki właśnie On był.
A dziś na pasku przeczytaliśmy:
Wybitny aktor i reżyser – Krzysztof Kolberger - zmarł po długiej chorobie. Od lat walczył z nowotworem. Miał 60 lat.
Cześć Jego Pamięci!
PS Mam zgodę poety Macieja Krzysztofa Dąbrowskiego ( znanego nam dobrze również w salonie24 - bloger MKD) na zamieszczenie jego wiersza poświęconego Krzysztofowi Kolbergerowi!
Napisał MKD
All right reserved!
Byliśmy na to gotowi…
On wiedział o tym, i ja…
Kiedyś byliśmy jak nowi,
lecz wieczór… jest też częścią dnia…
Szkoda nam było gadania
o bólu, co drąży do krwi.
Nie wolno było odpuścić
- bo czas zmarnowany się mści.
Do dzieła, sztuka po sztuce,
i zawsze uśmiech na twarzy -
bo walczyć trzeba o uśmiech,
gdy się pod niebo chce marzyć…
Bo jakże ważne wzruszenie,
które z uśmiechem podajesz
tym, którzy cierpią – by z martwych
do życia zdrowi powstali…
Byliśmy na to gotowi…
On wiedział o tym, i ja…
Kiedyś byliśmy jak nowi…
a teraz…
…. od dziś – tylko ja…?
Nieprawda…
…….. i po co ta łza…?
* * *
Do dzieła więc. Krok po kroku,
lecz zawsze uśmiech na twarzy.
Co dzień - bo po to jest uśmiech.
Przyjaciel. Twój klucz do marzeń…
.
Inne tematy w dziale Kultura