Od pierwszej chwili, zważywszy okoliczności nagłego pojawienia się na firmamencie tej naukowej gwiazdy zespołu Macierewicza uważałem ją – najdelikatniej to ujmując - za niewiarygodną. Wyniki badań – jeśli można tego sformułowania użyć (bo to były i są nie wyniki badań – a opowiadanie o takich wynikach) były bardzo dalekie od tego, czego wymagało by stawianie tak poważnych hipotez w tak poważnej sprawie – ze względu na jej pozanaukowy kontekst.
Dziś w nocy, po obejrzeniu przykrej transmisji meczu – coś mnie pokusiło i wysłuchałem jednak tego wykładu prof. Biniendy.
http://www.youtube.com/watch?v=CFO5FbrUbjU&feature=youtu.be
Przedtem tego (czyli wysłuchiwania) nie robiłem – bo jako człowiek z branży uważałem za stratę czasu.
Niestety, nawet w najbardziej pesymistycznych przewidywaniach nie oczekiwałem tego, co usłyszałem i zobaczyłem.
A obejrzeć i usłyszeć można spektakl nieuctwa i prezentacji tego nieuctwa w formie dukania, który był by śmieszny, gdyby miał miejsce w kabarecie i w ciągu paru minut – (potem by nudził) a nie dotyczył by sprawy stającej się w miarę upływu czasu coraz bardziej poważną (niezależnie od tragedii ludzkiej) ze względu na szemraną grę ‘polityczną’.
Mało prawdopodobną alternatywą jest gra na odbiorców szczególnego gatunku, dla których taka forma i taka treść jest z socjotechnicznego punktu widzenia najbardziej ‘wydajna’.
Jeśli nasza główna siła opozycyjna , ciesząca się kilkudziesięcioprocentowym poparciem społecznym, korzysta z tego rodzaju intelektualnego wsparcia osób– nieważne, czy opłacanych z pieniędzy podatników przekazywanych w formie finansowania partii z budżetu , czy zgłaszających się w ramach swoistego woluntariatu znajomych królika- to jest zatrważające, bo krańcowo, niewiarygodnie źle świadczy o intelektualnych (nie mówię już nic o etycznych) kwalifikacjach tej części opozycji.
W swoich dotychczasowych notkach starałem się ograniczać do kwestii technicznych – tutaj nie jestem pewien, czy znajdę jeszcze cierpliwość, aby wytknąć przykłady mijania się z naukowo technicznym abecadłem lub epatowania słuchaczy wypisywaniem ni stąd ni z owąd równaniami N-S, wyciąganymi z kapelusza stwierdzeniami i nieporadnymi próbami dowcipów.
Może spróbuję, ale nie w tej chwili, bo i pora nie ta i nastrój mam podły. A sprawa przypomina grzebanie kijkiem w śmieciach, a nie dyskusję choćby trochę techniczną. Nie jest to przyjemne, a wszak nieraz tu pisałem , że uczestniczę w tym forum głównie dla rozrywki.



Komentarze
Pokaż komentarze (31)