Będąc w Zoo, o czym były już trzy notki, nie sposób nie pokazać innych atrakcji, jakie tam lub w drodze do niego spotkałam.
Na początku pomnik kaczora, który aczkolwiek trochę wstydliwie schowany w jednym z zakamarków Zoo, jednak wypatrzony przez licznych zwiedzających cieszy się popularnością wśród fotografujących, a więc i ja go sobie uwieczniłam.

Przyznać jednak muszę, że nie był to jedyny pomnik zwierząt, widziałam także pomniki koguta i takie sarenki...

W alejce wiodącej do Zoo rozłożyli się sprzedawcy oferujący różne odpustowe badziewie, za którym jednakże dzieci przepadają. Ale istny arsenał plastikowej broni maszynowej uważam już za grubą przesadę...



Można się też napatrzeć jak robi się gliniane naczynia i od razu je sobie zakupić...

Inną atrakcja jest zrobienie sobie zdjęcia z wężem owiniętym na szyi. Brrr.....

No i balony... Morze różnorakich w kształcie i barwie balonów, o jakich ja w dzieciństwie mogłam sobie tylko marzyć...


No i koniec już mojej nieco sentymentalnej wycieczki do warszawskiego Zoo.
Nie żałuję, że się tam wybrałam, ale na parę lat mi starczy. No i jakie to znów było safari... Ledwie namiastka, no ale plan ćwiczebny z nowym aparatem uznaję za wykonany w 100%. Czas poszukać sobie innych obiektów do fotografowania.
Co by to mogło np. być...?




Komentarze
Pokaż komentarze (6)