Czekając dzisiaj na zmianę świateł, aby przejść przez szeroką, 6-pasmową arterię koło mojego osiedla patrzyłam na mknące samochody w popołudniowym szczycie komunikacyjnym. Ale to przecież nic dziwnego i nie to przykuło moją uwagę, ale… piękny śpiew jakiegoś ptaka, który swoim cudnym dźwiękiem przebijał się przez uliczny hałas.
Zdziwiło mnie to, że nie zagłuszyły go warkoty dziesiątków silników samochodowych, i słyszałam go przez cały czas, zanim doszłam do wejścia na osiedle. Jakiż to silny, piękny i czysty głos, co brzmiał mi przyjemnie modulowany w uszach, zachwycając i skłaniając do rozmyślań, kim jest ten tajemniczy śpiewak…?
Ok. 19-ej było pochmurno, właśnie podlewałam swój „ogród” na balkonie, a jest tego trochę… i znów usłyszałam głos tego śpiewaka, nie wiem, czy tego samego, czy takiego samego, ale na pewno śpiewał tak samo… Rozejrzałam się i… ujrzałam go, siedział na kominie i przecudnie wyśpiewywał swoją arię, tak jak słyszałam ją poprzednio, tylko teraz nie zakłócał jej ruch uliczny.
Pobiegłam po aparat, który z wiadomych względów leży przygotowany na takie przyrodnicze okazje i uchwyciłam go, chociaż nie było to łatwe, bo ptak ruchliwy, wiercił się i odwracał w drugą stronę. Nie rozpoznałam jeszcze kto zacz (mój atlas ptaków nie jest zbyt dobry i muszę koniecznie nabyć lepszy), ale może ktoś wie, co to za tajemniczy nieznajomy…?
Będę wdzięczna za podpowiedź.






Komentarze
Pokaż komentarze (21)