ROZTERKI PEWNEGO KAWOSZA
Stoi przede mną świeżo nalana,
Kawa, prawdziwa. Na stół podana…
Czarna dama.
Stoi i aromatem swym kusi,
Pewnie niezwykle mocna być musi…
Uff, jak gorąca!
Ach, jak pachnąca!
I jak czarownie parą dymiąca!
Jej pianka skrzy się, ciepło paruje,
Para się sennie wije i snuje…
A skąd ta piana?
Rzecz niezbadana,
Lecz dla efektu jest pożądana.
Do tego jakże ponętnie wabi,
Choć bywasz silny, tu będziesz słaby...
I choćbyś bronił się z całej siły,
Myśl o niej sprawia dreszcz ciała miły…
I choćbyś nie wiem jak się opierał,
Przegrany jesteś tu, jak cholera…
Najpierw powoli do ust ją podnoszę,
Bo pić w pośpiechu kawy nie znoszę…
I delektuję się jej widokiem,
Czuję ją w nozdrzach…
I pieszczę wzrokiem…
O, co za boski napój z tej kawy!
Nie, nie zakończę szybko zabawy,
Więc ją odstawiam..., bo choć spragniony
I niecierpliwy, i wytęskniony
Jestem jej smaku i aromatu,
Nie chcę zbyt szybko doświadczyć jej braku…
Siedzę przy stole. Naprzeciw - Ona.
Czarna, pachnąca i lekko spieniona…
Kochanka wyśniona.
Stoi i czeka, czernią czaruje…
Serce moje przyspiesza, wariuje,
A co za żądze szarpią me zmysły!
W głowie się roją szalone pomysły...
Stoi i całą uwagę mą skupia.
I myśl się taka kołacze niegłupia:
Chciałbym zatopić się w tobie do dna,
Tak jak cię wielbię i pragnę do cna…




Komentarze
Pokaż komentarze (33)