Odbyła się kolejna edycja happeningu „naukawo – politycznego. Nic w tym niby złego czy nadzwyczajnego, ludzie uczestniczą w happeningach typu wirujące stoliki, przywoływanie postaci historycznych i rozmowy z nimi. Moja ciocia ma koleżankę, doktora nauk lingwistycznych i jednocześnie medium ezoteryki stosowanej, przy pomocy tej „ezoteryki” świadczącą 'usługi weterynaryjnę' przez telefon , lecząc tą drogą swymi bioprądami psy.
Ten happening wyróżnia jednak to, że odbywa się na terenie Sejmu, z udziałem osób jak by nie było „publicznych”. Oraz to, że dotyczy sprawy zasługującej na poważne traktowanie.
Nowe chyba jest to, że w TV tu i ówdzie wywiadów udzielali członkowie tzw „komisji Millera” a także mainstreamowi naukowcy. Tu mam mieszane uczucia: niby tzw społeczeństwu należą się jakieś sensowne wyjaśnienia w związku z opowiadanymi na happeningu bzdurami, ale z drugiej strony… z drugiej strony, czy nie byłoby absurdalne, gdyby np. profesor biologii czy chemii dementował plotki, że mleko kwaśnieje dlatego, że sikają do niego złośliwe krasnoludki?


Komentarze
Pokaż komentarze