Od dawna marzyłam o safari... Takim prawdziwym, afrykańskim i oczywiście fotograficznym. Z braku jednakże obecnie takich możliwości, musiałam zadowolić się innym safari, w warszawskim ZOO na Pradze.
Ileż niedziel tam spędziłam w dzieciństwie ze swoim Tatą (Mama zwykle wtedy gotowała, piekła ciasto...itd). Dziś wydaje mi się znacznie mniejsze niż kiedyś, widziane oczami dziecka.
Okazja do wyprawy była, bo niedawno zakupiony aparat aż rwie się do robienia zdjęć, a ja widzę w tym przyjemność dotąd mi obcą. Tak więc zaczynam oprowadzanie, przy czym muszę przyznać że spośród bardzo wielu zdjęć jakie zrobiłam, trudno było wybrać tych parę.
Warszawskie ZOO świętuje właśnie 80-lecie swojego istnienia.
Pierwsze zdjęcia wykonałam flamingom czyli czewonakom. Są tym samym miejscu, jak za mojego dzieciństwa...
Potem królestwo małp. Najbardziej ulubione przez dzieci na całym świecie. Tu dzisiaj tłum był gęsty, więc potrącana udało mi się zrobić kilkanaście zdjęć, co i tak uważam za duży sukces. Ale patrzeć można na nie długo, bo wiele się dzieje, jak tu, u pawianów.
Orzeł bielik, królewski ptak z naszego godła, smutno wygląda za kratami...
Znacznie lepiej mają się pawie odpoczywające na wolności na trawniku nieopodal.
Słoń to jest coś, a już trzy słonie to juz naprawde jest kawał zwierzyny.
No i inna waga ciężka...
Koniec wycieczki, na dzisiaj wystarczy. Reszta w części drugiej, niebawem.




Komentarze
Pokaż komentarze